• alles.jpg
  • bhp.jpg
  • biga.jpg
  • cukiernia.jpg
  • elektrosystem.jpg
  • enmax.jpg
  • euroreklama.jpg
  • familia.jpg
  • goodcar.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • wwm.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • bistro.jpg
  • blyskbruk.jpg
  • dogoterapia.jpg
  • edukator.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kanczura.jpg
  • krakmeb.jpg
  • kruk.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • toka.jpg
  • weterynarz.jpg

Czym są Łączki, wie każdy mieszkaniec Rudawy i Pisar. Nie wiedziałam, skąd się wzięło powiedzenie, mówiące, że Łączki to taka rudawska Amazonka. Nie wiedziałam do wczoraj, bo dzisiaj już wiem. Owszem, zdarzyło mi się już kiedyś być na Łączkach, ale byłam tam na jeździe samochodem terenowym. Przeżycia z tamtej jazdy towarzyszą mi we wspomnieniach do dziś. Bo doprawdy nie da się zapomnieć tego, jak samochodem terenowym jedziesz na łeb na szyję w dół po zboczu, które ma kąt nachylenia około 60 stopni. Po prostu się nie da! Ten moment, kiedy jesteś już prawie pewna i bez wahania postawiłabyś na to pieniądze, że zaraz dachujecie, a już że bez wymiotów się nie obejdzie, to rzecz pewna. Ten moment, kiedy pytasz kierowcę „Mamy wyciągarkę?”, a on śmiejąc się odpowiada ci, że „Mamy, ale nie będzie potrzebna”. To są przeżycia wstrząsające! Wstrząsające doznania, które nie dają jednakowoż wiedzy o tym, po jak pięknych okolicznościach przyrody rozbijasz się tym ryczącym terenowym potworem. Wczoraj udałam się na Łączki z mężem, który tam nigdy wcześniej nie był, na rowerach. Do Pisar, jak to do Pisar, jechało się nudno (bo asfalt nie stawia jednak przed rowerzystą jakichś specjalnych wyzwań), potem trochę na rowerze, trochę per pedes, a potem… zaskoczenie. Ale bardzo pozytywne zaskoczenie.

ita nas bardzo schludna wiata, może budka, zaopatrzona w grill, rozpałkę do niego, trochę naczyń, wygodny stół z ławami i tabliczkę z prośbą o zachowanie czystości. I ta czystość rzeczywiście jest tam zachowana! A wyposażenie tego kameralnego i przytulnego miejsca nie jest rozkradzione. A śmieci są starannie złożone w workach śmieciowych. Szok! Tym bardziej, że drewniana tabliczka jak nic informuje, że to urocze miejsce istnieje od maja 2016 roku. Przeszło dwa lata i nikt tego nie zdewastował, nie zniszczył, nie ukradł. W Polsce! O, zaiste zmieniamy się jako społeczeństwo, a zmiany te idą w dobrym kierunku. (Inna sprawa, że o tym miejscu wie społeczność lokalna, która, gdyby to miejsce zniszczyła, działałby na własną niekorzyść. Być może w Krakowie takie miejsce by nie przetrwało, bo tam jest zbyt duża anonimowość. Vide: zniszczenie budki do wymiany książek w Parku Krakowskim ledwo miesiąc od otwarcia i parku, i budki po remoncie. A u nas trwa takie ładne miejsce w stanie niezniszczonym. Super!) Obok wiaty pomost, posadzone liliowce i funkia – bardzo, bardzo fajne miejsce, w którym chce się pobyć. Pomijam już urok samej Racławki-Rudawki, która w tym miejscu uroczo meandruje, a same Łączki są po prostu niewielkim lasem łęgowym. O takie samo miejsce w Krakowie od kilku lat toczą się boje, a u nas to trwa. Pomosty z drewnianych bali przerzucone nad korytem rzeki, pokrzywy, łopiany, mięta, kwiatki leśno-polne… Piękne, piękne miejsce tchnące spokojem i ciszą. Coś czuję, że na Łączkach będę bywać częściej, bo to miejsce ze swoim spokojem i osobnością ma w sobie coś niepowtarzalnego, co potrafi napełnić człowieka ciszą i spokojem. Warunkiem sine qua non jest zostawienie w domu telefonu i niezakłócanie sobie głowy przekaziorami. Przekaziory w pewnych sytuacjach są złe! Na Łączkach z całą pewnością. O czym napełniona spokojem i wyciszeniem z Łączek donoszę Państwu w ten wakacyjny czas. Czasem, zwłaszcza, gdy czasowo i organizacyjnie jest to niewykonalne, nie ma konieczności jechania na drugi koniec świata, by zobaczyć coś niebywale pięknego. Czasem wystarczą dwie nogi, ewentualnie rower, i spacer na Łączki. Po pracy. Na przykład z psem. Udanych wakacji!

Gabriela Kucharska

dolina.jpg