• alex.jpg
  • alles.jpg
  • alux.jpg
  • baks.jpg
  • cukiernia.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • gasior.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • mosur.jpg
  • pinus.jpg
  • praca.jpg
  • quad.jpg
  • romantica.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • serwis.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • skotcar.jpg
  • swiba.jpg
  • tapicerstwo.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zielinski.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • an.jpg
  • bistro.jpg
  • dogoterapia.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kaes.jpg
  • krakmeb.jpg
  • kruk.jpg
  • manufaktura.jpg
  • mirex.jpg
  • mojsen.jpg
  • multiagent.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • srebrne.jpg
  • szumiec.jpg
  • wegiel.jpg
  • weterynarz.jpg
  • woodkrak.jpg

Już za chwilę, bo 25 maja, wejdzie w życie nowa ustawa o ochronie danych osobowych (RODO). To rozporządzenie obowiązujące w całej Unii Europejskiej, nie wymagające osobnej ustawy w Polsce. Jakie zmiany nas czekają? Oczywiście rzecz dotyczy przechowywania i udostępniania danych osobowych. W sytuacji, gdy w Polsce obowiązywała przecież ustawa o ochronie danych osobowych, można zapytać „po cóż nam zmiany” i czy te zmiany w ogóle są potrzebne. No, są. I to nie dlatego, że tak sobie Unia wymyśliła, tylko po to, by nas jakoś chronić. Przed nami samymi, ale o tym za chwilę. Co ulegnie zmianie? Przede wszystkim sama definicja danych osobowych. Do tej pory za takie prawo uważało: numer PESEL, imiona, nazwisko, datę urodzenia, adres, adres mailowy, wizerunek, dane dotyczące wysokości wynagrodzenia, przebytych chorób, orientacji politycznej, seksualnej, i kilka jeszcze innych informacji osobowych. Teraz pojęcie „dane osobowe” zostanie poszerzone. Według nowego rozporządzenia dane osobowe to również numery IP, ID, informacje dotyczące lokalizacji, wskaźniki odnośnie zdrowia fizycznego i psychicznego, statusu majątkowego oraz społecznego, a nawet dane genetyczne czy biometryczne, które pomogłyby zidentyfikować konkretną osobę. I te właśnie dane mają być chronione. Można zapytać „i po co to wszystko?”. Można. Odpowiedź będzie banalnie prosta. Ano po to, by nas chronić, by nikt nie handlował naszymi danymi wbrew naszej woli, by zapewnić nam odrobinę prywatności zarówno w życiu realnym (te kretyńskie telefony zapraszające nas na różnego rodzaju prezentacje, usiłujące zachęcić do kupna „absolutnie rewelacyjnego albumu o Jasnej Górze, a do tego poświęcony medalik, sianko na wigilijny stół, obrazek z Matką Boską do książeczki do nabożeństwa i jeszcze oprawiony obrazek na ścianę! Wszystko gratis. Płaci pani za sam album. Sama pani przyzna, że to korzystna oferta?”; wciskanie nam na siłę ubezpieczeń, itd. Wszyscy to znamy. I nie łudźmy się, zastrzeżony numer telefonu wcale nas nie chroni.), jak i w internecie. Nie wiem, jak inni, ale ja nie lubię spersonalizowanych reklam. Zwyczajnie mnie wkurza, że ledwie popatrzę w internecie na ceny wycieczek po Gruzji, a już pięć minut później wyświetla mi się oferta tanich lotów do Gruzji „zaledwie 765 złotych w dwie strony”. Ad block nic tu nie pomaga, bo i pomóc nie może. Dlaczego? A dlatego, że mam darmowe konto pocztowe i w związku z tym zgodziłam się na wyświetlanie reklam. Dlatego, że jestem użytkowniczką Facebooka, a w związku z tym oddałam mu prawo do wszystkiego, co tylko możliwe: do zdjęć, testów, kontaktów, rozmów na Messengerze i mnóstwa innych dóbr. Właśnie dóbr, bo jak pokazuje nie tak dawna afera z wyciekiem danych z Facebooka i udział w tym firmy doradczej Cambridge Analytica, nasze dane są dobrem handlowym, które ma swoją cenę. Wcale niemałą zresztą. Czy ustawa RODO nas ochroni? Przed zakusami „złych ludzi” – być może. Przed nami samymi, naszą naiwnością, brakiem wyobraźni, bezmyślnością, a czasem po prostu głupotą – nie. Jeżeli wciąż będziemy się zgadzać na wszystko, co nam się tylko wyświetli, będziemy całkowicie bezbronni. A zgodnie ze starożytną zasadą Volenti non fit iniuria (czyli: Chcącemu nie dzieje się krzywda) nie będziemy mogli mieć ani żalu, ani uzasadnionych prawnie podstaw do pretensji. W końcu nikt nam z bronią palną przy skroni nie stoi nad głową i nie każe się zgadzać na absolutnie wszystko. Zgadzamy się, bo… chcemy? Brakuje nam wyobraźni? Zakładamy, że i tak się nie obronimy? (to ostatnie akurat jest prawdą, ale zawsze można chociaż próbować) Czy wierzę w to, że ustawa RODO ochroni nas i nasze dane osobowe? Szczerze mówiąc – nie. A przynajmniej nie do czasu, w którym po to, by dowiedzieć się „Do której gwiazdy filmowej jesteś podobna?”, radośnie zgadzamy się na udostę pnienie Facebookowi naszych danych, listy kontaktów, itd. I pamiętajmy – my nie musimy się zgodzić. Wystarczy, że zrobi to jeden z naszych znajomych. I tym, bynajmniej nie optymistycznym, akcentem kończąc, zachęcam do pójścia na spacer. Za oknem mamy piękny maj.

Gabriela Kucharska

smog.jpg