• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp.jpg
  • biga.jpg
  • energoterm.jpg
  • enmax.jpg
  • euroreklama.jpg
  • familia.jpg
  • gasior.jpg
  • goodcar.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • opał.jpg
  • progar.jpg
  • rasterek.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • szumiec.jpg
  • szumiec2.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • elitasc.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • hydrex.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • lowisko.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • stollar.jpg
  • toka.jpg
  • weterynarz.jpg

Numer 09/2016

W połowie sierpnia panie z Grupy Rękodzielniczej przy Bibliotece Publicznej w Rudawie zorganizowały wyjazd do Koniakowa w gminie Istebna. To tutaj od 14 lat odbywają się Dni Koronki Koniakowskiej. Koniakowskie święto koronki po Cepeliadzie w Krakowie staje się tak, jak festiwal koronki klockowej w Bobowej, najbardziej znanym pokazem sztuki i rękodzieła ludowego na południu Polski. Nie używa się tu jednak słowa ”szydełkowanie”, zawsze mówi się „heklowanie”. Na ulicy w Koniakowie słyszy się: uheklowałam serwetkę. Wyroby koniakowskich koronczarek znane są daleko poza Polską, charakteryzują je roślinne wzory w elementach wykonanych osobno i następnie łączonych. Ten sposób szydełkowania widoczny jest w każdym wyrobie – serwetce, biżuterii, w strojach, a nawet… w bieliźnie. Mieliśmy okazję zobaczyć to w Chacie na Szańcach - galerii, w której gościł nas Tadeusz Rucki, twórca, który o koronkach wie wszystko i opowiada, jak nikt inny. Na nasze pytanie, czy można kupić wzory koniakowskie? - rozkłada ręce i mówi: „wszystkie są w głowach, chyba, że weźmiecie jakom głowę?”. Heklujące koronczarki uczą w czasie trwających dni koronki przy głównej ulicy. Przy rozstawionych co kilkadziesiąt metrów stołach, na ławeczkach można przysiąść, przyglądać się i spróbować pod okiem tutejszej rękodzielniczki. Od tego roku uwagę turystów przyciąga wielki mural, podobny do tego w Bobowej – tutaj wymalowana na ścianie budynku serweta koniakowska. Sławy mieszkańcom Koniakowa przysporzyła wcześniej inna serweta, którą oglądaliśmy w tutejszej szkole. Wpisana do księgi Guinnessa, jest największa na świecie. Pracowało przy niej przez pięć miesięcy pięć koronczarek, a efekt zadziwia: 5metrów średnicy, stąd można zaprezentować to dzieło tylko w sali gimnastycznej, bo tu ściany odpowiednio wysokie. Zadziwia nie tylko to. Na pokazie mody okazuje się, że można uheklować spodnie, sukienkę, bluzkę, bieliznę i strój, co wygląda oryginalnie i pięknie. Każdego roku można uczestniczyć tu w „Dniach Koronki” również w koncertach i innych towarzyszących wydarzeniach. Koniaków to niewielka wieś, ale wspaniały przykład trwania tradycji i rozwijania rękodzieła, o czym przekonają się wszyscy, którzy odwiedzą to miejsce.

Byliśmy także wśród zwiedzających na krakowskim rynku, bo tu przez kilkanaście dni sierpnia odbywały się 40 Jubileuszowe Międzynarodowe Targi Sztuki Ludowej. Wśród 800 twórców, rękodzielników swoje stoisko miała p. Jadwiga Węgorek znana i u nas z pięknej koronki klockowej twórczyni ludowa / wystawa w Bibliotece Publicznej w Rudawie/. Przy tym właśnie stoisku można było zobaczyć też przy warsztacie koronki wykonane przez Beatę Jarema członkinię naszej grupy i uczennicę J. Węgorek. Cieszy nas, że Beata posiada już takie umiejętności, które można pokazywać na prezentacjach o tak wysokiej renomie. Na targach oglądają sztukę ludową krakowianie i mieszkańcy innych rejonów Polski, a zachwycają się nią zwłaszcza zagraniczni turyści.

