• alex.jpg
  • alles.jpg
  • alux.jpg
  • baks.jpg
  • cukiernia.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • gasior.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • mosur.jpg
  • pinus.jpg
  • praca.jpg
  • quad.jpg
  • romantica.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • serwis.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • skotcar.jpg
  • swiba.jpg
  • tapicerstwo.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zielinski.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • an.jpg
  • bistro.jpg
  • dogoterapia.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • krakmeb.jpg
  • kruk.jpg
  • manufaktura.jpg
  • mirex.jpg
  • mojsen.jpg
  • multiagent.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • srebrne.jpg
  • szumiec.jpg
  • wegiel.jpg
  • weterynarz.jpg
  • woodkrak.jpg

Numer 12/2018

n1111 listopada obchodziliśmy Święto Odzyskania Niepodległości. 100 lat temu, po 123 latach niewoli Polska odzyskała niepodległość. 11 listopada to już od 7 lat dobra okazja do świętowania w sposób aktywny i radosny. W Białym Kościele po raz siódmy wystartowali biegacze w biało-czerwonych koszulkach, by pokonać symboliczny, 11-kilometrowy dystans Biegu Niepodległościowego - VII Niepodległościowej Jedenastki. Po wspólnym odśpiewaniu hymnu, grupa 600 zawodników dorosłych i setka dzieci ruszyła przy wtórze Gminnej Orkiestry Dętej działającej przy Gminnym Ośrodku Kultury i Sportu pod dyrekcją Krzysztofa Guńki.

