• alles.jpg
  • auto kochanow.jpg
  • bhp.jpg
  • cukiernia.jpg
  • doron.jpg
  • energoterm.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • rasterek.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • skotcar.jpg
  • trulka.jpg
  • wwm.jpg
  • zlom.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • geo.jpg
  • gops.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • hydrex.jpg
  • kanczura.jpg
  • kruk.jpg
  • magazyn.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • szkola.jpg
  • toka.jpg
  • weterynarz.jpg

Kto wchodzi w romans z polityką, ten jakby decydował się na romans z kurtyzaną; zapewne będzie ona sprawną i doświadczoną kochanką, zapewne można się w tym związku wiele nauczyć, można takim związkiem nawet imponować, ale próba budowania na nim czegoś trwałego, jest jak ta budowa zamku na piasku – nawet jeżeli budowla stanie, i nawet jeżeli będzie potężna, to może runąć w każdej chwili. A jednak taki związek jest atrakcyjny. Wniosek taki nasuwa mi się w trakcie obserwacji naszej małej, ale za to pełnej rumieńców i nieoczekiwanych zwrotów akcji polityki na poziomie Gminy, Rady Gminy, rad sołeckich chyba też. Sytuacja zupełnie niedawna: ostatnio jeden z mieszkańców Rudawy zadał na forum w internecie pytanie, czy na ulicy Legionów Polskich nie przydałby się przypadkiem chodnik. Nie da się ukryć, poruszył czułą strunę. Głos w sprawie zabrała jedna z mieszkanek ulicy Siedleckiego pisząc, że od dziesięciu lat walczy o chodnik przy swojej ulicy. Poruszyła też temat Niegoszowic, w których nie dość, że nie ma chodnika, to nawet i poboczy tam nie uświadczysz. A droga kręta jest. I wąska. I stroma. I – co za tym idzie – niebezpieczna. I niejako przy okazji wspomniała sytuację, gdy odwiedził ją znajomy z Australii, któremu nie mogło zmieścić się w głowie, że w XXI wieku, w kraju w środku Europy nie ma chodników. Pytania „Jak wy tu żyjecie?” i „Jak tu dzieci egzystują?” były dla niego tyleż oczywiste, co fundamentalne. Na odpowiedź swojej gospodyni, że dla władz nie jest to raczej priorytet, i że wciąż brak pieniędzy, odpowiedział tyleż krótko, co dosadnie „No to podajcie ich do sądu i wybierzcie nowych!”. Zachwyciła mnie prostota tego rozwiązania totalnie nieprzystająca do polskiego myślenia o władzy. Bo dla nas ciągle władza to Oni, a My nie mamy tu specjalnie wiele do gadania.

A może inaczej – gadać to sobie możemy do woli, ale z tego gadania i tak nic najczęściej nie wynika. A może czas to zmienić? Może rzeczywiście władzę, radnych, sołtysów, wójtów, itd. należałoby zacząć rozliczać z działalności. Może warto się oburzyć na to, że radni z Rudawy są przeciwko doświetleniu ulic na przejściach przez drogę 79? Przecież wybraliśmy ich w dobrej wierze, że będą dbać o nasze dobro i bezpieczeństwo. Na drodze 79 wciąż są wypadki, giną ludzie, a nasi (sic!) radni sprzeciwiają się doświetleniu przejść dla pieszych. Na wielu ulicach wciąż brakuje chodników, a Rada Sołecka decyduje o tym, by „wykonać odpowiednią dekorację z napisami promującymi sołectwo Rudawa, które będą miały za zadanie przywitać osoby, które wjechały do sołectwa”. Może czas spróbować zmienić nieco nasze myślenie o władzy. Przecież żyjemy w demokracji (niedoskonałej – ok, ale jednak demokracji), władza to my – nasi reprezentanci, których sami wybraliśmy. Przecież, do licha, czas wielki, by odpowiadali przed nami, a nie tylko „przed Bogiem i historią”! Może gdyby zdarzył się precedens i mieszkańcy jakiejś wsi zdecydowali się na podanie radnych ich reprezentujących do sądu za niedotrzymanie obietnic czy niewystarczającą dbałość o bezpieczeństwo i dobro swoich wyborców, nastąpiłoby przemodelowanie myślenia o władzy? Może do władzy nie pchałby się każdy, kogo stać na sfinansowanie kampanii wyborczej? Może świadomość odpowiedzialności niektórych by jednak powstrzymała? A może to zaledwie mój idealizm… Mimo idealizmu myślę, że warto czasami odpowiedzieć sobie na pytanie, kto mianowicie utrzymuje wybieralnych przedstawicieli władzy. Kto? My. Pani utrzymuje, Pan utrzymuje. My wszyscy, którzy płacimy podatki. Czy naprawdę aż taką utopią jest chęć posiadania wpływu na to, jak są wydawane nasze pieniądze? Złego pracownika, który nieefektywnie pracuje i marnuje czas na głupoty po prostu się zwalnia. Złego radnego, który marnuje czas na spory i koalicyjki w Radzie Gminy nie zajmując się jednocześnie tym, co ważne dla jego wyborców, utrzymuje się bez słowa i nie rozlicza z działań lub ich braku. Halo! Czy my przypadkiem nie żyjemy w Matrixie?! A może ktoś powinien się tu wreszcie obudzić? I radni, którzy zupełnie beztrosko podchodzą do kwestii odpowiedzialności, i my, którzy im na to bezkarnie pozwalamy.

Gabriela Kucharska

erena.jpg