Barbara Baranowska

Piosenka zespołu Arka Noego z wielką wiarą mówi, że tak. A jak jest w istocie? Czym święty różni się od zwykłych ludzi? Czy można go, ot tak, ropoznać? Czy otacza go nimb świętości, aureola, nieziemskie światło? Nie wiem. Ale myślę, że najstarsi parafianie rudawskiej parafii mogliby na to pytanie odpowiedzieć. W 1931 roku w naszym parafialnym kościele odprawił swoją mszę prymicyjną ksiądz Władysław Bukowiński, syn zarządcy majątku Pisarskich w Pisarach. To był i jego kościół parafialny. Co prawda Władysław urodził się w Berdyczowie w okręgu kijowskim, ale później jego rodzice wraz z rodziną przyjechali do Polski, a jego ojciec tu podjął pracę. Młody Władysław pomieszkiwał u rodziców w okresie swoich krakowskich studiów. Najpierw ukończył na Uniwersytecie Jagiellońskim prawo, a następnie teologię. Oczywiście jako student seminarium duchownego musiał mieszkać na jego terenie, ale wcześniej, jako student prawa, miał swobodę w kwestii miejsca zamieszkania. Miejmy świadomość, że to wszystko działo się w innym świecie. W świecie, w którym nie dojeżdżało się codziennie na uczelnię do Krakowa, bo to blisko. Pisary w tamtym świecie były dość daleko od Krakowa, więc i młody Władysław jedynie tu bywał czy pomieszkiwał w czasie wakacji, a nie mieszkał na stałe. Jednak swoją pierwszą mszę odprawił właśnie tu, w swojej parafii. Potem pojechał do Rabki, następnie do Suchej Beskidzkiej. Był księdzem jakich wielu. No, może trochę lepiej wykształconym. W 1936 roku wyjechał do Łucka na Wołyniu. Na tym Wołyniu! Był wykładowcą katechetyki i socjologii w Wyższym Seminarium Duchownym w Łucku. Był też generalnym sekretarzem Diecezjalnego Instytutu Akcji Katolickiej, dyrektorem Wyższego Instytutu Wiedzy Religijnej i zastępcą redaktora „Życia Katolickiego”. Cały ten czas uczył religii w szkołach. Na Wołyniu pracował do 1945 roku, kiedy to został aresztowany i zesłany do łagru. Wyrok był surowy – 10 lat pracy w łagrze. Ksiądz pojechał we wskazane miejsce, pracował w obozie przy kopalni miedzi. Można powiedzieć, że spotkał go typowy los zesłańca. A jednak różnica była spora, bo przez cały czas zesłania prowadził regularną, choć mocno zakonspirowaną, działalność duszpasterską. Chodził do wiernych potrzebujących kapłana, udzielał sakramentów (w Związku Radzieckim, który zwalczał religię jak tylko mógł!), był tam, gdzie go potrzebowano. W ukryciu, ale zawsze dostępny dla potrzebujących. Wśród zesłańców słynął ze skromności i czegoś, co dziś nazwalibyśmy dyspozycyjnością. Szedł tam, gdzie go potrzebowano; czasem były to dziesiątki kilometrów. Odprawiał msze w domach, chrzcił, błogosławił małżeństwa, udzielał sakramentu pierwszej komunii, spowiadał. Dzielił sie tym, co miał. Wykonywał zwykłą pracę duszpasterską. Tyle, że okoliczności jej wykonywania nie były zwykłe. Po blisko dziesięciu latach zwolniono go z łagru i nakazano zamieszkać w Karagandzie, stolicy Kazachstanu. Ksiądz zamieszkał. A potem dostał szansę skorzystania z repatriacji i powrotu do Polski. Był tu trzykrotnie, przyjechał do Krakowa, ale... Uznał, że jego miejsce jest tam, na nieludzkiej ziemi, wśród ludzi, którzy potrzebują księdza. Dobrowolnie wrócił do Karagandy i znów był duszpasterzem dla tych, dla których był jedynym gwarantem życia sakramentalnego. Dwa lata później znów go uwięziono, tym razem na trzy lata. Przebywał w obozie pracy i obozie dla „religiozników”. Po odbyciu kary wrócił do Karagandy. Wciąż wykonywał nielegalną pracę duszpasterską, oficjalnie pracując jako nocny stróż. Łącznie przez dwadzieścia lat pracował w Kazachstanie, sprawując jednocześnie opiekę duszpasterską nad wiernymi różnych narodowości, wyjeżdżając do odległych miast, wsi i posiółków całej sowieckiej Azji Środkowej. Jednocześnie cały czas pisał pamiętniki z łagrów i zesłania. Umarł i został pochowany w katedrze w Karagandzie. Tej, która była jednym z dzieł jego życia. Którą zbudował wraz z wiernymi najpierw jako drewniany barak, a która dziś jest wspaniałą świątynią. 11 września w Karagandzie zostnie ogłoszony błogosławionym. Czy coś to zapowiadało? Czy w młodym studencie UJ ktoś widział przyszłego błogosławionego? A czy każdy zgodnie z głosem swojego powołania potrafiłby dobrowolnie skazać się na niewygody, ryzyko (trzykrotnie spełnione) więzienia, zesłania i nędzy po to, żeby być wśród tych, którzy go potrzebują? Był misjonarzem Karagandy i za chwilę zostanie jej pierwszym błogosławionym. Ksiądz Władysław Bukowiński. Nasz!