czad„Niedzielna spokojna noc, pomału zbliża się północ. Dzieci już dawno ułożone do spania. Całuje żonę i samemu układam się spać bo przecież jutro trzeba być wypoczętym, rano do pracy wstać. Nagle, na wsi rozlega się charakterystyczny dźwięk syreny. Wszyscy wiemy co oznacza. Podrywam się, zbiegam po schodach słysząc tylko zdegustowany głos żony ,,kluczyki masz na szafce”. Butów nie wiążę, nie ma czasu, wsiadam, jadę. Już jestem, chłopaki już są w remizie. Kolega który zawsze jest pierwszy w remizie bo mieszka naprzeciwko, nawiązuje łączność odbierając zgłoszenie. Wpada do szatni i powtarza treść zgłoszenia chłopakom którzy już są przebrani: ,,nieprzytomny mężczyzna z rozciętą głową, leży w kuchni, karetka jedzie z Krakowa musimy mu udzielić pomocy”. Syrena jeszcze nie zdąży się zatrzymać a my już w drodze. Mkniemy przez puste ulice, niebieski blask naszych sygnałów oświetla pobocza. Dowódca sprawdza najlepszą drogę dojazdu i wydaje polecenia kierowcy, ten skupiony wyciska z naszego samochodu ile tylko można. ,,Nieprzytomny mężczyzna z rozciętą głową w kuchni, to może być uraz lub coś innego….”rozmyśla na głos dowódca. Odwraca się do nas i wydaje nam polecenia. ,,Chłopaki, przodownik I roty ze mną na rozpoznanie; pomocnik: Torba R1, deska, AED, załóż kamizelkę medyczną; druga rota aparaty powietrzne bo tak naprawdę nie wiemy co tam się wydarzyło, co prawda okres grzewczy się jeszcze nie rozpoczął na dobre, ale to może być tlenek… ”. Naciągam kominiarkę, poprawiam hełm, dopinam nomex. Aparat powietrzny założę dopiero po przyjeździe ponieważ nasz samochód nie należy do największych i nie mamy miejsca na aparaty w środku kabiny. W nowym, większym samochodzie o który się staramy na pewno będzie to możliwe, ale to dopiero w przyszłości. Dowódca nawiązuje łączność z zaprzyjaźnioną jednostką, która została wysłana nam do pomocy. Pyta czy mają ze sobą miernik gazu, my takiego jeszcze nie posiadamy bo dopiero co udało się nam pozyskać aparaty powietrzne. Oni potwierdzają że są dwie minuty za nami. Ostatni zakręt w lewo, prosta i jesteśmy na miejscu. Dom jednorodzinny, otwarta brama. Na podjeździe stoi kobieta z uniesionymi rękami w górze krzycząc ,,on nie reaguje, już prawie nie oddycha”. Dowódca z przodownikiem pobiegli na rozpoznanie, my biegniemy do skrytki, otwieramy ją ubieramy się w aparaty. Biegniemy w stronę domu. Na radiu słyszymy jak dowódca przekazuje kierowcy, że wraz z przodownikiem wchodzą w stanie wyższej konieczności do środka, jak przyjedzie kolejna jednostka jak najszybciej ma wejść w aparatach do środka z miernikiem. Jesteśmy przy drzwiach, ubrani w aparaty powietrzne. Wchodzimy. Skręcamy w prawo. Jest kuchnia, jest nieprzytomny mężczyzna leżący na boku w dużej czerwonej kałuży i są też nasi strażacy. Dowódca każe nam pootwierać wszystkie okna. Mam tą świadomość, że dużo ryzykują, ponieważ my mamy na sobie aparaty powietrzne które nas chronią w 100%. Oni nie mają. Dlaczego? Bo niestety mamy tylko dwa aparaty na całą jednostkę. Dowódca stabilizując głowę, udrażnia drogi oddechowe, ocenia parametry życiowe. ,,Głęboko nieprzytomny, tętno wyczuwalne na tętnicy centralnej, pojedyncze oddechy… musimy wiedzieć co tu się wydarzyło… szukajcie czujnika tlenku może mają gdzie tu zamontowane…” I w tym momencie wpada rota z zaprzyjaźnionej jednostki ubrana w aparaty z miernikiem gazu. Dobra robota, w samą porę!! Pierwszy pomiar, 600 ppm na dole, 200 na górze! Dowódca natychmiast wydaje polecenie, że ewakuujemy poszkodowanego na zewnątrz, wszyscy mają opuścić dom. Kilka sekund później jesteśmy już na zewnątrz, stanowisko medyczne przygotowane. Poszkodowany na desce, tlenoterapia bierna, zabezpieczenie termiczne. Uwielbiam jak wszystko działa jak w szwajcarskim zegarku. Rozpoczynamy walkę. Poszkodowany dalej nieprzytomny, ale reaguje na ból, oddech pomału się stabilizuje. Jest dobrze. Zakładamy pulsoksymetr (obie jednostki ostatnio zostały doposażone w nowiutkie zestawy PSP R1), tętno wzrasta, na saturację nawet nie patrzymy bo wiemy że wynik będzie zakłamany ze względu na ewentualne zatrucie. Próbujemy zebrać wywiad od córki, która siedzi z boku i przygląda się naszym działaniom. Jeszcze tylko szybkie badanie urazowe, bo nie wiemy czy upadając, poszkodowany nie doznał dodatkowych obrażeń. Na miejsce przyjeżdża karetka pogotowia. Przekazujemy im poszkodowanego. Zapada decyzja o natychmiastowym transporcie poszkodowanego do szpitala. My mamy się zająć aż do przyjazdu drugiej karetki córką poszkodowanego oraz dziewczynką, które także znajdowały się w domu. Zabieramy je do samochodu chłopaków z zaprzyjaźnionej jednostki ponieważ mają zdecydowanie więcej miejsca. Podajemy im tlen do wdychania aby wyprzeć dwutlenek węgla z ich krwioobiegu. Czekamy na drugi zespół pogotowia.

Teraz możemy spokojne porozmawiać. Kobieta opowiada nam jak usłyszała alarm z czujnika tlenku na górze, gdzie zamieszkiwała. Zeszła na dół a tam już poszkodowany leżał, udzielając mu pomocy dzwoniła po straż. Patrzę raz to na nią, raz na dziewczynkę która oddycha tlenem przez maskę i myślę sobie jak to jedno małe urządzenie może zrobić dużo dobrego. Przecież gdyby ktoś z tych domowników stwierdził: ,,a po co nam to, nie wygląda estetycznie, a w dodatku kosztuje 100 zł…po co?”, to nie było by nas tutaj. A jutro rano policja wynosiłaby trzy czarne worki. Tak to wszystko prawdopodobnie zakończy się szczęśliwym finałem. Przyjeżdża druga karetka, później PSP. Trzymając kciuki za poszkodowanego wracamy do remizy. Przebieramy się i każdy wraca do swojego domu na zasłużony odpoczynek. PS. Trzymajcie kciuki żebym jutro w pracy nie zasnął.

http://www.ospbolechowice.pl/

 

