• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp.jpg
  • biga.jpg
  • energoterm.jpg
  • enmax.jpg
  • euroreklama.jpg
  • familia.jpg
  • gasior.jpg
  • goodcar.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • opał.jpg
  • progar.jpg
  • rasterek.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • szumiec.jpg
  • szumiec2.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • elitasc.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • hydrex.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • lowisko.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • stollar.jpg
  • toka.jpg
  • weterynarz.jpg

Numer 11/2016

Z inicjatywy stowarzyszenia Homini et Terrae (łac. człowiekowi i ziemi) realizującego program na rzecz aktywizacji seniorów „DługoWieczni” i we współpracy z Klubem Seniora w Bolechowicach, działa utworzona w ramach KKS Jura Moto Sport sekcja gimnastyczna seniorów. We wrześniu rozpoczynamy trzeci semestr zajęć. Odbywają się one we czwartki w godzinach 18,30 – 20,30 na sali gimnastycznej Szkoły Podstawowej w Bolechowicach. Zajęcia prowadzi Agnieszka Cader, biegaczka i trener, kierownik sekcji biegowej „Zabierzów Biega”, sportowy ambasador gminy Zabierzów. Raz w miesiącu po zajęciach gimnastycznych odbywają się także specjalistyczne treningi rehabilitacyjne prowadzone przez dyplomowanego terapeutę Łukasza Obala, właściciela firmy LUKSMED zajmującej się rehabilitacją z pacjentami indywidualnymi i wykonywaniem zabiegów z fizykoterapii, oraz masaży. Profesjonalnie prowadzone treningi, o rodzaju i intensywności dopasowanej do kondycji uczestników cieszą się dużą popularnością. Bierze w nich udział już ponad 30 pań i jeden mężczyzna. Organizatorzy i ćwiczący składają podziękowania za pomoc organizacyjną dyrektor GZEAS Janinie Wilkosz, dyrektor SCKiPGZ Aleksandrze Małek i dyrektor SP w Bolechowicach Halinie Kodurze. Wszystkich chętnych do ćwiczenia zapraszamy na zajęcia!

Poniżej zamieszczamy terminy zajęć w IV kwartale 2016 roku.

