• alles.jpg
  • colorex.jpg
  • elektromonter.jpg
  • euroreklama.jpg
  • familia.jpg
  • goodcar.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • ogrodzenia.jpg
  • parkiet.jpg
  • rasterek.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • wwm.jpg

Reklama

  • balice.jpg
  • bistro.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kacperek.jpg
  • kanczura.jpg
  • kruk.jpg
  • mirex.jpg
  • mm.jpg
  • nettrading.jpg
  • prestige.jpg
  • rrreklama.jpg

Ostatni był Orbis z Ujazdu. Orbis wcale nie ma tak na imię, ale nie jego imię jest ważne. To co istotne zawiera się w fakcie, że jego państwo przywieźli go do przychodni weterynaryjnej z objawami silnego zatrucia. Pies sztywniał, miał drgawki. Lekarz nie miał cienia wątpliwości – został otruty. Właściciele byli zdecydowani za wszelką cenę ratować psa. I nie da się ukryć – cena była bardzo wysoka. – Właściwie jego opiekunowie byli zdecydowani na eutanazję. My też – mówi lekarz. – Ale postanowiliśmy poczekać jeszcze dwadzieścia cztery godziny. Pies przeżył. Daliśmy mu kolejne dwadzieścia cztery godziny i zaczął pomału z tego wychodzić. Teraz jest już lepiej, ale wciąż ma poważnie porażony układ nerwowy. Już nigdy nie będzie zdrowy – dodaje. Właściciele Orbisa znaleźli i zabezpieczyli na swoim podwórku rozerwany woreczek z trucizną, którą zjadł pies. Lekarze chcą wysłać próbkę do analizy toksykologicznej. Dramat ludzi, którzy kochają swoje zwierzę, i dramat zwierzęcia, które już nigdy nie będzie w pełni sprawne, a otruto je na jego własnym podwórku.

Orbis nie był pierwszy. Nie tak dawno w odstępach dwugodzinnych zgłosiło się do lecznicy czterech właścicieli psów z sąsiadujących ze sobą domów. Wszystkie otrute. Wszystkie z Bolechowic. Rok temu – trzy yorki w Rząsce. Ich właścicielka zgłosiła sprawę na policję. Wysłano krew zwierząt do badań toksykologicznych, koszt pokryła policja. Wniosek – psy celowo otruto konkretną substancją. I właścicielka psów, i znająca ją i jej podejście do zwierząt lekarka wykluczają, żeby psy mogły się zatruć przypadkiem. – Tamte yorki? Wykluczone – mówi doktor Ola. – Nie w tym przypadku – podkreśla. Oczywiście sprawca nie został wykryty. Podobnie, jak ten, który otruł wyżła leśniczego z Bolechowic.

– Kiedy przyjechał z nim do nas, pies miał tak silne drgawki, że gdy leżał na podłodze, całe ciało podrzucało pół metra do góry. Jego nie udało się uratować – mówi doktor Bogdan.

Czy po gminie szaleje ktoś, komu szkodzą psy za ogrodzeniem i dlatego je truje? Trudno powiedzieć, dopóki nie złapie się tego kogoś za rękę, ale okresowo otrucia zdarzają się seryjnie w jednej miejscowości, potem jest jakiś czas spokój, a potem znów, ale tym razem gdzie indziej. Trudno podejrzewać jedną osobę o bycie wędrownym trucicielem, ale te seryjne otrucia psów są faktem. Pies biegający swobodnie po terenie posesji wcale nie jest bezpieczny – i w Ujeździe, i w Rząsce, i w Bolechowicach truciznę wrzucono przez ogrodzenie. Dlaczego? Dlaczego, gdy jedni ludzie poświęcają czas, energię i pieniądze na ratowanie cudzych zwierząt; psów i kotów, które ktoś wyrzucił czy skrzywdził, inni angażują czas, energię i pieniądze, by zabijać czy truć cudze zwierzęta?