Wraz z rozpoczęciem wypełni sezon grzewczego, OSP Bolechowice inicjuje akcję: ,, Zatrzymaj tlenek, obudź myślenie, pozwól nam zdążyć przed śmiercią”. Akcja skierowana jest do mieszkańców miejscowości Bolechowice i Zelków oraz sąsiednich wsi na terenie gminny Zabierzów. Celem akcji jest promowanie bezpiecznych zachowań w szczególności u osób starszych w obliczu niebezpieczeństwa związanego z tlenkiem węgla. Do programu zostaną wytypowane gospodarstwa w których członkowie młodzieżowej drużyny pożarniczej z OSP Bolechowice, zamotują czujniki tlenku węgla osobom starszym oraz pouczą ich jak zachować się w przypadku zainicjowania alarmu przez to urządzenie. Akcja ma na celu uwrażliwić mieszkańców na niebezpieczeństwo w miejscach gdzie każdy czuje się najbezpieczniej czyli we własnym domu. Dodatkowo każdy mieszkaniec wsi który nie jest pewny czy jego dom jest należycie zabezpieczony będzie mógł liczyć na bezpłatną poradę od strażaków którzy jak co roku będą rozprowadzać kalendarze. W okresie poprzedzającym święta Bożego Narodzenia, kultywując wieloletnią tradycję, strażacy z OSP Bolechowice odwiedzą każde gospodarstwo roznosząc kalendarze strażackie. Dochód z kalendarzy przeznaczony jest na sprzęt wykorzystywany przez nich w działaniach ratowniczo-gaśniczych. Jest to najlepsza chwila aby poradzić się specjalistów. Nie bój się zapytać strażaka, czy Twoja rodzina jest bezpieczna?!

Urząd Marszałkowski Województwa Małopolskiego opublikował podsumowanie z realizacji programu ochrony powietrza dla województwa małopolskiego w 2017 roku. Gmina Zabierzów pod względem wymienionych

pieców zajęła 5 miejsce na 182 gminy w województwie małopolskim. Wśród gmin wiejskich Gmina Zabierzów jest zdecydowanym liderem pod względem wymienionych pieców już kolejny rok z rzędu. W 2017 r. w ramach Programu Ograniczenia Niskiej Emisji (PONE) zlikwidowanych zostało 135 starych nieekologicznych palenisk. Gmina Zabierzów pozyskała największą po Krakowie kwotę dotacji od Wojewódzkiego Funduszu Ochrony Środowiska i Gospodarki Wodnej w Krakowie. Mieszkańcy mogli uzyskać dofinansowanie do 85% kosztów inwestycji w tym do 50% kosztów kwalifikowanych pokrywał WFOŚiGW (nie więcej niż 7 500 zł przy kotłach gazowych i nie więcej niż 4 500 zł przy wysokosprawnych kotłach węglowych i na biomasę, także w zależności od mocy kotła) oraz do 35% kosztów kwalifikowanych pokrywane było z budżetu gminy Zabierzów (maksymalna kwota dofinansowania zależała od powierzchni użytkowej budynku). Realizacja PONE w 2017 r. pozwoliła na zmniejszenie w znacznym stopniu emisji szkodliwych i rakotwórczych substancji, takich jak: pyły, PM10 i PM2,5; SO2; NOx; CO; CO2 i benzo(α)piren. Zmniejszenie emisji równoważnej zanieczyszczeń wyniosło 41 155,60 kg na rok. Warto jednak zaznaczyć, że liczba faktycznie likwidowanych kotłów węglowych w Gminie Zabierzów jest większa niż wskazuje na to raport Urzędu Marszałkowskiego. Mieszkańcy, którzy zmodernizowali instalacje grzewcze we własnym zakresie bez uzyskania dotacji nie są wliczani w powyższe statystyki. Raport uwzględnia również takie działania jak m. in. prowadzenie kontroli spalania odpadów, wspieranie zastosowania odnawialnych źródeł energii, prowadzenie kampanii informacyjno-edukacyjnych, poprawa warunków przewietrzenia miast i ochrona terenów zielonych. Na szczególną uwagę zasługuje ostatnie z wymienionych działań.

Zgodnie z raportem Urzędu Marszałkowskiego na zadanie pt. Poprawa warunków przewietrzenia miast i ochrona terenów zielonych: „Środki finansowe wydatkowane w 2017 roku na realizację zadania to niemal 1 mln zł, najwięcej w gminach: Zabierzów (200 tys. zł), Muszyna (120 tys. zł), Tuchów (87 tys. zł) oraz mieście Tarnów (78 tys. zł).”