Gabriela Kucharska

Wszyscy fani motocykli marki Junak wiedzą, że te piękne maszyny wyjechały na polskie drogi z linii produkcyjnych Szczecińskiej Fabryki Motocykli. Święciły swoje największe triumfy w drugiej połowie lat pięćdziesiątych i na początku lat sześćdziesiątych. Były to piękne, klasyczne, ciężkie motocykle, które niestety, z czasem zaczęły wypierać coraz bardziej dostępne samochody. Alternatywą dla stosunkowo drogiego Junaka miał być nowoczesny model M14 – ISKRA.

Mamy rok 1961, ruszają prace konstrukcyjne nowego motocyklu, który miał być kolejnym ciężkim pojazdem. Projekt zachwyca nowoczesnością nadwozia, które powstaje we współpracy z warszawskim Instytutem Wzornictwa Przemysłowego. Iskra prawie całkowicie różni się od Junaka. Większa część motocykla jest zabudowana, by stylistyką upodabniała się do modnych wówczas skuterów. Przód pojazdu zdobi duży okrągły reflektor, przednia część nadwozia jest mocno wysunięta, porywa przedni błotnik. Całość, wraz z obudową baku i siedziskiem, tworzy jedną linię pojazdu. Założenia – nowoczesny motor turystyczny, prędkość maksymalna 140 km/h.

Konstruktorzy mają jednak problemy z jednostka napędową. Projektem i konstrukcją prototypu zajęły się łódzkie Zakłady Sprzętu Motoryzacyjnego. Projekt był bardzo nowatorski, wykorzystywał liczne rozwiązania stosowane w silnikach produkowanych w Europie zachodniej i Japonii. Dwa prototypy zostały złożone w 1964 roku, jednak nie doczekały się nawet fazy testowej. Miało to związek z decyzją o zaprzestaniu produkcji motocykli w Szczecińskiej Fabryce Motocykli; w 1965 roku z jej linii produkcyjnych zjechały ostatnie pojazdy. Światło dzienne ujrzały więc tylko trzy egzemplarze ISKRY, w tym dwa z silnikiem z motocyklu MZ i jeden z atrapą łódzkiego silnika, który zobaczyć można w Muzeum Techniki i Komunikacji Zajezdnia Sztuki w Szczecinie.

