• alles.jpg
  • alux.jpg
  • artgo.jpg
  • autobaks.jpg
  • energoterm.jpg
  • enmax.jpg
  • erena.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • mosur.jpg
  • opał.jpg
  • pinus.jpg
  • quad.jpg
  • romantica.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • skotcar.jpg
  • supra.jpg
  • swiba.jpg
  • szumiec.jpg
  • szumiec2.jpg
  • tapicer.jpg
  • trulka.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zielinski.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • gabinet.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • hydrex.jpg
  • kaes.jpg
  • kanczura.jpg
  • kruk.jpg
  • manufaktura.jpg
  • mirex.jpg
  • multiagent.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • toka.jpg
  • weterynarz.jpg
  • woodkrak.jpg
  • zyczenia.jpg

jkruk

Do głowy nie przyszło by mi, abym po śmierci mojego przyjaciela Józefa Kruka musiał bronić jego dobrego imienia. Ten człowiek był tak niezwykły w swoich czynach i tak zwykły jako człowiek jednocześnie, że nie przypuszczałem aby ktokolwiek mógł jego zasługi położone dla naszych wiejskich społeczności podważać. A jednak. O tempora, o mores! Czasy w których przyszło nam żyć obfitują w czyny niegodne dokonywane przez ludzi, którzy żyją z nami, w naszym środowisku.

Przywykliśmy do tego, że tym którzy działają zarzuca się różne paskudztwa, samemu nic nie robiąc i wychodząc z założenia, iż jak się nic nie robi, to się nic nie zepsuje. Kiedyś jeden z urzędników gminnych wyłożył mi to dokładnie mówiąc „Andrzej ja mógłbym to zrobić, ale jak mi coś nie wyjdzie to mnie rozniosą, a jak tego nie zrobię, to co mi zrobią?”



Józek nie bał się robić, pomagał gdzie się dało, wszystkim. Trzymając się terenu naszej gminy, trudno znaleźć jakąkolwiek organizację społeczną, NGO, klub seniora, koło gospodyń wiejskich lub jednostkę OSP, której nie udzieliłby wsparcia. Nie odmawiał. Taki był. Zawsze życzliwy, pogodny. Był rozjemcą w niezliczonej ilości spraw i opiekunem dla wielu ludzi, potrzebujących pomocy. Kilka osób w naszej gminie zawdzięcza mu więcej niż inne i tu przychodzi zdziwienie dlaczego teraz nie reagują?

Niezaprzeczalnym faktem jest, że nie był zameldowany w naszej gminie. Ale był jej Honorowym Obywatelem. Miałem zaszczyt występować w sierpniu 2013 r. jako członek zarządu Jurajskiej Izby Gospodarczej do Rady Gminy Zabierzów o nadanie mu tego tytułu.

A teraz kilka słów o tym dlaczego trzeba stanąć obronie Jego imienia.

19 września na posiedzeniu komisji statutowo-regulaminowej Rady Gminy Zabierzów, radna Pani Dorota Kęsek, w swojej wypowiedzi podważyła zasadność nadania tytułu honorowego obywatela gminy Zabierzów Józefowi Krukowi. Padło stwierdzenie o nieprzekazywaniu do budżetu naszej gminy jego pieniędzy w formie podatków. Kiedy dowiedziałem się o tym fakcie, zastanawiałem się jaki był powód tego wystąpienia. Nie znalazłem wytłumaczenia. Trzy dni po posiedzeniu tej komisji, podczas sesji Rady Gminy Zabierzów, w wolnych wnioskach, nieznany mi obywatel odczytał kilka pytań do Wójta Gminy i jednym z nich było, cytuję „Jakie pieniądze płaci firma Pana Kruka za umieszczenie płyty z reklamą swojej firmy w przestrzeni publicznej tj. na Rynku w Zabierzowie?”

Przypomniałem sobie, że Józiu ufundował postawioną na Rynku w Zabierzowie kamienną tablicę z mapą naszej gminy. Na tej tablicy, zgodnie z polskim zwyczajem podana została godność fundatora. Nieznany mi obywatel zadając pytanie czy gmina czerpie jakieś zyski z tego, iż na tablicy podana jest nazwa firmy Kruk, wpisał się w retorykę Pani radnej. Nie wiem czy te działania były zsynchronizowane i daleko mi do wyciągania jakichś strategicznych wniosków, ale dalej nie rozumiem o co chodzi. Być może odpowie na te pytania Pani radna. Na pewno dowiemy się w nieodległym czasie o tym wszyscy.

Niesmak i zażenowanie budzą słowa i czyny ludzi, którzy podają w wątpliwość dokonania Józefa Kruka dla Gminy Zabierzów. Zacietrzewienie polityczne, przenoszą oni z gminnych sal obrad rady, na zewnątrz. A my co? My powinniśmy reagować. Wszyscy, którzy kiedykolwiek zetknęli się z dobrocią Józefa powinni zadać pytanie Pani radnej „O co Pani chodzi? Dlaczego neguje Pani zasługi człowieka, którego kochaliśmy i który na tę naszą miłość zasługiwał?”