Wydział Ochrony Środowiska i Gospodarki Odpadami Urzędu Gminy Zabierzów

sesja22 listopada 2018 r. w sali obrad Urzędu Gminy Zabierzów odbyła się I uroczysta sesja Rady Gminy Zabierzów VIII kadencji. W tym dniu również odbyło się ślubowanie Elżbiety Burtan wybranej 21 października 2018 r. w wyborach samorządowych na Wójta Gminy Zabierzów oraz ślubowanie Radnych.

Przed przystąpieniem do uroczystego ślubowania przez Radnych, wójt Elżbieta Burtan pogratulowała wszystkim wyboru do Rady Gminy Zabierzów i życzyła Radnym owocnej pracy dla dobra gminy Zabierzów. Z okazji 100-lecia Odzyskania przez Polskę Niepodległości, Wójt wręczyła Radnym okazjonalny medal na pamiątkę obchodów Święta Niepodległości w gminie Zabierzów.

Podczas sesji dokonano wyboru Przewodniczącego Rady Gminy Zabierzów, którym został Henryk Krawczyk oraz zastępców przewodniczącego, którymi zostali: Tadeusz Brzuchacz, Andrzej Krawczyk i Wojciech Stępień.

Radni VIII kadencji Rady Gminy Zabierzów: BRZUCHACZ Tadeusz, CADER Wiesław, CYWICKI Jerzy, DAM Stanisław, KACZMARCZYK Andrzej, KĘSEK Dorota, KOŁODZIEJCZYK Paweł, KORZONEK Michał, KOZERA Jacek, KRAWCZYK Andrzej, KRAWCZYK Henryk, KULTYS Jan, KWAŚNIK Maria, STĘPIEŃ Wojciech, SURÓWKA Jan, SZCZEPAŃSKI Jan, TARNOWSKI Przemysław, WĄS Grzegorz, WIERZBICKI Adam, WOCH Józef, ZIELIŃSKA Katarzyna.

Tekst: W. Wojtaszek, fot. J. Banarski

28 listopada odbyło się w sali obrad Urzędu Gminy Zabierzów I Zabierzowskie EKO Forum. Jego organizatorami byli Wydział Ochrony Środowiska i Gospodarki Odpadami Urzędu Gminy Zabierzów i Stowarzyszenie Homini et Terrae z Zabierzowa. Do udziału w Forum zaproszeni zostali radni, sołtysi, przedstawiciele organizacji pro-senioralnych, druhowie z OSP, uczniowie szkół podstawowych oraz gimnazjum z terenu Gminy Zabierzów, a także kierownicy referatów ochrony środowiska z gmin powiatu krakowskiego i przedstawiciele zarządu stowarzyszenia Metropolia Krakowska.

motoW tym miesiącu napiszę o kolejnym bardzo ważnym elemencie jazdy defensywnej, czyli o zachowaniu szczególnej ostrożności podczas dojeżdżania do skrzyżowań, przejść dla pieszych. Wszyscy kierowcy zapewne słyszeli na etapie nauki jazdy, że należy zachować szczególną ostrożność podczas wykonywania wielu niebezpiecznych manewrów oraz podczas przejeżdżania przez skrzyżowania i przejścia dla pieszych. Kodeks ruchu drogowego zawiera definicję „szczególnej ostrożności”. Jest to zwiększenie uwagi i dostosowanie zachowania uczestnika ruchu do warunków i sytuacji zmieniających się na drodze, w stopniu umożliwiającym odpowiednio szybkie reagowanie. Rozpatrzmy te sytuacje, które statystycznie są najbardziej niebezpieczne. Okazuje się, że najwięcej ludzi ginie albo jest rannych podczas przejeżdżania przez skrzyżowanie lub przejścia dla pieszych. Na czym zatem polega ta szczególna ostrożność, gdy zbliżamy się do skrzyżowania oraz przejścia dla pieszych? Oczywiście na odpowiedniej obserwacji, która powinna polegać na ukierunkowaniu widzenia. Kierowca powinien mieć świadomość, że nie jest wstanie w jednej chwili wszystko obserwować, a to co znajduje się w polu widzenia peryferyjnego (rys.) będzie przez z niego często zignorowane.