Pierwsza dekada listopada to czas zawieszony pomiędzy Dniem Zadusznym, a Świętem Niepodległości. Czas, który szczególnie skłania do rozmyślań nad przemijaniem i śmiercią z jednej strony, z drugiej zaś nad patriotyzmem i poświęceniem młodego życia dla Ojczyzny. Wszyscy miniemy, odejdziemy; śmierć jest nieodłączną częścią życia, klamrą to życie spinającą. Panią, która nie da się oszukać, której nie da się uciec. Życie zaś każdy z nas ma jedno. Czy mamy prawo ryzykować jego utratę? A jeżeli tak, to w jakich sytuacjach? W Krakowie, z którego pochodzę i w którym mieszkałam przez znakomitą większość mojego życia, na każdym prawie cmentarzu jest kwatera żołnierzy poległych bądź za Polskę, bądź na jej terytorium. Od zawsze uczę swoich synów, że tym ludziom, miejscom ich wiecznego spoczynku należy się szacunek. Dlatego, że szli walczyć w słusznej sprawie, dlatego, że wypełniali to, co uważali za swój obywatelski obowiązek, dlatego w końcu, bo otrzymali taki rozkaz. Wcale nie szli po to, by zginąć. W większości byli młodzi, chcieli żyć. Pewnie myśleli, że śmierć ich nie dosięgnie. Dosięgła. Teraz spoczywają gdzieś na obcej najczęściej ziemi, a ich sprawa bądź zwyciężyła – wtedy chociaż można powiedzieć, że ich ofiara miała sens, albo przebrzmiała, wypaczyła się, odeszła do lamusa. W takim przypadku ich śmierć nie miała cienia sensu. Na cmentarzu w Borku Fałęckim jest kwatera żołnierzy Armii Czerwonej. Na uboczu, za żywopłotem. Spory, jak na tamten cmentarz, teren, a na nim niewysokie betonowe obeliski z czerwoną gwiazdą. Nawet bez nazwiska. Zawsze idziemy tam całą rodziną i palimy tym młodym chłopakom znicze. Zawsze wykorzystuję tę okazję, by po raz kolejny powiedzieć, że ta ideologia przegrała, ale ludzie, którzy tu leżą, których nazwisk nawet nie znamy, zasługują na chwilę zadumy. Z tego chociażby powodu, że zostali wyrwani ze swoich rodzinnych domów, walcząc, zabijając i ginąc, zostawiając po drodze swoich towarzyszy, dotarli tutaj i wcale tego nie chcąc tu właśnie dokonali młodego żywota. Szkoda ich. Tak zwyczajnie szkoda. W tym roku do moich wywodów dodam jeszcze to, że wojna – każda wojna – jest złem. Że wcale nie jest słodko umierać za Ojczyznę. Że prawdziwe bohaterstwo polega na życiu w tym kraju, pracy w nim i dla niego, na stawianiu czoła przeciwnościom, a nie na uciekaniu, czy ginięciu z pieśnią patriotyczną na ustach. Przecież Piłsudski i jego legiony nie po to wywalczyli nam niepodległość, byśmy co jakiś czas rzucali kwiat młodzieży na stos ofiarny. Te wszystkie ckliwe wiersze powstańcze, czy powstałe na ich kanwie piosenki o tym, że „Idę, matko, walczyć za Ojczyznę. Pewnie już nie wrócę, ale nie płacz za mną, bo to jest mój obowiązek.” to jest po prostu demagogia uprawiana przez tych, dla których życie ludzkie nie stanowi zbyt wielkiej wartości, a której ci młodzi ludzie ulegli. W piosenkach żołnierskich nie ma słowa o tym, że wojna to brud, smród krwi, cierpienie, gwałty, przemoc, zabijanie cywilów, pozbawianie ludzi dorobku życia. Nie ma nic o tym, że zabijając zatraca się samego siebie. Nie ma nic o tym, jak ze strachu sika się w spodnie, jak w okopach tapla się w błocie i we własnych ekskrementach. W piosenkach są pąki białych róż, wierzby płaczące, bzy i słodycz umierania za ojczyznę. Jakies smętne pitu pitu, które nie ma nic wspólnego z rzeczywistością. Ok, jestem pozytywistką z przekonania, ale mam takie silne wrażenie, że to jednak pozytywiści mieli rację. Romantycy uciekli sobie na Wielką Emigrację i wracali stamtąd w trumnach. Na koszt narodu. Pozytywiści tutaj, na miejscu, starali się odbudować i zmienić Polskę. I to im się udało. Nie jest sztuką zginąć za ojczyznę. Sztuką jest unikanie wojny. Dlatego, Drodzy Czytelnicy, gdyby nie daj Boże przyszła wojna, niech pierwszymi Waszymi działaniami będzie zamurowanie drzwi i okien i połamanie nóg swoim synom. Żeby nie uciekli walczyć i żeby przeżyli. Po to, by żyć tu i teraz. Mam wrażenie, że teraz, kiedy media atakują nas zewsząd rozbuchanym patriotyzmem podszytym śmiercią za Ojczyznę, ma to szczególne znaczenie. Niech pokolenie naszych wnuków nie musi palić zniczy na anonimowych grobach naszych synów, którzy zginęli gdzieś z dala od domu. Budujmy dobrobyt i zgodę w Ojczyźnie, bo ją mamy i wcale nie musimy o nią walczyć. I nie dajmy się demagogii.

Gabriela Kucharska

Powojenna Europa rozkochała się w skuterach. Przełom lat 40 i 50 przynosi wiele nowych konstrukcji, wśród których królują Lambretty i Vespy. Moda na skutery, choć z kilkuletnim opóźnieniem, dotarła również do Polski. Już na początku lat 50 w Warszawskiej Fabryce Motocykli zaczęto pracować nad projektem Osy, nazywanej później modelem M50.