Jan Piotrowski

Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Źródła:

http://muzeumtechniki.eu/wystawy-aktualne/stale/szczecinskamotoryzacja-w-latach-1954-1967/ - odczyt: 2016 08 09 https://pl.wikipedia.org/wiki/SFM_M14_Iskra odczyt: 2016 08 09

Andrzej Bukowczan: Pani Agnieszko jest Pani kolejną, po Elżbiecie Mazur i Annie Domagała, osobą zajmującą się sprawami zabierzowskich seniorów z ramienia Urzędu Gminy. Jak wygląda sytuacja aktywizacji osób starszych z Pani punktu widzenia?

Agnieszka Mleczko: Od wiosny b.r. z inicjatywy p. Elżbiety Burtan - wójta Gminy Zabierzów oraz p. Elżbiety Mazur - kierownika Gminnej Biblioteki Publicznej w Zabierzowie, w naszej gminie istnieje stanowisko koordynatora ds. aktywizacji osób starszych. Seniorzy w naszej gminie zawsze zajmowali istotne miejsce, jednak w tym momencie aktywizacja nabrała zdecydowanego rozpędu. Obecnie możemy się poszczycić Klubami Seniora w 20 miejscowościach naszej gminy tj. w Balicach, Bolechowicach, Brzeziu, Brzezince, Brzoskwini, Burowie, Karniowicach, Kleszczowie, Kobylanach, Kochanowie, Młynce, Niegoszowicach, Nielepicach, Pisarach, Radwanowicach, Rudawie, Szczyglicach, Ujeździe, Zabierzowie oraz Zelkowie. W Aleksandrowicach oraz Więckowicach działają Świetlice Środowiskowe, które również organizują cykliczne spotkania dla seniorów. Natomiast w Rząsce raz w tygodniu odbywa się gimnastyka dla seniorów. Średnio każdy z klubów liczy ok 30 osób. Do klubu może należeć każdy, kto czuje się seniorem. Nie ma żadnych ograniczeń wiekowych.

A.B.: Czym zajmują się seniorzy w klubach?

A.M.: Seniorzy z poszczególnych sołectw mają możliwość korzystania z warsztatów rękodzielniczych (decoupage, dekorowanie na szkle, koronczarstwo, malowanie na płótnie, tworzenie stroików świątecznych, tworzenie mydełek), kursu pierwszej pomocy, warsztatów podstaw obsługi komputerów. Ogromną popularnością cieszą się również zajęcia z nordic walkingu oraz gimnastyki rehabilitacyjnej. Wszystkie warsztaty skierowane do seniorów są w pełni finansowane przez Centrum Kultury. Do początku sierpnia b.r. odbyło się około 200 spotkań seniorów z koordynatorem.

A.B.: Obserwujemy Pani aktywność i jest ona imponująca. Także nasza grupa seniorów ćwicząca w Bolechowicach gimnastykę, otrzymała wsparcie w pokryciu opłat za salę z SCKiPGZ.

A.M.: Obecnie trwa realizacja II edycji Konkursu Inicjatyw “Złota Jesień, złote lata aktywności”, który został zorganizowany przez Samorządowe Centrum Kultury i Promocji Gminy Zabierzów w porozumieniu z wójtem Gminy Zabierzów. Konkurs ten jest skierowany do Klubów Seniora oraz sołectw Gminy Zabierzów. Każdy z wnioskodawców mógł otrzymać do 2 000 zł na działalność prosenioralną. Wśród ubiegłorocznych pomysłów, podczas I edycji konkursu dominowały pomysły na wycieczki, dzięki czemu byliśmy w muzeach, teatrach, zwiedziliśmy sporą część Polski, a nawet fragment świata poza granicami naszej ojczyzny. Na drugiej pozycji popularności uplasował się zakup strojów (przeważnie ludowych) służący pielęgnowaniu tradycji oraz promowaniu zarówno klubów, sołectw, jak i całej gminy. Nie zabrakło także pomysłu na zakup mikrofonów, czy najzwyczajniej w świecie na bieżące potrzebny klubu. Wnioskodawcy mają czas do grudnia na wykorzystanie pozyskanych środków, dlatego dopiero wtedy będę mogła przedstawić proponowane przez wnioskodawców pomysły.