Dlatego powinien ukierunkować widzenie - skierować wzrok w miejsce, gdzie w danej chwili istnieje największe zagrożenie. Kiedy przejeżdża przez skrzyżowanie najpierw niech popatrzy w lewo, bo to z tej strony jest potencjalne zagrożenie w pierwszej kolejności, a następnie w prawo. Niestety z moich obserwacji wynika, że większość kierowców zapomina o kontroli prawej strony. Wynika to z naszej podświadomości, która podpowiada nam żeby pilnować bezpieczeństwa po stronie kierowcy (w Polsce strona lewa). W efekcie często zapominamy o stronie prawej gdzie pole widzenia jest znacznie mniejsze. Dlatego statystycznie najwięcej poważnych kolizji dochodzi z udziałem nadjeżdżającego z prawej strony i najczęściej najbardziej cierpi pasażer pojazdu, który nie spodziewa się uderzenia, np. pojazdu wjeżdżającego na skrzyżowanie na zielonym świetle. Obserwacja przestrzeni skrzyżowania da kierowcy szanse wcześniej dostrzec zagrożenie, a tym samym będzie mógł szybciej zareagować. Kierowca podobnie powinien się zachować podczas dojeżdżania do przejścia dla pieszych i rowerzystów, a w szczególności gdy zmienia kierunek jazdy w prawo. Powinien wtedy bardzo mocno poszerzyć widzenie przez prawą szybę. Opisałem coś bardzo banalnego – patrz w lewo, prawo - coś co wpajane jest nam w dzieciństwie, kiedy uczono nas jak przechodzić przez pasy. Niestety, prowadząc statystyki odkryłem, że tylko 4% kierowców stosuje się zawsze to tych zasad. Dlatego pamiętajmy zasada zachowania szczególnej ostrożności to nie tylko teoretyczny termin – to podstawowy filar jazdy defensywnej, który sprawia, że możemy unikać niebezpiecznych sytuacji na drodze.

Jerzy Smagała - Instruktor nauki jazdy w szkole Autofart, Instruktor techniki jazdyw Motopark Kraków, Rajdowy Mistrz Pucharu Peugeota

kotekJak mówi przysłowie, najważniejsze w życiu to być zdrowym, a wszystko inne to kwestia chęci.

Pucek dobrze wie jak to jest, gdy zabraknie zdrowia i małe łapki nie są w stanie dźwigać nawet ciężaru ciała. Pucek to rozrabiaka, jak mówi jego opiekunka - Pani Ania. To kot, który nie usiedzi chwili na miejscu, zawsze skory do zabawy. Niestety Puckowi zdarzył się wypadek - wypadł z balkonu. Z balkonu, który od zawsze był zabezpieczony siatką. Niestety kot najpewniej wypchnął głową mały fragment przy podłodze i spadł na chodnik. Pani Ania trzy dni szukała swojego kota, a gdy go znalazła, okazało się, że Pucek ma opuchnięte i bolące łapki. Natychmiastowa wizyta u lekarza i RTG pokazało połamane palce w obu przednich łapkach, a co za tym idzie, konieczność operacji i założenia drutów.

Pucek to kot prywatny. Kot kochany. Kot chciany. Jego właścicielka, Pani Ania, to emerytka, ma pod opieką kilka zwierząt. Większość z nich to staruszki wymagający opieki weterynaryjnej i podawania specjalistycznej karmy. I choć bardzo się stara, to duży koszt leczenia Pucka (sama operacja to kwota 700 zł) przerasta jej możliwości finansowe. Dziś więc zwraca się do Was o pomoc w sfinansowaniu leczenia rozrabiaki Pucka.

My też prosimy, pomóżcie opłacić jego leczenie. Dla osoby samotnej, żyjącej z emerytury, kwoty, jakie generują operacje zwierząt, są nieosiągalne.

Kochani, pomóżmy Puckowi i jego opiekunce.

