• alles.jpg
  • alux.jpg
  • colorex.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • parkiet.jpg
  • rowery.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • serwis.jpg
  • skot.jpg
  • wwm.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kacper.jpg
  • kanczura.jpg
  • kruk.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • weterynarz.jpg

Był taki czas… Był taki czas, który jedni wspominają z tęsknotą, a inni ze zgrozą. Młode pokolenie w ogóle go nie zna. Mam na myśli czasy PRL. Rozumiem tęsknotę tych, dla których PRL kojarzy się z prawie darmowymi koloniami dla dzieci, dofinansowaniem wczasów w FWP, pewnością zatrudnienia i emerytury. Rozumiem osoby, dla których rzetelna praca nie była priorytetem, a raczej smutną koniecznością; słowem zwolenników tezy „czy się stoi, czy się leży, dwa tysiące się należy; w końcu świat nie jest składową samych pracusiów i ludzi ambitnych, leniuszki (eufemizm celowy) stanowią chyba sól tej ziemi. Rozumiem również tych, którzy nie chcą, czy nie potrafią pamiętać kłopotów z zaopatrzeniem, pomarańczy rzucanych do sklepów przed Bożym Narodzeniem i zdobywania przed każdymi świętami groszku w puszce, majonezu i szynki. Sama staram się nie przechowywać w odmętach wspomnień sytuacji złych, przykrych czy trudnych. Dlatego rozumiem – choć nie pochwalam – tęskne stwierdzenia „kiedyś było lepiej”, czy zgoła nawoływania „komuno wróć!”. Pamięć ludzka jest zawodna i tyle. Pamiętamy rzeczy dobre, złe wyrzucamy ze świadomości. Jednakże Polska Rzeczpospolita Ludowa stawiała swoich obywateli w trudniejszych sytuacjach. Choć oczywiście nie wszystkich. Mam na myśli dziennikarzy czy pisarzy. W Warszawie ludzie pióra, mikrofonu i kamery chodzili na ulicę Mysią. Urząd Kontroli Prasy, Publikacji i Widowisk w Krakowie mieścił się przy Rynku Kleparskim 4, choć potocznie mówiło się „trzeba to zanieść na Basztową”. Cenzura, bo o niej mowa, spowodowała, że pewna grupa ludzi stała się wybitnymi graczami w potyczkach z cenzorami. Wielu przepadło. A całe rzesze nauczyły się trudnej, ale jakże potrzebnej, sztuki autocenzury. Wtedy cenzura służyła władzy, a konkretniej jej utrzymaniu przez jedyną słuszną partię. Nie było w ogóle mowy o tak istotnej roli mediów, jak funkcja kontrolna. Teraz czasy nam się zmieniły. Cenzura odeszła w niebyt, a co więcej odpowiednie ustawy posiadają zapisy o zakazie jej stosowania (choć autocenzura w mediach trzyma się nieźle – i bardzo dobrze). Można zaryzykować twierdzenie, że obecne czasy są wręcz stworzone do tego, by funkcja kontrolna mediów mogła się rozwijać, a nawet kwitnąć. Zwłaszcza że oprócz mediów tradycyjnych wkroczyliśmy triumfalnie w epokę mediów społecznościowych, a tam, przynajmniej teoretycznie, można wszystko. Czy naprawdę? Obserwując w mediach społecznościowych profile dotyczące naszej gminy, mam silne wrażenie (i, jak pozwala przypuszczać lektura komentarzy na tychże, nie tylko ja), że nie. Że absolutnie nie. Że cenzura najpierw nieśmiało, a potem z wdziękiem tarana zawłaszcza dla siebie kolejne profile. Pal sześć kasowanie postów! Pal sześć banowanie osób mających inne zdanie. Ale jeżeli doszliśmy do etapu, gdy na jednym z profili pojawia się zapis w regulaminie: „Podważanie decyzji administratorów i moderatorów, prowadzenie z nimi wymiany zdań próbując dojść swoich racji skutkować będzie blokadą Członka grupy lub usunięciem go z grupy”(pisownia oryginalna), to coś tu chyba nie gra. Cenzura? Oczywiście, że cenzura. Stara, dobra, sprawdzona. Rozumiałabym ją, nawet gdyby była środkiem do (rozpaczliwego, ale jednak) utrzymania władzy. Jeżeli jednak jest środkiem do tej władzy zdobycia, mamy chyba do czynienia z potężnym nieporozumieniem. Czasem fakt, że kojarzą nazwisko, to za mało. Czasem przydałoby się mieć sympatię i zaufanie ludzi – potencjalnych wyborców. Choćby takiej ilości, która pozwoli na zarejestrowanie listy wyborczej. To naprawdę nie powinno być obojętne dla nikogo. Nawet „jeżeli tak twierdzi car wszech Rudawy” (cyt. za Facebook). I jeszcze jedno… Prawdziwe życie toczy się poza Facebookiem z jego licznymi grupami. Prawdziwe życie to rzeczywiste namacalne działania sołtysów Rudawy czy Nielepic, a nie tworzenie kolejnych postów w internecie. Poza tym sezon ogórkowy w pełni.

Gabriela Kucharska

ena.jpg