A.B.: Organizujecie także spotkania okresowe.

A.M.: Tradycją stały się spotkania kwartalne organizowane od wiosny 2015 roku. Teraz przygotowujemy się do VI Spotkania Kwartalnego Seniorów, które odbędzie się 4 września o godz. 15:00 na Rynku w Zabierzowie. Wyjątkowo będzie ono połączone z Narodowym Czytaniem Quo Vadis. Poprzednie spotkania odbywały się w budynku SCKiPGZ. Poza podsumowaniem oraz przedstawieniem planu na najbliższy kwartał, seniorzy mieli możliwość zaprezentować się scenicznie. Występy były bardzo urozmaicone. Razem z klubami z Bolechowic, Brzezinki i Rudawy mogliśmy śpiewać chwytające za serce i zachęcające do tańca utwory. Seniorzy z Kobylan poza występem wokalnym przyjechali z półtorametrowym ciastem oraz innymi domowymi wyrobami. Pani Weronika i Jan Klapik (Klub Seniora “Radość” z Karniowic) zaskoczyli nas własnoręcznie wykonanymi laleczkami epokowymi. Podobnie Klub Seniora z Pisar, który przyjechał do Zabierzowa z obrazami impresjonistycznymi autorstwa Grażyny Samek. Rękodzielniczych inspiracji dopełniły: Klub Seniora z Radwanowic, Rudawy oraz Koronczarki z Rudawy. Specjalnie na to spotkanie przygotowali oni pokaz koronek i haftów. Klub Seniora „Złota jesień” z Zabierzowa zaskoczył nas dziełami sztuki carvingu. Tuż po gromkich brawach, na scenie pojawiła się p. Janina Iwat (przewodnicząca Klubu Seniora z Kleszczowa), która w zgrabny i humorystyczny sposób zadeklamowała wiersze własnego autorstwa.

A.B.: Współpracowaliśmy przy okazji organizowanych przez nas I i II Forum Srebrnej Gospodarki. Udział seniorów z Zabierzowa był widoczny.

A.M.: Nie sposób zapomnieć o konferencjach, w których wzięliśmy udział. Były to m. in. Wspomniane przez Pana Forum Gospodarki Srebrnego Wieku, którego III edycja jest zaplanowana na 10 października. Oczywiście również nas wtedy nie zabraknie. Ponadto by-liśmy obecni na konferencji DługoWieczni, Kongresie Forum III Wieku, Seniorzy Aktywni Lokalnie, IV Małopolskim Forum Seniorów, Kongresie Rad Seniorów oraz Seminarium organizowanym przez Urząd Miasta Krakowa dotyczącym polityki senioralnej i tworzenia rad seniorów. Dzięki Barbarze Golińskiej nie zabrakło nas na IX Plebiscycie “Poza Stereotypem - Senior roku 2014” podczas którego, przewodnicząca Klubu Seniora “Złota Jesień” w Zabierzowie została uroczyście uhonorowana nominacją do nagrody głównej. Ponadto, dzięki kilku seniorom naszej Gminy zostaliśmy zaproszeni na finał konkursu “Opowiedz nam swoją historię” - zorganizowanego przez Stowarzyszenie Manko i Głos Seniora. Od początku tego roku posiadamy karty seniora edycję zabierzowską, które przekazywane są wszystkim zainteresowanym seniorom powyżej 60 roku życia.