Czy to jedyny rodzaj otruć w gminie? A skąd! Równie częste są otrucia „w dobrej wierze”, czyli po prostu wynikające z bezmyślności i braku wyobraźni. Jak to, gdy właścicielka yorka z największym trudem odratowała swojego psa, a potem wspomagana pytaniami lekarki przypomniała sobie, że opryskiwała róże. – Ale przecież róże są wysokie, a york jest taki malutki – mówiła. No tak, ale opryski są lekkie i potrafią przenosić się nawet na dwadzieścia metrów. Swoje żniwo, zwłaszcza wśród kotów, zebrała skuteczna skądinąd walka z ćmą bukszpanową; bukszpany przetrwały – koty niekoniecznie. Bardzo wysoko na liście skutecznych mimowolnych trucizn znajduje się Roundup – skuteczny w walce z chwastami jest niewątpliwie, ale swobodnie wychodzące koty uwielbiają przecież podgryzać trawkę. Gdy jest ona spryskana Roundup’em, zwierzęta nie mają szans.

– W lecie trafił do nas pies z potwornie poparzonym pyskiem – mówi doktor Ola. – Gdyby nie pora roku, dałabym głowę, że lizał lód, bo wyglądało to jak poważne odmrożenia. Z jego właścicielką długo zastanawiałyśmy się, co mogło go tak poparzyć i nic nie wymyśliłyśmy. Dopiero po jakimś czasie jego pani przypomniała sobie, że zmieniając deski na tarasie, posypała go środkiem na mrówki. Całkiem wysoką pozycję na liście skutecznych trucizn zajmuje trutka na krety. Pomijając fakt, że krety są pod ochroną (naprawdę są!), to walka z nimi przy pomocy trutek jest bardzo niebezpieczna dla swobodnie chodzących psów i kotów. – A jaki jest najskuteczniejszy sposób walki z kretami? – pyta doktor Bogdan. – Pies. Gdy po ogrodzie chodzi pies, krety słyszą uderzenia jego łap o ziemię i same dobrowolnie wynoszą się gdzie indziej – dodaje z uśmiechem.

Dla mnie szczególnie dobijająca jest świadomość, że mogę sobie do upojenia stawiać na ekologię i żyć zgodnie z jej zasadami. Mogę nie używać herbicydów, zostawiać na zimę kupki liści, by jeże miały gdzie zimować, mogę nie opryskiwać róż czy bukszpanu (mój niestety szlag trafił, teraz się pomału odradza; gdybym go spryskała, może by się uratował), mogę segregować śmieci i mieć nienajgorszy kocioł. Mogę. Ale i tak nie mam gwarancji, że w moim domu, na mojej ziemi, ja, moi domownicy i moje zwierzęta będziemy bezpieczni. W Krakowie jakiś zwyrodnialec rozrzuca na trawnikach parówki nafaszerowane haczykami wędkarskimi. U nas po prostu wrzuca za ogrodzenie woreczek z trucizną. A nasze psy, choćby nie wiem, jak były mądre, zawsze zainteresują się czymś, co znalazło się na podwórku, a wcześniej tam tego nie było. W końcu są tylko i aż psami. Czy istnieje skuteczny sposób na walkę z trucicielem czy trucicielami? Nie. Nie istnieje. Nawet nie wiadomo, z kim walczyć. Przecież nikogo nie złapano za rękę. I tylko lekarze weterynarii biją na alarm, bo oni dokładnie potrafią odróżnić przypadkowe otrucie wynikające z bezmyślności i braku wyobraźni, od celowego, świadomie zaplanowanego i zrealizowanego zamachu na czyjegoś psa. Nie chcę, by moja „Szczęśliwa trzynastka” zamieniła się w kącik, w którym będę pisać li i jedynie o psach. Przecież na świecie jest tyle innych ciekawych tematów. Ale, do licha, nie potrafię przejść obojętnie obok tego, że ktoś celowo morduje naszych braci mniejszych! Przecież prawie każdy z nas ma w domu psa. Ma, miał, czy mieć będzie. I wiecie co, Drodzy Czytelnicy? Nasze psy na terenie naszych posesji nie są bezpieczne! A my nie możemy z tym nic zrobić. Nic. To nie jest optymistyczna myśl na Święta. Niestety, nie zawsze może być optymistycznie. Mimo wszystko – Wesołych Świąt. Dla Was, Drodzy, i dla Waszych zwierząt (oby żyły długo i w dobrym zdrowiu).

Gabriela Kucharska

smog.jpg