Jeśli chcesz, możesz dokonać darowizny z tytułem „Pucek” na konto:
PKO BP 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350

Fundacja Centaurus, ul. Borelowskiego 53/2, 51-678 Wrocław www.psy.centaurus.org.pl e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

cukierniaNic nie równa się domowym wypiekom, przygotowanym przez mamę czy babcię. Ale nie zawsze pozwalają na nie czas i warunki. Jeśli masz ochotę na coś słodkiego do kawy, albo oczekujesz gości, czy na inne okazje (wesela, komunie, urodziny, rocznice itp.) to dobrym rozwiązaniem będą zakupy, najlepiej w znanej cukierni z wieloletnią tradycją. W naszej gminie jest takie miejsce. W Zabierzowie, przy ul. Krakowskiej 69, znajduje się rodzinna Cukiernia & Kawiarnia z ponad 40-to letnią tradycją. Codziennie świeże ciasta i smakołyki, dobre ceny i pewność najwyższej jakości.

W sieciach handlowych i supermarketach możemy kupić różnego rodzaju ciasta. Ale czy zawsze pamiętamy, że pakowane w plastikowe pojemniczki kawałki ciast są nie tylko niesmaczne, ale przede wszystkim niezdrowe. Zawierają mnóstwo polepszaczy i konserwantów, by przez kilka dni kusić swoim wyglądem na półkach. Jeśli więc chcesz mieć pewność, że słodka przyjemność, którą podajesz swoim gościom im nie zaszkodzi, wybierz lokalną i sprawdzoną markę. Słodko, smacznie i bezpiecznie!

Małe rodzinne cukiernie często posiadają różne certyfikaty i nagrody za najwyższą jakość. Nie inaczej jest w przypadku naszej Cukierni & Kawiarni. Posiadamy kilka takich certyfikatów. W tym roku zdobyliśmy trzecie miejsce w małopolskim konkursie ,,Mistrzowie Smaku’’ w kategorii najlepsza cukiernio-kawiarnia.

W ofercie posiadamy smaczne i bardzo zdrowe miody, prosto z naszych pasiek. Świetny prezent dla każdego i na każdą okazję. Zapraszamy.

