• alex.jpg
  • alles.jpg
  • alux.jpg
  • baks.jpg
  • cukiernia.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • gasior.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • mosur.jpg
  • pinus.jpg
  • praca.jpg
  • quad.jpg
  • romantica.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • serwis.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • skotcar.jpg
  • swiba.jpg
  • tapicerstwo.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zielinski.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • an.jpg
  • bistro.jpg
  • dogoterapia.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • krakmeb.jpg
  • kruk.jpg
  • manufaktura.jpg
  • mirex.jpg
  • mojsen.jpg
  • multiagent.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • srebrne.jpg
  • szumiec.jpg
  • wegiel.jpg
  • weterynarz.jpg
  • woodkrak.jpg

Oczywiście wiem, że człowiek dorosły wakacji nie ma. Wiem. Ale jeżeli ten człowiek jest rodzicem dzieci w wieku szkolnym, to ma je jak najbardziej. Nawet jeżeli nigdzie nie wyjeżdża, a przecież na ogół gdzieś tam jednak jedzie, choćby na krótko, choć na kilka dni, to wakacje dotyczą go jak najbardziej, bo ma dzieci i powinien im jakoś ten wypoczynek wakacyjny zapewnić. Wszak dzieciątka ciężko pracowały w czasie całego roku szkolnego (nawet jeżeli w naszej opinii nie przemęczały się zanadto). Ergo: zasłużyły sobie. Tak więc trwają te wakacje, człowiek, czyli w tym przypadku matka, pierze, dokupuje skarpetki, których definitywne zużycie w okresie wakacyjnym przyspiesza w tempie lawinowym, odprowadza na wyjazd, przyprowadza z wyjazdu, czasem – oby! – sam z tymi dziećmi gdzieś jedzie. Słowem – kanikuła pełną gębą. Wypada się nieco z rytmu codziennego kieratu. Aż przychodzi TEN dzień. Smutny dzień i ciężki, dodam. Dzień, w którym czas wrócić do pracy. Z jednej strony fajnie, jeżeli ktoś lubi pracować i lubi swoją pracę (ja lubię), z drugiej to czas wstawania o świcie, dotrzymywania terminów, bardziej starannego ubierania się (wracajcie na półkę krótkie spodenki w kwiatki), słowem – tego wszystkiego, co kojarzy się z uprawianiem życia zawodowego. Z mną pierwsze takie dni i przyznam, że nie była to największa frajda, jaką potrafię sobie wyobrazić. No! Było, minęło, jest pięknie. Na marginesie przyznam, że każdy kolejny rok szkolny uświadamia mi błyskawiczny upływ czasu; nie lustro, a coraz starsze dzieci właśnie. Ten rok będzie dla całej naszej rodziny pewną nowością: najstarszy syn chwalebnie został studentem i przyjdzie mu się teraz zmagać zarówno z samą nauką, jak i z ludźmi otaczającymi naukę (a mamusia już nie pomoże i nie wstawi się za dorosłym przecież mężczyzną), najmłodszy syn właśnie rozpoczął naukę w siódmej klasie (w zeszłym roku zarówno nauczyciele, jak i rodzice siódmoklasistów przestrzegali, że po reformie edukacyjnej nauka w siódmej klasie jest obarczona szczególnie dużym stresem i pochłania sporo czasu – wiadomo, różnice programowe), a średni po prostu jest uczniem bardzo ciężkiej szkoły, wymagającej od uczniów maksymalnego zaangażowania przez sześć dni w tygodniu (dodatkowo w tym roku będzie miał do zdania jeden z egzaminów dyplomowych). Mamusia moich synów też się uczy, bo lubi. No, taka rodzina. Aż chciałoby się zapytać wzorem Czepca z „Wesela” Wyspiańskiego „Cóż tam, panie, w polityce?”. A w polityce czeka nas w ciągu dwóch najbliższych miesięcy feeria obietnic, które, najlepszym polskim zwyczajem, po wyborach pójdą w zapomnienie i nie zostaną dotrzymane. Również nie minie nas mniej lub bardziej uczciwa i bezwzględna walka przedwyborcza. A ponieważ znakomita większość z nas nie zna zarówno samej ordynacji wyborczej, jak i ustawy o samorządzie terytorialnym, więc pewnie będziemy od kandydatów na radnych gminnych słuchać obietnic o budowie lub remontach dróg należących do powiatu, walce o dobry start młodych i godną starość starych, będą nam obiecywać szczęście i dobrobyt, byle tylko oddać na nich głos. A najczęściej będziemy słuchać obietnic dotyczących „rozbicia istniejącego, skostniało zgniłego układu” i wpuszczeniu do polityki samorządowej świeżego powietrza i nowej energii. Jeżeli kandydaci będą mieli w stopniu przyzwoitym opanowaną sztukę socjotechniki, kupimy to bez zastrzeżeń. Przecież wszystkim nam chodzi o wspólne dobro, prawda? A istniejący układ (gdzieś tam wisi w tle podejrzenie, że nieuczciwy i szemrany) jest zły i przynosi wszystkim, którzy nie należą do kliki, szkodę, prawda? Ech, polityko, polityko… robisz z nami, co chcesz. Pamiętajmy przede wszystkim, że w wyborach samorządowych, jak w żadnych innych, głosujemy na ludzi, których znamy, wiemy, jacy są, co dotychczas zrobili, jak wywiązują się z prywatnych obietnic, jak traktują innych. Zastanówmy się nad tym, i oddajmy głos zgodnie ze swoim sumieniem. Ale nie odpuszczajmy wyborów samorządowych – sami sobie zrobimy tym krzywdę. Na marginesie wspomnę tylko, że będę kandydować do Rady Powiatu. Jeżeli zechcecie, Państwo, oddać na mnie swój głos, będę zaszczycona Waszym zaufaniem.

Gabriela Kucharska

airclinic.jpg