• alles.jpg
  • bhp.jpg
  • energoterm.jpg
  • enmax.jpg
  • evo.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • opał.jpg
  • radoscmowienia.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • szumiec.jpg
  • szumiec2.jpg
  • trulka.jpg
  • wwm.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • elitasc.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • hydrex.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • nettrading.jpg
  • prestige.jpg
  • rrreklama.jpg
  • toka.jpg
  • weterynarz.jpg

Każdy kto ma oczy, widzi, że trwa, a co więcej wciąż się rozwija, boom na bieganie. Jak Polska długa i szeroka biegaczy spotkać można w każdej chyba miejscowości. Nie będę się tu zastanawiać nad faktem, czy to dobrze czy źle, bo byłyby to rozważania na poziomie dylematu „które święta są fajniejsze: Wielkanoc czy Boże Narodzenie”. Ważne, że są i dają radość. Dokładnie tak samo jest z bieganiem. Dobrze, że ludzie w każdym bodaj wieku oddają się jakiejkolwiek aktywności fizycznej. Zwłaszcza, że nie jest żadną tajemnicą, że żyjemy raczej niezdrowo – stres, pośpiech, brak czasu na odpoczynek i sen, a ponadto, najgorsze chyba ze wszystkiego, śmieciowe jedzenie. I nie oszukujmy się, to że nie jemy fast foodów, nie znaczy, że jemy zdrowo. Bo nie jemy (na ogół). Większość wędlin, serów, różnego rodzaju nabiału, które kupujemy w sklepach, jest wprost nafaszerowane chemią spożywczą. Margaryny do smarowania pieczywa to tłuszcze trans w najczystszej postaci i tak dalej, i tak dalej. Wymieniać można by długo. Tak samo jak długo można ubolewać nad wszechobecnymi i pochłanianymi w gargantuicznych ilościach słodyczami. No, można ubolewać. Można. Ale można też zrobić coś więcej. Wstać z fotela, założyć spodenki i buty i iść pobiegać. I wcale nie będzie się już wyglądać przy tym śmiesznie, bo biegają wszyscy. Biegacze tworzą dość specyficzną społeczność. To ludzie, którzy godzinami potrafią rozprawiać

o treningach, wynikach, diecie, kontuzjach, wymieniać się wrażeniami z poszczególnych biegów i wzajemnie sobie te biegi polecać. A jeżeli mowa o polecaniu… Czy wiesz, Drogi Czytelniku, czym jest Rudawa? Wiesz. Jest wsią w gminie Zabierzów. To jest normalny stan wiedzy zwykłego człowieka. A wiesz, czym jest Rudawa dla biegaczy zarówno z Małopolski, jak i z całej Polski? Otóż Rudawa to ta miejscowość, w której rozgrywany jest Półmaraton Jurajski. Koniec, kropka. Zapewne leży w jakiejś gminie. W jakiej? A jakie to ma znaczenie? Rudawa to Rudawa, to miejsce, w którym w połowie czerwca trzeba być i przebiegnąć jeden z trzech najtrudniejszych półmaratonów rozgrywanych na asfalcie (dwa pozostałe to półmaraton wokół Jeziora Żywieckiego rozgrywany w marcu i również marcowy Półmaraton Ślężański; przy czym na tamtych dwóch z racji pory roku temperatura jest bardziej litościwa i sprzyjająca bieganiu). I właśnie tak to wygląda. Co roku pod naszymi oknami, na naszych gminnych drogach odbywa się najbardziej kultowa impreza biegowa południowej Polski. Co roku z całego kraju zjeżdżają tu biegacze – na ogół z duszą na ramieniu – by zmierzyć się z arcytrudną trasą i na tej trasie nie polec. I to jest trudne. Przyjeżdżając zawsze podkreślają, że trasa, oczywiście, jest trudna (ale i bardzo piękna), ale dla tej organizacji i życzliwości organizatorów warto jechać z bardzo daleka. I wiesz, drogi Czytelniku, co jeszcze podkreślają? Że w Rudawie są wspaniali kibice! I dla tych ludzi, którzy jadą z daleka, nie ma znaczenia, czy ci wspaniali kibice są w Brzezince, Więckowicach, Bolechowicach, Kobylanach czy Karniowicach. To jest półmaraton, który start i metę ma w Rudawie, więc i siłą rzeczy kibice są w Rudawie. Nawet Ci w Kobylanach:) A potem w internetach krążą opowieści o kibicującej grupie z Bolechowic (no dobrze, ja wiem, że z Bolechowic, bo biegłam w tym roku w półmaratonie, dla przyjezdnych to i tak albo będą kibice z Rudawy, albo „z takiej jednej wsi po drodze, przed tym upiornym podbiegiem”), która puściła upiorną rąbankę disco polo, ale za to jak do tego „nóżka podawała”, czy o kibicach, którzy chętnie polewali biegaczy ogrodowymi wężami, wystawiali miednice z wodą do odświeżania czy częstowali wodą lub cukierkami. I wiecie co? Oni nas za to kochają i dlatego między innymi chcą tu wracać. Bo kibice piątki przybijają wszędzie. Ale nie wszędzie w upalny dzień troszczą się o to, by się biegacze nie odwodnili. Nie wszędzie kibicuje, kto żyw, poczynając od dzieciątek na rękach mam i ojców, a kończąc na seniorach rodów siedzących wygodnie w fotelu. I ci biegacze chcą tu wracać i wracają. Zaryzykuję twierdzenie, że żadne działanie promocyjne Gminy nie rozsławia naszej gminy tak, jak ten jeden bieg, na który ludzie z całej Polski (i co roku ze Lwowa) chcą przyjeżdżać. Trudny i wykańczający bieg na wsi. Ale za to na bardzo gościnnej wsi!

Gabriela Kucharska

colorex.jpg