Historia tego projektu zaczęła się jak zwykle od szeregu prototypów, wśród których znalazły się skutery Żuk, Bąk, Odra 1 i Odra 2. Projektowy wyścig wygrała jednak Osa, której seryjną produkcję rozpoczęto 1959 roku. Miała charakterystyczne, duże koła, których obręcze, niezależnie od odcienia nadwozia, miały kolor kości słoniowej. Konstrukcja została wyposażona w hydrauliczne amortyzatory, co pozwalało bez problemu jeździć zarówno w przestrzeni miejskiej, jak i w dłuższe trasy poza miastem. Znakiem rozpoznawczym Os była głęboka zabudowa kół oraz szerokie owiewki nóg, płynnie przechodzące w podnóżki wyłożone gumą. Zbiornik paliwa ulokowany został pod siedzeniem, do którego dostęp był możliwy po odchyleniu siedziska. Pierwsze egzemplarze malowano na beżowo, później zdecydowano się na kolor wiśniowy i seledynowy. Cena skutera wynosiła 17 tysięcy złotych, podczas gdy model SHL M06U można było kupić za około 12,5 tysiąca złotych. Po mimo takiej rozbieżności cenowej, Osy cieszyły się sporym zainteresowaniem.

Pierwsza wersja skutera M50 miała jednak kilka poważnych defektów. Najbardziej uciążliwym był przegrzewający się silnik, drugą kwestię stanowiło zbyt krótkie siedzisko. Kierowca musiał jechać wtulony w kierownicę, a pasażer siedząc na skraju kanapy.

Wady te usunięto w 1962 roku, gdy polskim skuterem zainteresowali się Indyjscy odbiorcy. Osa M52 dostała mocniejszy silnik, wydłużone siedzisko oraz zamki do schowka, siodła i kierownicy. Dodano również otwory w nadwoziu, by poprawić chłodzenie silnika. Tworzywa sztuczne zastąpiły stal w obudowach reflektora i osłony silnika. Wprowadzone zmiany przyczyniły się do powstania znakomitego skutera, ze względu na rynek zbytu, nazywanego Indyjką. Mirosław Malec – kierowca nr 1 Warszawskiej Fabryki Motocykli, na modelu M52 odnosił duże sukcesy, m. in. wygrywając Puchar Alp w rajdzie Alpenfahrt.

Tak dobrze zapowiadającą się karierę polskich skuterów, kończy nagłe zamknięcie Warszawskiej Fabryki Motocykli w 1965 roku. Przez tych kilka intensywnych lat wyprodukowano 25 tysięcy Os, co sprawia, że z roku na rok stają się one coraz większą gratką dla kolekcjonerów.

Jan Piotrowski

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Mała staruszka Kika mieszka ze swoją rodziną we Wrocławiu. Znalazła u nich schronienie, gdy 3 lata wcześniej pozbyto się jej z hodowli. Poraniona, z przepukliną. Pod dobrą opieką szybko doszła do siebie i przez długi czas jej życie biegło spokojnym torem. Ale życie bywa przewrotne i nie wszystko układa się po naszej myśli. Rodzinie Kiki też się nie ułożyło i gdy mała psina kolejny raz się rozchorowała, zabrakło środków na jej leczenie. Czas mijał, cud nie nadszedł, pieniądze się nie rozmnożyły, a pies nie zdrowiał. Stan zapalny skóry z dnia na dzień się pogłębiał, a pies coraz bardziej cierpiał. Z małych krost podbiegłych ropą robiły się dokuczliwe rany. Zrozpaczeni właściciele zaczęli szukać kogoś, kto weźmie małą Kikę, aby tylko miała zapewnione leczenie.

Chcemy pomóc suczce. I nie chcemy rozdzielać Kiki i jej rodziny. Został umówiony lekarz weterynarii, który przeprowadzi diagnostykę i leczenie, a fundacja obiecała wesprzeć Kikę i zebrać fundusze aby jej pomóc. Prosimy o wsparcie dla tej 14-letniej suczki. Jeśli chcesz, możesz pomóc psiakowi i dokonać darowizny z tytułem „Kika” na konto PKO BP 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350.

Fundacja Centaurus, ul. Borelowskiego 53/2, 51-678 Wrocław www.psy.centaurus.org.pl e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Seniorzy Kochanowa odbyli 1października 2016 autokarową wycieczkę do Wadowic i Kalwarii Zebrzydowskiej pod hasłem „Razem dla Innych wspólnie dla Siebie”. Wycieczka odbyła się z projektu SCKiPGZ „Złota Jesień, złote lata aktywności-konkurs-inicjatyw 2016”.

