• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • biga.jpg
  • colorex.jpg
  • dron.jpg
  • familia.jpg
  • gk.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • markor.jpg
  • parkiet.jpg
  • praca.jpg
  • rasterek.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • skot.jpg
  • wojcik.jpg
  • wwm.jpg

Reklama

  • alteks.jpg
  • baranex.jpg
  • bistro.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • rrreklama.jpg
  • szumiec.jpg
  • weterynarz.jpg
  • zlotegody.jpg

hcbCieszę się, autentycznie się cieszę, że od jakiegoś czasu wielu rodzinom żyje się lepiej. Opieka socjalna naszego Państwa zapewnia wielu realny wzrost gotówki w portfelu. I bardzo dobrze. Chyba każdy się z tym zgodzi. Nawet ten, który nie ma szans na żadne tego typu korzyści. Ale co tam. Grunt, że całej rzeszy dzieciaków można zapewnić wakacje, wyjazd na obóz językowy, trochę lepiej ubrać, sprawić wyprawkę do szkoły itp. Większa ilość gotówki to zwiększony popyt i pole do działania na rynku prawa popytu i podaży. I tu jest tzw. pies pogrzebany. Zwiększa się popyt – jest okazja do zarobku. Rosną ceny i równocześnie rośnie inflacja. Powolutku, systematycznie odbiera to, co „pogrubiło” portfele. A nawet, jeśli nie rosną ceny, to w tej samej cenie otrzymujemy mniej towaru. Przykład? Masło. Pamiętamy, że kostka masła ważyła dawniej 25 dkg. Potem za tę samą cenę dostaliśmy tylko 20 dkg, a teraz zdarza się i 18,5 dkg. No, ale cena nie wzrasta. Bochenek chleba, który przedtem ważył powiedzmy 0,5 kg teraz kosztuje tyle samo, ale waży już tylko 40 dkg. Inny przykład – zapałki. Dawniej w pudełeczku było ich ok. 100 szt., teraz ok. 90. Cena ta sama, nie podrożały! Podobnie z chusteczkami higienicznymi. Zamiast 100 szt. w paczce mamy 90. Ale cena nie wzrosła! Rozumiem mechanizmy „uczciwej” - nazwijmy to – podwyżki cen, spowodowanej m.in. wzrostem kosztu robocizny, energii, paliwa itp. Zawsze tak było, że to wszystko musieliśmy pokryć my, konsumenci. Ale to przysłowiowe masło czy zapałki, to nie jest brak wzrostu ceny. To po prostu nabijanie ludzi w tzw. butelkę. Takich przykładów z pewnością znamy wszyscy o wiele więcej. A więc cieszę się, że niektóre portfele stają się coraz grubsze, ale martwi mnie, że coraz szybciej się „odchudzają”. Cieszę się, że emeryci i renciści dostają trzynastą emeryturę, a w przyszłości pewnie i czternastą, choć ta nie będzie już dla wszystkich. Martwi mnie jednak, że nie umiemy liczyć korzyści z tego faktu płynących. Dostać jednorazowo ok. 970 zł. „na rękę” - wspaniale. Mamy już plany. A to wyjazd do sanatorium, a to wykupienie leków, tym razem wszystkich, które przepisał lekarz, a to kupno czegoś do domu, na co nie było przedtem środków. Policzmy na konkretnym przykładzie, jak to jest de facto. Załóżmy, że pan czy pani X otrzymuje brutto 1500,00 zł. emerytury. Każda emerytura jest opodatkowana – teraz 17%. A więc odejmijmy od tych 1500,00 zł. kwotę 255,00 zł., bo tyle wynosi 17% podatek od kwoty 1500,00 zł. Dostajemy „na rękę” 1245,00 zł. I tak co miesiąc, przez okrągły rok. Pomnóżmy 225,00 zł. przez 12 miesięcy. Otrzymamy kwotę 3060,00 zł. rocznie, której nie dostajemy. To jest tylko uwzględnienie podatku, a przecież do tego dochodzą inne obciążenia, co daje w sumie około 30%, a więc różnica jest jeszcze większa. Okazuje się więc, że oddajemy więcej niż dostajemy w postaci trzynastej emerytury. Jeszcze raz podkreślam – bardzo dobrze, że Państwo dba o nas, ale byłoby jeszcze lepiej, gdybyśmy nie musieli płacić podatku od emerytur i rent, a kwota wolna od podatku została istotnie zwiększona. O to walczy już duża grupa emerytów i rencistów. Ale jaką mają siłę przebicia? Cieszę się, ogromnie się cieszę, że na leczenie Kacperka udało się uzbierać odpowiednią, ogromną sumę. Ale martwię się, że Państwo, mając na uwadze procedury, a nie dobro dziecka, zrzuca ciężar kosztów leczenia na barki rodziców i ludzi dobrej woli. Nie ma dnia, żeby w portalach społecznościowych nie pojawił się apel o pomoc w zgromadzeniu pieniędzy na koszty leczenia. Okazuje się, jak ofiarne może być społeczeństwo i to jest naprawdę wspaniałe, móc żyć wśród takich ludzi! Cieszę się też, że nasze Państwo dba o zdrowie obywateli. Ponieważ cukrzyca staje się coraz powszechniejszą chorobą naszego społeczeństwa, zdecydowano się pomóc ludziom ją zwalczać lub jej zapobiegać. Drogą do sukcesu ma być wprowadzenie podatku „cukrowego”. Wspaniale. Nic dodać, nic ująć. A co z producentami przetworów owocowych, dżemów, soków i innych produktów spożywczych? Czy znane są skutki takiego działania, prócz wątpliwego „uzdrowienia” cukrzyków? Jednym z efektów będzie z pewnością podwyżka cen, co z kolei spowoduje uszczuplenie portfela. I tak wracamy do początku felietonu: niby dostajemy, ale i tak musimy to oddać. Czy nie można inaczej?

Hanna Czaja-Bogner

stacjakontroli.jpg