• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • autoserwis.jpg
  • bistro.jpg
  • euroreklama.jpg
  • familia.jpg
  • gawin.jpg
  • goodcar.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • juszczyk.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • parkiet.jpg
  • praca.jpg
  • rasterek.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • skot.jpg
  • swiba.jpg
  • wwm.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • ekotechnika.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kacper.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • mirex.jpg
  • pralnia.jpg
  • weterynarz.jpg

Mam kolegę. Biegacza, ale nie w tym rzecz. Poznaliśmy się, gdy byłam młodziuteńką jedenastoletnią harcerką, a on równie nieopierzonym dwunastoletnim harcerzem. Oczywiście wtedy, wzorem większości nastolatków, myśleliśmy, że jesteśmy mądrzy, doświadczeni i wrażliwi. Może nawet byliśmy, ale dopiero z perspektywy trzydziestu kilku lat można należycie zweryfikować nasze życie, nasze wybory i naszą postawę wobec rzeczywistości. Kondzior, bo tak o nim wtedy mówiliśmy, był synem komendantki naszego szczepu. Oprócz tego był uroczym niewyrośniętym postrzeleńcem z głową pełną zwariowanych pomysłów. Oj, nie był zmanierowanym synem instruktorki, z całą pewnością. Oczywiście lata całe się nie widzieliśmy i dopiero kilka lat temu okazało się, że oboje jesteśmy biegaczami długodystansowymi, a że światek biegaczy wbrew pozorom jest dość mały, więc siłą rzeczy na siebie wpadliśmy. Przede wszystkim Kondzior wyrósł. Przestał też być nazywany Kondziorem; teraz ma zupełnie inną ksywkę (nick, przezwisko – jak kto woli). A poza tym zrobił się z niego fajny dorosły człowiek. Pomijam, że po czterdziestce wciąż pełnił służbę instruktorską w harcerstwie. Jego wola służenia innym i decyzja z niej wynikająca, poszła dalej. Od lat jest wolontariuszem w krakowskim Schronisku dla Bezdomnych Zwierząt. Poświęca swój czas, by pochylać się nad losem naszych braci mniejszych, którzy zostali odrzuceni przez tych, którzy mieli ich kochać i zapewnić im opiekę. Spacery, opieka, zabiegi pielęgnacyjne to codzienność każdego wolontariusza z ulicy Rybnej. Kondzior, jako biegacz długodystansowy, daje zwierzakom coś więcej. Coś, co nie każdy byłby w stanie dać. Mianowicie on z nimi biega. Łączy swoje treningi ze spacerami z dużymi psami, które potrzebują dużo ruchu. On mówi o każdym z nich „mój trener”, one w szelkach z napisem „Szukam domu” dają mu wycisk na treningach, a potem z miłością patrzą mu w oczy.

Czy to ma sens? Z pewnością! On, jako doświadczony wolontariusz, stara się nie przywiązywać do konkretnych zwierząt, ale w środowisku biegowym szuka im nowych domów. Do tej pory każdy z jego „trenerów” ten dom znalazł. Co więcej, każdy trafił do domu, w którym czekał na niego miłośnik biegania, a więc psy wciąż mają zapewniony potrzebny im ruch.

Czy to jest na tyle istotne, żeby o tym pisać? Tak! Jak najbardziej tak! Bo to jest po prostu imponujące, że facet pod pięćdziesiątkę nie zamyka się w świecie telewizora, gier komputerowych, wygodnej sofy i jeszcze wygodniejszego samochodu. On wychodzi poza swoją strefę komfortu i robi co może, a może niewiele, żeby ten świat stał się chociaż trochę lepszy. Dla nas i dla zwierząt. Facet ma wrażliwość i ma chęci. Nie od dwóch miesięcy. Od lat.

Kiedy patrzę na takich ludzi, czuję się nieco zawstydzona. Bo narzekać to jedno, a robić cokolwiek, by zmienić otaczającą rzeczywistość to zupełnie inna rzecz. Ja akurat nie jestem typem narzekającym bezczynnie. Robię, co mogę, by rzeczywistość stała się trochę lepsza. Nie jestem wolontariuszką w hospicjum ani w schronisku, choć bardzo bym chciała. Może kiedyś to zmienię. Robię mnóstwo rzeczy pro bono, ale wciąż mam wrażenie, że niewystarczająco, że mogłabym więcej. I mimo że od kilkunastu lat nie mam telewizora, to często czuję, że marnuję czas na bzdury. Czy słusznie? Mój pierworodny syn twierdzi, że zdecydowanie nie. Że jestem przykładem osoby, której wciąż się chce i wciąż podejmuje rozmaite działania. Ale, wiecie Państwo, to syn. Trudno spodziewać się po nim obiektywizmu.

Czy możemy zrobić coś, by zatroszczyć się o otaczającą rzeczywistość? O nas samych, naszych bliskich, naszych braci mniejszych, o naturę? Zwłaszcza jeżeli ta wygodna sofa woła nas od progu wielkim głosem, a telewizor chwyta w swoje szpony i nie chce puścić?

Możemy. Idźmy na wybory. Pamiętajmy, że nieobecni nie mają racji. Pamiętajmy, że tak naprawdę WSZYSTKO zależy od nas. I nie dajmy sobie wmówić, że pojedynczy głos nie ma znaczenia. W tym kraju jest 29 milionów 994 623 pojedynczych głosów. Nie zmarnujmy ani jednego!

Gabriela Kucharska

11.jpg