Wędrówkę z Ojcem Św. rozpoczęliśmy od Wadowic - rodzinnego miasta Papieża, położonego na Pogórzu Wadowickim w sąsiedztwie Beskidu Małego. Zwiedzaliśmy dom, w którym Karol Wojtyła przyszedł na świat, spędził dzieciństwo i młodość. Dom zrobiony jest w formie interaktywnej i przedstawione są tam najważniejsze wydarzenia z życia papieża od narodzin aż do śmierci. Można było zobaczyć tam zabawki z dzieciństwa Papieża, jego szaty, zegar, który wskazywał ostatnią godzinę Jego życia oraz usłyszeć nagrany głos. Zgromadzone tutaj osobiste pamiątki, fotografie, pozwoliły nam lepiej poznać Ojca św. jako człowieka, Jego młodzieńcze zainteresowania, uzmysłowić sobie jak wielkie znaczenie w kształtowaniu Jego osobowości odgrywała religia i nauka. Pobyt w Bazylice Ofiarowania N.M.P. pozwolił nam na chwile zadumy, szczególnie przy chrzcielnicy, gdzie ponad 82 lata temu został ochrzczony Jan Paweł II. Spacerując po wadowickim rynku nie mogliśmy nie skosztować „papieskich kremówek”. Zastanawialiśmy się czy smakują tak samo jak te, o których wspominał Ojciec Św. w czasie pamiętnego spotkania z wiernymi w 1999r. Karol Wojtyła w ciągu swego życia bardzo często pielgrzymował do Kalwarii Zebrzydowskiej i przybył tu również w czasie ostatniej pielgrzymki do Pol-ski na obchody 400-lecia Sanktuarium, które malowniczo jest usytuowane na lesistych wzgórzach, góruje nad miastem. Stąd też roztacza się wspaniała panorama Pogórza Karpackiego i pobliskich pasm beskidzkich. Kalwaria zwana „Polską Jerozolimą” posiada Certyfikat Światowego Dziedzictwa Kultury Materialnej i Naturalnej UNESCO ze względu na wyjątkowe walory architektoniczne, historyczne, kulturowe i religijne, gdzie kultywowane są od wieków słynne Misteria Męki Pańskiej i Wniebowzięcia Matki Boskiej, mocno zakorzenione w kulturze duchowej regionu Małopolski. W sanktuarium przechowywane są pamiątki związane z pobytem Ojca Świętego w tym słynna papieska, złota róża zdobiąca Obraz Matki Boskiej Kalwaryjskiej, Klasztor Bernardynów i wybudowane Sanktuarium ze słynnymi „Kalwaryjskimi Dróżkami” na wzór Jerozolimy, obecnie jedno z najsłynniejszych miejsc kultu religijnego w Polsce. Sołtys i Pani Alina Wyka, przewodnicząca seniorów sołectwa Kochanów pragną podziękować Pani Katarzynie Koźbiał za napisanie projektu „Razem dla Innych wspólnie dla Siebie” i za sponsorowanie smacznych kremówek wadowickich.

Tekst i zdjęcia: Mariusz Koźbiał

Rozmowa z wicemarszałkiem Województwa Małopolskiego, Wojciechem Kozakiem, członkiem zarządu Województwa Małopolskiego, właściwym do spraw m.in. ochrony środowiska.

Redakcja: Panie Marszałku zainspirowała nas debata, która odbyła się 4 października w Myślenicach, a która poświęcona była Programowi Ograniczenia Niskiej Emisji oraz innym działaniom, zmierzającym do poprawy jakości powietrza w naszym regionie. Jako stowarzyszenie Homini et Terrae ( łac. „Człowiekowi i Ziemi”) od dłuższego czasu poruszamy na łamach „Gońca Zabierzowskiego” temat smogu na terenie naszej gminy. Przypominamy też mieszkańcom Krakowa o tym, iż zachodnie wiatry transportują zanieczyszczenia powietrza z terenu m.in. naszej gminy do Krakowa. Jesteśmy w kontakcie z Andrzejem Gułą z Krakowskiego Alarmu Smogowego, staramy się inicjować na naszym terenie działania proekologiczne. Jesteśmy pomysłodawcami akcji społecznej „Smog nasz codzienny – zabija powoli”, która ma zmieniać mentalność ludzi, kształtować postawę proekologiczną, uświadamiać to, że paląc odpadami czy złej jakości węglem trujemy siebie i sąsiadów.

