• alles.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • geodezja.jpg
  • geodezja2.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • lyko2.jpg
  • praca.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • serwis.jpg
  • wwm.jpg
  • zlom.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • kanczura.jpg
  • krakmeb.jpg
  • kruk.jpg
  • mirex.jpg
  • neobud.jpg
  • rrreklama.jpg
  • srebrne.jpg
  • szumiec.jpg
  • wegiel.jpg
  • weterynarz.jpg

Oczywiście wiem, że człowiek dorosły wakacji nie ma. Wiem. Ale jeżeli ten człowiek jest rodzicem dzieci w wieku szkolnym, to ma je jak najbardziej. Nawet jeżeli nigdzie nie wyjeżdża, a przecież na ogół gdzieś tam jednak jedzie, choćby na krótko, choć na kilka dni, to wakacje dotyczą go jak najbardziej, bo ma dzieci i powinien im jakoś ten wypoczynek wakacyjny zapewnić. Wszak dzieciątka ciężko pracowały w czasie całego roku szkolnego (nawet jeżeli w naszej opinii nie przemęczały się zanadto). Ergo: zasłużyły sobie. Tak więc trwają te wakacje, człowiek, czyli w tym przypadku matka, pierze, dokupuje skarpetki, których definitywne zużycie w okresie wakacyjnym przyspiesza w tempie lawinowym, odprowadza na wyjazd, przyprowadza z wyjazdu, czasem – oby! – sam z tymi dziećmi gdzieś jedzie. Słowem – kanikuła pełną gębą. Wypada się nieco z rytmu codziennego kieratu. Aż przychodzi TEN dzień. Smutny dzień i ciężki, dodam. Dzień, w którym czas wrócić do pracy. Z jednej strony fajnie, jeżeli ktoś lubi pracować i lubi swoją pracę (ja lubię), z drugiej to czas wstawania o świcie, dotrzymywania terminów, bardziej starannego ubierania się (wracajcie na półkę krótkie spodenki w kwiatki), słowem – tego wszystkiego, co kojarzy się z uprawianiem życia zawodowego. Z mną pierwsze takie dni i przyznam, że nie była to największa frajda, jaką potrafię sobie wyobrazić. No! Było, minęło, jest pięknie. Na marginesie przyznam, że każdy kolejny rok szkolny uświadamia mi błyskawiczny upływ czasu; nie lustro, a coraz starsze dzieci właśnie. Ten rok będzie dla całej naszej rodziny pewną nowością: najstarszy syn chwalebnie został studentem i przyjdzie mu się teraz zmagać zarówno z samą nauką, jak i z ludźmi otaczającymi naukę (a mamusia już nie pomoże i nie wstawi się za dorosłym przecież mężczyzną), najmłodszy syn właśnie rozpoczął naukę w siódmej klasie (w zeszłym roku zarówno nauczyciele, jak i rodzice siódmoklasistów przestrzegali, że po reformie edukacyjnej nauka w siódmej klasie jest obarczona szczególnie dużym stresem i pochłania sporo czasu – wiadomo, różnice programowe), a średni po prostu jest uczniem bardzo ciężkiej szkoły, wymagającej od uczniów maksymalnego zaangażowania przez sześć dni w tygodniu (dodatkowo w tym roku będzie miał do zdania jeden z egzaminów dyplomowych). Mamusia moich synów też się uczy, bo lubi. No, taka rodzina. Aż chciałoby się zapytać wzorem Czepca z „Wesela” Wyspiańskiego „Cóż tam, panie, w polityce?”. A w polityce czeka nas w ciągu dwóch najbliższych miesięcy feeria obietnic, które, najlepszym polskim zwyczajem, po wyborach pójdą w zapomnienie i nie zostaną dotrzymane. Również nie minie nas mniej lub bardziej uczciwa i bezwzględna walka przedwyborcza. A ponieważ znakomita większość z nas nie zna zarówno samej ordynacji wyborczej, jak i ustawy o samorządzie terytorialnym, więc pewnie będziemy od kandydatów na radnych gminnych słuchać obietnic o budowie lub remontach dróg należących do powiatu, walce o dobry start młodych i godną starość starych, będą nam obiecywać szczęście i dobrobyt, byle tylko oddać na nich głos. A najczęściej będziemy słuchać obietnic dotyczących „rozbicia istniejącego, skostniało zgniłego układu” i wpuszczeniu do polityki samorządowej świeżego powietrza i nowej energii. Jeżeli kandydaci będą mieli w stopniu przyzwoitym opanowaną sztukę socjotechniki, kupimy to bez zastrzeżeń. Przecież wszystkim nam chodzi o wspólne dobro, prawda? A istniejący układ (gdzieś tam wisi w tle podejrzenie, że nieuczciwy i szemrany) jest zły i przynosi wszystkim, którzy nie należą do kliki, szkodę, prawda? Ech, polityko, polityko… robisz z nami, co chcesz. Pamiętajmy przede wszystkim, że w wyborach samorządowych, jak w żadnych innych, głosujemy na ludzi, których znamy, wiemy, jacy są, co dotychczas zrobili, jak wywiązują się z prywatnych obietnic, jak traktują innych. Zastanówmy się nad tym, i oddajmy głos zgodnie ze swoim sumieniem. Ale nie odpuszczajmy wyborów samorządowych – sami sobie zrobimy tym krzywdę. Na marginesie wspomnę tylko, że będę kandydować do Rady Powiatu. Jeżeli zechcecie, Państwo, oddać na mnie swój głos, będę zaszczycona Waszym zaufaniem.

Gabriela Kucharska

forum srebrnej.jpg