A.B.: Cieszymy się z tych dokonań i prosimy nie zapominanać o współpracy z działającymi na terenie naszej gminy organizacjami pozarządowymi, mającymi statutowo sprawy seniorów na sercu.

A.M.: Stowarzyszenie Homini et Terrae i Jurajska Izba Gospodarcza to nasi naturalni partnerzy. Należy również dodać, iż nawiązaliśmy współpracę z Gminnym Ośrodkiem Pomocy Społecznej w Zabierzowie, Stowarzyszeniem Manko, Stowarzyszeniem Mila, miesięcznikiem Głos Seniora oraz Stowarzyszeniem Lajkonik. Aktywnie bierzemy udział w wielu działaniach tych organizacji.

A.B.: Słyszałem o Waszych wycieczkach integracyjnych.

A.M.: Moją dodatkową działalnością jest organizowanie wycieczek dla seniorów. Wielokrotnie byliśmy w krakowskich teatrach podziwiając m. in. sztuki: “Chory z urojenia”, “Arszenik i stare koronki”, “Wychowanka”, “Bracia Dalcz i s-ka”, “Ballada o Nowej Hucie”, “Tartuffe albo szalbierz”. Nie jest nam obca również Opera Krakowska ani Operetka Kijowska. Zainteresowani seniorzy wybrali się na koncerty Edyty Geppert, Ireny Santor, a także koncert Zespołu Pieśni i Tańca AGH “Krakus”. Średnio raz na kwartał wyjeżdżamy na gorące źródła. Najbliższy wyjazd zaplanowany jest na 1 października. W pierwszy weekend sierpnia odwiedziliśmy Białkę Tatrzańską. Był to nasz pierwszy dwudniowy wyjazd. Spotkał się on z ogromnym entuzjazmem. Dlatego już teraz przygotowuję również dwudniową wycieczkę, ale do Wrocławia. Wstępnie nastawiamy się na połowę listopada. Zachęcam bardzo gorąco do zapisów.

A.B.: Dziękujemy za rozmowę, życzymy konsekwencji w dalszych działaniach na rzecz seniorów. Będziemy tym działaniom kibicować i wspierać je medialnie.

Start w RIO2016 naszej zawodniczki Kariny Lipiarskiej-Pałki przeszedł już do historii. Pod względem sportowym rezultat nie zadawala trenera klubowego, pod względem doznań zawodniczki na pewno spełnił jej ukryte marzenia. Udział w tak znaczącej imprezie, odbywającej się raz na cztery lata, dla każdego sportowca jest wielkim przeżyciem. Ostatecznie Karina znalazła się w gronie zawodniczek zajmujących 33 miejsce zdobywając w pojedynku z reprezentantką Turcji ANAGOZ Yasemin 5 pkt / przegrana wynikiem 5:6 po barażu 6:9/, a to w tym gronie udało się jeszcze tylko jednej zawodniczce. W ocenie trenera klubowego – Aleksandra Jabłońskiego – stać było Karinę na lepszy wynik.

Klub Seniora w Zabierzowie istnieje już 17 lat. Powstał w 1999 roku z inicjatywy, dziś już nie żyjącego Stefana Łęskiego, I-szego przewodniczącego Klubu, oraz kilku członków założycieli, z których do dziś działają w Klubie: Bolesław Filo – długoletni v-ce przewodniczący Klubu, Amalia Szelowska – skarbnik, Maria Korzonek – członek Klubu. Aktualnie Klub Seniora liczy 45 członków. W marcu 2002 r. funkcję przewodniczącej Klubu powierzono Barbarze Golińskiej, którą to funkcję sprawuje po dzień dzisiejszy.