9 października 2016r. sala widowiskowa Centrum Kultury w Zabierzowie wypełniona została po brzegi miejscowymi seniorami, którzy przybyli na swoje święto na zaproszenie Klubu Seniora „Złota Jesień”, Sołtysa i Rady Sołeckiej oraz Samorządowego Centrum Kultury i Promocji Gminy Zabierzów, aby już po raz jedenasty obchodzić swoje doroczne święto. Impreza ta poprzedzona była Mszą Św. w intencji seniorów odprawioną w Kościele Parafialnym w Zabierzowie. Uroczyste spotkanie otworzyła Agnieszka Mleczko – koordynator d.s. aktywizacji seniorów, która w serdecznych słowach powitała seniorów, jak również zaproszonych gości, m.in. członków Rady Gminy – Jerzego Kowalika, Edmunda Dąbrowę i Edwarda Rogóża, członka Rady Powiatu – Alicję Wójcik, księdza proboszcza Krzysztofa Burdaka i księdza prałata Stanisława Maślankę, dyrektora Jurajskiej Izby Gospodarczej Andrzeja Bukowczana, Krystynę Kruk, Krystynę Pietras, przedstawicieli DPS-ów z Karniowic i Więckowic, a także delegację z Klubu Seniora „Pod Złotym Dębem” z Witkowic w gminie Kęty. W tym szczególnym dniu życzenia jeszcze długich lat życia w dobrym zdrowiu, pogody ducha, szacunku i uznania ze strony bliskich, kierowane były do seniorów przez księdza proboszcza Krzysztofa Burdaka, dyrektora SCKiPGZ Aleksandrę Małek i przewodniczącą Rady Sołeckiej Janinę Wilkosz.

Również zwracano uwagę na fakt, że ludzie starsi są skarbnicą życiowej mądrości, z której mogą czerpać młodsze pokolenia. Następnie Przewodnicząca Klubu Seniora „Złota Jesień” Barbara Golińska, w swojej wypowiedzi stwierdziła, że jakkolwiek świętowanie to przypada na szare jesienne dni, to jednak jesień życia seniorów może być piękna i kolorowa, o czym świadczy aktywność członków Klubu Seniora „Złota Jesień”, gdyż w Klubie można w ciekawy sposób zagospodarować swój wolny czas, poprzez rozwijanie swoich czasem ukrytych pasji i zdolności. Wzmożona aktywność powoduje bowiem to, że na własnych barkach seniorzy nie czują ciężaru swoich przeżytych już lat, lecz wierzą w to, że wiele dobrego jest jeszcze przed nimi. Przewodnicząca podziękowała wszystkim tym, dzięki którym Klub Seniora „Złota Jesień” może rozwijać swoją działalność i którzy w różnych formach wspierają poczynania Klubu. Kolejnym punktem programu był występ Zespołu Teatralno-Satyrycznego tegoż klubu, który zaśpiewał trzy piosenki, z których pierwsza opiewała piękno zabierzowskiej przyrody, druga gloryfikowała emerycki stan a trzecia zachęcała zebranych seniorów do wstąpienia w klubowe szeregi. Po występie wokalnym została zaprezentowana scenka humorystyczna p.t. „Wiedzą sąsiedzi, na czym kto siedzi”, która została żywiołowo przyjęta przez publiczność. W drugiej części tego święta były tańce aż do utraty tchu przy wspaniałej muzyce Zespołu „Secret Band” z Michałowic. Ogólnie rzecz biorąc tańce mogłyby trwać do białego rana, bo muzyka, atmosfera i kondycja seniorów były wyśmienite, a i na stołach było co przekąsić, aby uzupełnić zużytą w tańcu energię. Ale co dobre, to się szybko kończy, więc i my musieliśmy zakończyć te seniorskie szaleństwa.

