• alles.jpg
  • alux.jpg
  • energoterm.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • gasior.jpg
  • gs.jpg
  • helendoron.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • ok.jpg
  • opał.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • skotcar.jpg
  • szumiec.jpg
  • szumiec2.jpg
  • trulka.jpg
  • wwm.jpg
  • zielinski.jpg
  • zlom.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • bar przysmak.jpg
  • edukator.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • hydrex.jpg
  • kanczura.jpg
  • kruk.jpg
  • lowisko.jpg
  • multiagent.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • toka.jpg
  • weterynarz.jpg

Kierowcy nie lubią rowerzystów. Jeszcze bardziej nie lubią motocyklistów, ale nie oni są przedmiotem moich obserwacji, a ich doświadczenia są mi zupełnie obce. Co innego rowery, a konkretniej rower. Za mną już drugie wakacje spędzone na siodełku roweru i przyznać muszę, że to świetny – fantastyczny nawet sposób na zwiedzanie naszego pięknego kraju. Wiem oczywiście, że spora część mieszkańców naszej gminy za cel swoich wakacyjnych wyjazdów obiera morze (polskie, greckie, chorwackie – dla mnie to bez znaczenia; morze jest morzem i tyle) i plażowanie, ale ten akurat sposób spędzania urlopu mnie zwyczajnie przeraża. Leżenie. Na. Słońcu. Brrr! Nie, nie, i jeszcze raz – nie. Aktywnie. Zawsze. Ergo: rowery. Już drugi rok z rzędu miałam niewątpliwą i niekłamaną przyjemność pojechać na wyprawę rowerową z moim synem. Żaden z niego mocarz – zwykły dwunastolatek, tyle że ciekawy świata. Nasz wybór – drugi raz z rzędu – padł na Podlasie. W zeszłym roku pojechaliśmy tam gnani niejasnym porywem, w tym już dokładnie wiedzieliśmy, czego się spodziewać. I tu dochodzę do clou. Otóż Podlasie można chyba nazwać rowerową stolicą Polski. Pomijam fakt, że to na Podlasiu, a konkretniej w Supraślu, odbywa się doroczny zjazd rowerzystów, kiedy to do niewielkiego przecież miasteczka przyjeżdża przeszło pięciuset wielbicieli dwóch kółek i obejmują to urocze miasteczko we władanie. Z mojego punktu widzenia jest to zaledwie ciekawostką. Znacznie ważniejsze dla mnie jest to, że ja tych cyklistów rozumiem. Otóż na Podlasiu istnieje bardzo rozbudowany system szlaków rowerowych. I mam tu na myśli zarówno część szlaku Green Velo (Wschodni Szlak Rowerowy Green Velo to najbardziej spektakularny projekt rowerowy, jaki do tej pory zrealizowano w Polsce. Ponad 2000 km specjalnie wytyczonej trasy, która wiedzie przez pięć województw wschodniej Polski - warmińsko-mazurskie, podlaskie, lubelskie, podkarpackie i świętokrzyskie), jak i inne, nie mniej atrakcyjne szlaki. Podlasie jest po prostu przyjazne rowerzystom. Ścieżki rowerowe, Miejsca Odpoczynku Rowerzystów (zadaszone, ze stołami, ławkami, śmietnikami i Toi Toi’em), ale też i nastawienie miejscowych, którzy świetnie wiedzą, że na rowerzystach się po prostu zarabia, w związku z tym nocleg z miejscem na przechowanie roweru, czy barierki rowerowe przed sklepami czy restauracjami są tam oczywistością. Dodam tylko, że ścieżki rowerowe na Podlasiu to nie jest pas wydzielony na ruchliwej jezdni; to osobne drogi oddzielone od jezdni pasem zieleni. Brzmi jak bajka – prawda? Zwłaszcza, kiedy ma się okazję jeździć rowerem po Krakowie. Ja jeżdżę i mimo, że na Podlasiu przejechałam setki kilometrów z moim synem i wiem, że jest dobrym rowerzystą, w Krakowie jeździć samemu kategorycznie mu zabraniam. Bo Kraków nie jest przyjazny rowerzystom. Ma co prawda świetny system tanich i wygodnych rowerów miejskich (korzystam i polecam), ale ścieżki rowerowe w Krakowie wołają o pomstę do nieba! Wiele z nich wytyczonych jest po prostu na jezdni, żeby było ciekawiej - pod prąd. Niektórzy kierowcy samochodów to respektują, inni - nie. Do samodzielnej jazdy dziecka zupełnie się to moim zdaniem nie nadaje. A jak to wygląda w naszej gminie? Pytanie trudne i łatwe zarazem. U nas nie jeździ się rowerem pod prąd. U nas po prostu nie ma ścieżek rowerowych (nie mówię tu o szlakach wyznaczonych z dala od jezdni, bo te są). Jeżeli ktoś uprze się jeździć do Krakowa na rowerze (a to przecież naprawdę blisko), to nie ma wyjścia, musi poruszać się drogą krajową, bądź drogami wojewódzkimi. Inaczej do Krakowa nie dojedzie. Oczywiście o komforcie takiej jazdy wśród samochodów poruszających się zgodnie z przepisami z prędkością 90km/h w ogóle nie ma co mówić. Że nawet nie wspomnę o jeździe wśród spalin. Mieszkamy na pięknym terenie; dobrze skomunikowanym. Mamy się czym pochwalić. Osobom zmotoryzowanym. Rowerzyści, jeżeli już koniecznie muszą, mogą u nas jeździć na własną odpowiedzialność. A kierowcy nie lubią rowerzystów…

Gabrysia Kucharska

dolina.jpg