• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • enmax.jpg
  • euroreklama.jpg
  • familia.jpg
  • goodcar.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • juszczyk.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • lyko2.jpg
  • marcisz.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • serwis.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • skotcar.jpg
  • swiba.jpg
  • szumiec2.jpg
  • wwm.jpg
  • zlom.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • mieszkania.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • szumiec.jpg
  • wegiel.jpg
  • weterynarz.jpg
  • woodkrak.jpg

W czasie tych wakacji było mi dane cofnąć się w czasie o dobrych dwadzieścia lat. Nie jest to głupia sprawa; rzeczywistość, która mnie otaczała, wyglądała jak wczesne lata dziewięćdziesiąte, a mój stan wiedzy i poznania był jak najbardziej aktualny. Być może nawet nie uświadomiłabym sobie tego aż tak bardzo, gdyby nie to, że był ze mną Krzychu (i nie tylko on). Mam nadzieję, że zaintrygowałam, więc rozwinę temat. Otóż dwadzieścia kilka lat temu w Polsce dopiero zaczynała się „walka z trzema schodkami”, czyli usuwanie barier architektonicznych, które utrudniały życie osobom niepełnosprawnym (teraz zgodnie z ultra poprawnością językową nazywamy je osobami o ograniczonej sprawności ruchowej). Temat był mi o tyle bliski, że miałam babcię na wózku inwalidzkim. Nota bene babcia bardzo się wstydziła swojego niedołęstwa i mimo, że po domu poruszała się sprawnie, a wózek był jej przyjacielem, absolutnie nie zgadzała się na spacery i wyjazdy na wózku z domu, bo nie chciała, by sąsiedzi ją widzieli w tym stanie. Stan był normalny, ale babcia była starej daty i takie rzeczy należało jej wybaczyć (jednak na mój ślub na tym wózku przyjechała!). Oprócz tego mój dziadek po amputacji nogi również poruszał się na wózku. Z tą różnicą jednakże, że on był totalnie samodzielny. Ba! Jeździł sam do parku, gdzie z grupą starszych panów od wiosny do jesieni ciupali w karcioszki. Poza babcią i dziadkiem na wózkach miałam jeszcze takie doświadczenie życiowe, że mieszkałam obok szkoły i bursy dla niesłyszących. I to, nie ukrywam, było doświadczenie zwyczajnie nieprzyjemne, ponieważ oni w znakomitej większości byli szalenie roszczeniowi. Może ja i nie mam zrozumienia dla niepełnosprawnych, ale nigdy nie potrafiłam i dalej nie potrafię zrozumieć tego, dlaczego starsze osoby miały ustępować miejsca nastolatkowi tylko dlatego, że ten jest głuchy. A oni tego właśnie oczekiwali. Ale skupię się na moim powrocie do przeszłości. Otóż miałam okazję i wielką przyjemność być z Krzychem, młodzieńcem poruszającym się na wózku, tam, gdzie walka z trzema schodkami jeszcze się nie zaczęła, czyli na Ukrainie. Oczywiście nie byliśmy tam sami, tylko w towarzystwie przyjaciół Krzycha, w tym moich synów. Nie ukrywam, że ten wyjazd otworzył mi oczy na wiele spraw. Po pierwsze zobaczyłam, jak niewiele brakuje, żeby zamknąć człowieka z jego wózkiem w domu. Wystarczy nie zauważać wysokich krawężników, dziurawych i wąskich chodników, wystarczy parkować tak blisko kamienic, by nie zostawić miejsca dla wózka. Wystarczą tramwaje z wąskim i wysokim wejściem. To jest jednoznaczne z pokazaniem osobie na wózku środkowego palca, a w każdym wypadku skazywanie jej na niesamodzielność. My byliśmy w tej szczęśliwej sytuacji, że było nas sześcioro, w tym czterech rosłych nastolatków chętnie pomagających przyjacielowi tam, gdzie w Polsce pomagać mu nie trzeba, a we Lwowie bez ich pomocy byłby zupełnie bezradny. I tu dochodzę do tego, jaki Krzychu jest. A to jest dobrze wychowany młody człowiek totalnie pozbawiony roszczeniowości, który jest bardzo samodzielny, a pomoc proponowana przez innych tam, gdzie znakomicie radzi sobie sam, jest przez niego kwitowana uśmiechem. To chłopak, który chodzi do normalnej szkoły, realizuje się jako przyboczny w jednej z drużyn harcerskich naszej gminy. Inteligentny empatyczny młody człowiek o ujmującym uśmiechu z niegłupim podejściem do rzeczywistości, dużej chęci pomocy innym i dużej radości życia. Naprawdę podziwiam jego rodziców, że tak go wychowali, że popychali do samodzielności, nie nauczyli roszczeniowości i domagania się specjalnego traktowania, tylko wymagali, chwalili i, zapewne, ganili, gdy zasłużył. To dało świetny efekt. Jednocześnie tak sobie myślę, ile starszych czy niedołężnych osób wciąż siedzi zamkniętych w czterech ścianach swoich domów, bo poza windami w urzędach nie mamy im nic do zaoferowania. Pomoc finansowa przy zakupie wózka to nie wszystko. Bo jeżeli tym wózkiem można wyjechać co najwyżej na balkon, do ogrodu czy do kościoła, to za mało! Na marginesie, do kościoła w Rudawie na wózku wjechać się nie da bez czyjejś pomocy. Schody. Ale to bardzo stary kościół i można to zrozumieć. Natomiast nie zrozumiem , że na przykład do większości kawiarenek, kin czy teatrów prowadzą schody, a wind czy podjazdów nie ma. Rozrywka dla pełnosprawnej elity? W XXI wieku to wstyd!

Gabriela Kucharska

rolmax.jpg