Barbara Golińska

30 września 2016r. w Sękowej (powiat gorlicki) odbyła się uroczysta gala wręczenia nagród w plebiscycie Wielkie Odkrywanie Małopolski. Bardzo nam miło poinformować, że w kategorii „Wydarzenie” wyróżnienie otrzymała Rodzinna Rowerowa Familiada w Dolinie Będkowskiej! Dziękujemy wszystkim za głosy oddane na naszą imprezę!

Bieg drogą św. Jakuba

Agnieszka Cader w ramach rozgrzewki, dzień przed Biegiem po Dolince startuje w Biegu drogą św. Jakuba w Więcławicach. Wybiera trasę 12,5 km i po 48.53 stawia się na mecie jako: Open -7 msc, Kobiety - 2 msc, K30 - 1 miejsce! Gratulacje i pozdrawiamy!

Strzał w dziesiątkę na X Eko Biegu po Dolinie Będkowskiej!

18 września w niedzielę pod Sokolicą odbyła się impreza, której kluczowym elementem był bieg przez Dolinę Będkowską. Trasa uległa skróceniu w stosunku do poprzedniego roku do ok. 6 km. Podczas tego dnia organizatorzy – czyli Jura Moto Sport – zapewnili starty biegowe także dla najmłodszych biegaczy oraz wiele ciekawych imprez okolicznościowych. Działo się dużo. Jak zwykle, mimo kameralnego charakteru organizacja imprezy była na najwyższym poziomie.

Chyba nie muszę komentować tego, że biegacze Zabierzów Biega stawili się licznie i w mocnej formie na te zawody. W pierwszej dziesiątce szóstka to ekipa Zabierzów Biega, a w całych zawodach 34 biegaczy na prawie setkę startujących. Poniżej przedstawiam wyniki ekipy. Janusz Bzukała najszybszy z teamu, w „open” drugi! Tuż za nim Mariusz Dziedzic na trzeciej pozycji. Tempa pilnowała „szefowa” Agnieszka Cader – pierwsza kobieta – czwarta w „open”. Dziękujemy wszystkim za przybycie, gratulujemy pięknego startu! 2 msc. Bzukała Janusz 24.35, 3 msc. Dziedzic Mariusz 24.37, 4 msc. Cader Agnieszka 25.48 (K-1), 7 msc. Zawalski Maciej 26.26, 8 msc. Moń Bartosz 26.54, 9 msc. Mossoczy Zbigniew 26.55, 15 msc. Okrutniak Sławomir 27.43, 16 msc. Moląg Mateusz 27.50, 19 msc. Próchniewicz Krzysztof 29.00, 21 msc. Cader Jacek 29.16, 23 msc. Mazur Marcin 29.40, 24 msc. Wąsikowski Marcin 29.40, 26 msc. Gałczyk Piotr 30.13, 27 msc. Krzysztof Kordys 30.25, 37 msc. Lenartowicz Magdalena 32.21, 43 msc. Apostolski Łukasz 33.01, 44 msc. Dymek Józef 33.32, 46 msc. Kulka Monika 33.38, 47 msc. Pietruszka Józef 34.01, 51 msc. Sendor Paweł 35.15, 54 msc. Wąchol Agata 36.00, 56 msc. Ciońćka Roman 36.14, 57 msc. Dudek Darek 36.21, 60 msc. Dudek Marta 36.45, 61 msc. Dudek Ola 37.00, 66 msc. Macura Barbara 37.23, 67 msc. Miler Lidia 37.23, 70 msc. Jarema Grzegorz 37.42, 71 msc. Gaudyn Magdalena 37.45, 78 msc. Jarema Beata 40.14, 85 msc. Gauczyk Kacper 41.48, 86 msc. Gauczyk Barbara 41.48, 92 msc. Misiarz Józef 55.07, 95 msc. Kucharska Gabriela 56.29, 96 msc Jerzy Kucharski 56.29. Polecamy relację pani Gabrieli Kucharskiej http://www.maratonypolskie.pl/mp_index.php… PS.: Piękne zdjęcia pożyczone ze strony maratonypolskie autorstwa Państwa Kucharskich – dziękujemy!