wspomnieniaJak dziś, pamiętam mój pierwszy dzień w angielskiej szkole podstawowej. A zaczęło się to tak: Po ukończeniu trzech klas w Polsce, wraz z rodzicami, bez wcześniejszego przygotowania, bez znajomości języka, wyjechałem do Anglii. Od razu zostałem zapisany do szkoły, ale nie do klasy czwartej, tak jak powinienem, lecz ze względu na wiek od razu do klasy piątej. Dołączyłem do niej ponad tydzień po szkolnej ceremonii rozpoczęcia nowego roku szkolnego. Nie miałem nikogo, kto by opowiedział mi coś o szkole, oprowadził po niej, więc niestety pierwszego dnia zgubiłem się. W efekcie pomyliłem sale i zamiast do mojej klasy poszedłem do innej, co było dość zawstydzające. Ale nie mogę winić siebie o to, że się zgubiłem. W tamtym czasie moje słownictwo było ubogie i naprawdę ciężko mi było wyrazić to, co chciałem powiedzieć. Byłem ambitny i z dnia na dzień stawałem się coraz lepszy, choć zajęło mi to trochę czasu. W szkole zaczęło mi się podobać po 2 - 3 miesiącach od feralnego początku. W sumie w Anglii ukończyłem 2 klasy w szkole podstawowej i 1 klasę w szkole średniej. Od roku znów mieszkam w Polsce i chodzę do polskiej szkoły. A jak wspominam moje początki w Anglii? Bywało różnie. Były chwile miłe, czyli takie, gdy życie najbardziej mi się podobało. Poczułem się wyróżniony, kiedy na przykład zaproponowano mi przystąpienie do klubu hokejowego i do klubu piłkarskiego. Początkowo należałem do trzeciej grupy w czasie zajęć sportowych, czyli tej najsłabszej. Potem osiągnąłem większą sprawność i przeszedłem z trzeciej grupy do drugiej. Niestety, nigdy nie dotarłem do grupy pierwszej. W czasie zajęć okazało się też, że jestem dobry w rugby, dlatego mogłem wstąpić do klubu i trenowałem w nim również w szkole średniej. Pamiętam też przykre chwile, gdy w pierwszych dniach pobytu w szkole powiedziałem słowo na „N” (nigger czyli obraźliwie murzyn), ale nie wiedziałem wtedy jeszcze, co to znaczy. Koledzy nie obrazili się na mnie, tylko wytłumaczyli, co to znaczy i ostrzegli przed ponownym jego użyciem. Reszta wspomnień jest po prostu aksamitna. A jak wygląda angielska szkoła od wewnątrz? Jedną z najlepszych rzeczy w szkole w Anglii jest jedzenie, ponieważ dba się o preferencje ucznia. Toteż często mieliśmy na obiad pizzę, a nawet hamburgery. Podczas przerwy na lunch zazwyczaj graliśmy w piłkę nożną lub hokej na boisku, co pozwoliło uwolnić całą energię, więc po przerwie większość z nas uważała na lekcji tylko dlatego, że byliśmy zbyt zmęczeni, aby dokuczać nauczycielom. To był duży plus dla prowadzących, dzięki czemu ich praca była łatwiejsza. Wciąż przed oczami mam ogromny plac zabaw, wielkie boisko i potężny budynek szkoły. W Polsce takich jeszcze nie widziałem. Ale w porównaniu z moją szkołą średnią to było nic, ponieważ tamten obiekt był po prostu absurdalnie duży. Do szkoły chodziliśmy bez plecaków, książek itp., gdyż nauczyciele w salach przygotowywali wszystkie pomoce, nawet przybory do pisania. Za tym tęsknię najbardziej, gdy teraz co rano zarzucam na swoje plecy tornister, który czasem ledwo mogę unieść. I o dziwo, każdy w klasie uczył się, przepisywał wszystko z tablicy i starał się zapamiętać jak najwięcej, aby potem wykazać się wiedzą i utrzymać status grupy, a najlepiej przejść do grupy wyższej (nikt nie chciał być najsłabszy). Na klasówkach nikt nie ściągał, bo każdy wszystko miał w głowie. Inne niż w Polsce były też niektóre przedmioty obowiązkowe: gotowanie, biznes, zajęcia teatralne, muzyka z nauką gry na instrumentach, zajęcia praktyczno- techniczne (np. z wykorzystaniem pił czy wypalaniem przedmiotów w piecu). Dla polskich uczniów ciekawostką może okazać się również kolejna sprawa. Otóż w szkole średniej mieliśmy konta bankowe szyfrowane odciskiem palca, na których trzymaliśmy wszystkie swoje kieszonkowe, więc było bezpiecznie. Jeśli chcieliśmy coś kupić, po prostu kładliśmy palec na skanerze i kupowaliśmy, nie marnując czasu na wybieranie z kieszeni małych centów do zapłaty. Ale nie mogliśmy też kupować bez końca, bo limit niestety się czerpał. Najgorsza rzecz do zaakceptowania przeze mnie w Anglii, to fakt, że do szkoły nie wolno ubierać niczego poza mundurkiem szkolnym. Gdyby ktoś na przykład przyszedł ubrany w koszulę, odesłano by go natychmiast do domu. Były jednak wyjątki- gdy rodzicom brakowało pieniędzy na mundurek. Z przykrością też wspominam chłodne miesiące, gdyż w całej szkole poza pokojem nauczycielskim nie było żadnych grzejników. A dlaczego? Nie mam pojęcia, ale zimą było naprawdę zimno, natomiast latem okropnie gorąco, bo oczywiście nie mieliśmy też żadnej wentylacji. Koniec szóstej klasy okazał się bardzo emocjonujący. Był to czas, w którym wszyscy chodziliśmy bardzo smutni, bo wiedzieliśmy, że idziemy do różnych szkół i już w takiej grupie nie spotkamy się. Dlatego widywaliśmy się codziennie, tu, gdzie spędziliśmy kilka lat na poznawaniu się nawzajem. Nasze drogi rozeszły się.

Przyszedł czas i na mnie. Po ukończeniu siódmej klasy w szkole angielskiej powróciłem z rodziną do Polski. I znów zaczynam wszystko od nowa w kolejnej szkole, innym środowisku, w innych realiach. Niejednokrotnie wracam myślami do tamtych chwil i porównuję, która szkoła lepsza.
MOJA polska szkoła a MOJA szkoła angielska:

w porządku jedzenie -lepsze jedzenie brak mundurków -obowiązkowe mundurki szkoły są mniejsze -większe szkoły grzejniki i ciepło w zimie -brak grzejników dużo nauki -mniej nauki mniej aktywności fizycznej -więcej zajęć z WF trudniejsze lekcje -lekcje nieco łatwiejsze ciężkie plecaki pełne książek -wszystkie pomoce przygotowane w sali.

Wiktor Li, uczeń klasy 8B SP w Rząsce

brw.jpg