• alles.jpg
  • alux.jpg
  • autobaks.jpg
  • autoserwis.jpg
  • colorex.jpg
  • familia.jpg
  • firany.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • mosur.jpg
  • ogrodzenia.jpg
  • parkiet.jpg
  • pierogi.jpg
  • pinus.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • skotcar.jpg
  • swiba.jpg
  • tapicerstwo.jpg
  • woodkrak.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zielinski.jpg

Reklama

  • almamedica.jpg
  • baranex.jpg
  • bistro.jpg
  • choinki.jpg
  • drewno.jpg
  • ekotechnika.jpg
  • gabinetan.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kacper.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • manufaktura.jpg
  • mirex.jpg
  • multiagent.jpg
  • nettrading.jpg
  • prestige.jpg
  • rrreklama.jpg
  • weterynarz.jpg

tuniaZupełnie sobie z tym nie radzę. Moja dziewczynka była z nami czternaście lat i po prostu bardzo ją kochałam (kocham?). Nie lubię określenia mówiącego o przechodzeniu za tęczowy most.

To kojarzy się z czymś lepszym, pięknym, czymś, do czego się dąży, a czego tu na ziemi się nie zaznało. To może, moim zdaniem, dotyczyć zwierząt ze schroniska, ale niekoniecznie bardzo kochanego domowego psa. Członka rodziny.

Tunga była bardzo chora od maja. Wiedziałam, że odchodzi, i że to kwestia czasu. Jedyne pytanie dotyczyło tego, ile tego czasu zostało. Udało się przedłużyć jej życie o cztery i pół miesiąca.

Długo? Nie wiem. Dla mnie zdecydowanie za krótko.

Moja dziewczynka umierała przez długich jedenaście dni i dziesięć nocy. W tym czasie nie zostawiłam jej samej nawet na chwilę. Jedenaście długich dni, w czasie których każda chwila mogła być ostatnią. Dziesięć nocy półsnu na granicy czuwania. Sześć dni noszenia trzydziestokilogramowego psa na rękach na pole, żeby mogła się załatwić. Trudny, bardzo trudny egzamin z człowieczeństwa, który zdałam pozytywnie. Jeden z najtrudniejszych w moim życiu.

Bardzo ją kochałam.

Szymborska napisała znany wiersz o kocie w pustym mieszkaniu. Kocie, który chodzi po znanych kątach, w których nic już nie jest takie, jakie było. W gruncie rzeczy w drugą stronę działa to dokładnie tak samo. Okropnie jest w domu, w którym cisza aż dzwoni. Oczywiście mogłam się wkurzać, że moja dziewczynka zawsze (sic!) przychodziła do mnie do toalety. Mogło mnie bawić to, że kładła się przy wannie, gdy się kąpałam. Mogło. Ale ta cisza, gdy chodzę po domu i nie słyszę uderzeń pazurów o podłogę, gdy nikt nie otwiera łapami drzwi, gdy nie towarzyszy mi przy posiłkach w nadziei – jakże złudnej – że coś mu do czarnego kochanego pyska wpadnie, jest straszna.

Przeżywam żałobę. Za moją najukochańszą dziewczynką. Za moim czarnym ludojadem, który budził postrach obcych i większości członków rodziny. Za osobą (tak!), która kochała mnie bezwarunkowo i bezgranicznie. Która uważała, że świat zagraża jej mamusi, czyli mnie, i która za swoją misję życiową uznała obronę mnie przed wszelkim złem tego świata. Która tęskniła za mną i była rozdzierająco smutna, gdy wyjeżdżałam. Która towarzyszyła mi w wieczornym czytaniu książek i była moją milczącą powierniczką o mądrych rozumiejących oczach.

Dobrze jest mieć w domu zwierzę. Pies jest doskonałym nauczycielem – odpowiedzialności, empatii, cierpliwości, pokory, a na koniec uważności i troski w czasie jego odchodzenia. Dom bez psa jest pusty. W domu bez mojej kochanej dziewczynki cisza aż dzwoni.

Tuniu, tęsknię za Tobą!

smolka.jpg