A było to tak... Któregoś dnia telefon z kliniki, że przyprowadzono sznaucera do uśpienia. Właściciele nie chcą psa, bo nie da się z nim wytrzymać w domu. Parys bardzo śmierdzi martwiczym zapachem z pyska. Weterynarz zaproponował, aby chociaż spróbowali antybiotykoterapii za kilkadziesiąt złotych, ale „dobry pan” nie był zainteresowany. Ponoć pół roku przygotowywali się do eutanazji, więc skoro są gotowi, nie będą zmieniali decyzji. Ponoć pies robi pod siebie, śmierdzi mu z pyska, jest uciążliwy, leczyć nie będą. Podpisali zrzeczenie psa i poszli... , a Parysa wzięliśmy my. Szkoda, że przez te pół roku zamiast rozważać zabicie psa, nie udali się do lekarza, który by Parysowi pomógł. Parys pod siebie nie robi, ma dobry apetyt. Faktycznie śmierdzi mu z pyska niemożliwie, wymaga diagnostyki i wymaga leczenia. Prosimy o pomoc dla niechcianego, po 12 latach wiernej psiej miłości, Parysa. Dla psa, który kochał całym swoim sercem, ale widać to było zbyt mało żeby zasłużyć na życie, na leczenie, na opiekę. Szacujemy koszty diagnostyki i leczenia na 800 zł. Pomóżcie Parysowi.

Jeśli chcesz, możesz pomóc psiakowi i dokonać darowizny z tytułem „Parys” na konto: PKO BP 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350

Fundacja Centaurus ul. Borelowskiego 53/2, 51-678 Wrocław www.psy.centaurus.org.pl e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Kontynuując przegląd placów zabaw zlokalizowanych na terenie gminy Zabierzów udaliśmy się ponownie na wizytację tych miejsc. Przypominamy naszym Czytelnikom, iż za stan techniczny placów zabaw odpowiadają sołtysi, oni też są zobligowani do powiadamiania Urzędu Gminy o wszelkich usterkach, które na koszt gminy są likwidowane.

Po raz kolejny powróciliśmy na teren placu zabaw w Zabierzowie, przy pomniku lotników. W dalszym ciągu uszkodzona jest platforma wejściowa na zjeżdżalnię dla dzieci. Prosimy o naprawę.

Wizytujemy plac zabaw w Burowie. Niestety nie ma się to miejsce czym pochwalić. Obok pięknego budynku wielofunkcyjnego zlokalizowany jest częściowo zdekompletowany mikro-plac zabaw. Być może uda się go w nieodległym czasie lepiej wyposażyć. Tego życzymy sołtysowi i mieszkańcom.

Przemieszczamy się na teren placu zabaw w Kochanowie, przy ulicy Lubomirskich. Bardzo piękny i zadbany obiekt. Wyposażony luksusowo. Stan techniczny urządzeń bardzo dobry, jedynie zardzewiała bramka wejściowa jest jakby z innej epoki. Ogólna ocena bardzo dobra.

Ostatnim obiektem jest plac zabaw w Więckowicach „Tajemniczy Ogród”. Tutaj „czapki z głów”. Jest to niewątpliwie największy i najlepiej wyposażony obiekt spośród wszystkich dotychczas wizytowanych. Ilość i jakość urządzeń sportowych, czystość otoczenia, widoczna dbałość o stan techniczny budzą podziw. Gratulacje dla sołtysa i osób korzystających z placu. Jak dowiadujemy się z baneru umieszczonego na frontowym ogrodzeniu plac powstał dzięki wsparciu m.in. firmy COLOREX i klubu POTOK Więckowice.

Powtarzamy wnioski z kolejnych wizji. Wiemy, że wiele zależy od mieszkańców, użytkowników, al e także wiele od sołtysa i sprawowanego przez niego nadzoru. Oczekujemy na dalsze informacje o stanie technicznym placów zabaw w innych miejscowościach naszej gminy, a my będziemy kontynuować wizje tych placów i zamieszczać z nich relacje w kolejnych numerach Gońca Zabierzowskiego.

ludzik.jpg