„Sen o Warszawie” - 38 Maraton Warszawski

Klasyk jakich w Polsce mało, czyli jeden z najstarszych maratonów w naszym kraju. Piękny dzień, idealne warunki pogodowe. Start na Krakowskim Przedmieściu, nowa trasa przecinająca prawie całą Warszawę. Zaliczyliśmy Łazienki i dwukrotnie przebiegaliśmy nad Wisłą. Nie da się w skrócie opowiedzieć tego co przeżyliśmy. Taki start to więcej niż tylko maraton. No i oczywiście ten „królewski” dystans 42,195m, dające każdemu w kość niezależnie od czasu w jakim go przebędzie. Nasza ekipa Zabierzów Biega zakwaterowała się na wiślanej barce rzecznej, aby spędzić uroczy weekend w Warszawie. Kulminacją był start 25.09 o godzinie 9.00. Na mecie pojawialiśmy się kolejno: 373 msc. Maciej Niwiński 3:13.15, 1006 msc. Sarnek Jarosław 3:32.18, 1412 msc. Gajewski Krzysztof 3:40.25, 2796 msc. Jacek Zięba 4:00.35 4992 msc. Agnieszka Martyna 4:48.55. Dla Krzyśka był to efektowny finisz korony maratonów polskich w rekordowym tempie (Poznań 10.2015, Dębno 04.2016, Kraków 5.2016, Wrocław 09.2016+ Warszawa 09.2016!!!). Wielkie brawa za odporność i determinację! Gratulujemy wszystkim i pozdrawiamy!

II Gorlicki Bieg Górski

„Tres amigos” z Zabierzów Biega zaliczyło solidny bieg górski, kwalifikujący się do „ultra”, czyli dłuższą wersję - 43 km. Na mecie pojawiali się: 29 msc. Kordys Krzysztof 4:47.01, 36 msc. Magdalena Lenartowicz 5:06.50, 49 msc. Lidia Miler 6:29.39. Wielkie gratulacje za solidny wysiłek! PS.: Piękne zdjęcia Wiktor Bubniak!

Chechło Run 2016

Nie zabrakło nas także w Chechło Run. Na dystansie 10 km startowali: 10 msc. Agnieszka Cader 38.34 (Pierwsza kobieta!!! - K-1msc.), 193 msc. Józef Pietruszka 51.34. Gratulacje za piękne wyniki i kolejne zwycięstwo „szefowej”!

10 Bieg Trzech Kopców

W niedzielę odbyła się kolejna , już dziesiąta edycja tego urozmaiconego biegu. Trasa wiedzie przez ciekawe okolice Krakowa przez 13 kilometrów na których znajdziecie wszystko - szalony zbieg, bulwary wiślane, konkretne podbiegi, wszystko o czym zamarzymy. W efekcie końcowym jest to dosyć trudny bieg z finiszem na podbiegu. Na tej imprezie świetnie zaprezentowała się nasza grupa biegowa: 26 msc. Cader Agnieszka (K-5, K30-1msc.) 51.24, 33 msc. Bzukała Janusz (M40-2msc.) 52.15, 159 msc. Okrutniak Sławomir 58.40, 257 msc. Próchniewicz Krzysztof (M60 -2msc.) 1:01.00 374 msc. Moląg Mateusz 1:03.11, 509 msc. Kozera Bartłomiej 1:05.09, 532 msc. Sarnek Jarosław 1:05.29, 653 msc. Potęga Izabela 1:06.50, 904 msc. Pietruszka Józef 1:10.17, 953 msc. Zięba Jacek 1:10.55, 1561 msc. Kucharzyk Łukasz 1:19.23, 1700 msc. Dudek Marta 1:21.27, 1806 msc. Dudek Darek 1:23.04, 1867 msc. Lipniacki Paweł 1:24.19, 1947 msc. Rewicki Paweł 1:26.04, 2228 msc. Lipniacka Jolanta 1:36.36.

Gratulacje świetnych wyników i zaliczenia solidnego startu w tym krakowskim klasyku!

Maciej Niwiński

alsal.jpg