Zbliża się 1 listopada, a po nim 7 listopada czyli rocznica odejścia Józia z naszego grona. Jak co roku spotkamy się przy Jego grobie w Rząsce. Czy w ten dzień stanie też przy tym grobie Pani radna, choćby w geście przeprosin?

Andrzej Bukowczan

 

Niech im Bóg wybaczy. To jego fach.

Pytasz mnie co to uczucie
To wiatr rozpędzający złe chmury
Spojrzenie zamiast słów
Codzienność
Bez obłudy

Kiedy czytałem te słowa Józkowi Krukowi, wątpił czy życie bez obłudy może być codziennością. On po prostu nie dopuszczał do siebie myśli, że można zostawić w potrzebie kogoś, kto potrzebuje pomocy, kto będzie się cieszył z przyjaźni. Taki był. Dawał, dawał i o nic nie pytał. I nie była to tylko pomoc finansowa. On dawał ludziom serce i wiarę w człowieka. Nic dziwnego, że czekano na niego zawsze i wszędzie. Pamiętam jak jeden sołtys nogami przebierał, kiedy Józef spóźniał się na sołecki piknik. Pamiętam jakie niespodzianki szykował dla pań z Kół Gospodyń Wiejskich czy klubów seniora. Józiu był instytucją. Zdarzyło mi się kiedyś wspominać nasze szkolne czasy. Pamiętał wszystkich kolegów, pytał

o Leszka ze Staniątek, Adama ze Szczyglic, Franka z Krzeszowic, kochaną Ciotkę Jadzię ze Świetlicy Dworcowej przy Pawiej, która w nasze wychowa

nie wniosła obowiązkowość i dotrzymywanie słowa. To był nasz Dom Młodości. Tam odrabialiśmy lekcje, tam graliśmy w warcaby, szachy czy w ping ponga. Tam czekaliśmy na autobus czy pociąg, żeby wrócić wieczorem do domów. Potem nasze drogi trochę się rozeszły, ja wyemigrowałem do miasta, Józek został na wsi. Spotykaliśmy się rzadko, ale wiedzieliśmy o sobie nadal dużo. Los ponownie złączył nas na „ojcowiźnie”, to znaczy w tej samej gminie, niedaleko od siebie, zaledwie pięć kilometrów. Mieliśmy wspólne zainteresowania w pewnych dziedzinach; obaj lubiliśmy folklor, obaj byliśmy przywiązani do tradycji. On poszedł w biznes, ja w objęcia literatury, historii i sztuki. On uczył mnie praktycznej ekonomii, ja przekazywałem Mu część satysfakcji z mojej pracy. Rozmawiało nam się długo i dobrze, często u niego w domu przy chlebie ze smalcem (a robił go wspaniale). Nigdy tak dobrego nigdzie nie jadłem. Wspominam często Józka, zwłaszcza kiedy przychodzi mi, z racji służbowych ale i miłych doznań, bywać na gminnych imprezach. I wciąż wydaje mi się, że On za chwilę wejdzie na salę, w którejś ze swoich marynarek i zacznie się kordialnie witać ze wszystkimi. Pewnie wtedy nie przypuszczał, że wita również i tych, którzy prawie dwa lata po jego śmierci próbują wdeptać go w ziemię, byle tylko zaistnieć, bo inaczej nie potrafią jak tylko grubiaństwem i pogardzaniem zwrócić na siebie uwagę. A tak niestety się stało; kiedy radna Dorota Kęsek kwestionowała zasługi Józka dla gminy, nikt z pięciu uczestników tego spektaklu nie zaoponował, nie powiedział:, dziewczyno, kobieto opanuj się. Oni milczeli, żeby nie narazić się tej „odważnej”, co to żadnej świętości nie uszanuje, byleby tylko jej było na wierzchu. Nie szukam tu wytwornych słów, bo na to nie zasługują. Cóż może im dać dzisiaj Józef Kruk?

Może. I to więcej niż przedtem; daje im wzór tego jak powinien postępować w życiu człowiek, zwyczajny człowiek, jak żyć bez obłudy na co dzień i jak przeżyć, żeby – kiedy Go zabraknie, przyjaciele i wrogowie uświadomili sobie, że nikt przez Niego nie płakał. Za nim – owszem. I nawet płakać powinni, zwłaszcza ci, którzy wówczas, gdy padały kalumnie – milczeli. Niech im Bóg wybaczy, bo to jego zawód. Mnie raczej jest trudno o tym zapomnieć…

Witold Ślusarski

 


ludzik.jpg