• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp oskar.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • romantica andrzejki.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • swiba.jpg
  • wwm.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • adrian.jpg
  • bistro.jpg
  • dogoterapia.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kanczura.jpg
  • krakmeb.jpg
  • kruk.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • srebrne.jpg
  • wegiel.jpg
  • weterynarz.jpg

Tytuł felietonu, przyznam, przewrotny. Każdy wielbiciel tzw. złotych myśli wie, że ten aforyzm brzmi inaczej. Na ogół górnolotnie mówimy „Nie pytaj, ile świat może dać Tobie. Zapytaj, ile Ty możesz dać światu”. Ergo: pomyłka? Nie. Celowo to odwróciłam. Dlaczego? Kiedy piszę te słowa, trwają Światowe Dni Młodzieży. Wydarzenie, które chętnie się hejtuje. Przyznam, że i ja byłam zdegustowana, gdy w trakcie długich przygotowań do tego wydarzenia edukowano ludzi „Nie krytykować, nie wyrażać wątpliwości, cieszyć się i zarażać entuzjazmem". Uważałam to za przesadę, bo bezrefleksyjny entuzjazm to nie jest najlepszy sposób na budowanie czegoś prawdziwego. Jeszcze bardziej drażniły mnie teksty „Pokażmy pielgrzymom z całego świata, jakim jesteśmy wspaniałym narodem. Jacy jesteśmy gościnni, bez uprzedzeń, jacy otwarci. Pokażmy naszą słynną polską gościnność. To szansa, by pokazać światu naszą wspaniałość”. Noż kurcze, „Polska Chrystusem narodów!” A może nawet Winkelriedem. To my mamy pokazać światu źródło prawdziwej wiary, nauczyć ich prawdziwego zawierzenia i to my mamy nieść ten kaganek w ciemność. My. Naród skłócony wewnętrznie, nie potrafiący poradzić sobie ze swoją najnowszą historią, wlokący za sobą 96 ofiar katastrofy smoleńskiej, marnujący ochoczo 27 lat dotychczasowej pracy po upadku systemu słusznie minionego, z wybranymi demokratycznie prezydentami: Bolkiem, alkoholikiem, dyslektykiem, który nie potrafił poprawnie mówić i pisać po polsku, marionetkowym prezydentem, który jest notariuszem rządu. (Żadna z tych opinii nie jest prawdziwa, a jednak w zależności od wyznawanych poglądów politycznych w jakims sensie prawdziwa jest każda z nich.) Naród z mozołem uczący się demokracji, mieszkający w kraju, w którym pustoszeją kościoły. I to my, zgodnie z nauką głoszoną przed rozpoczęciem ŚDM mieliśmy uczyć młodych ludzi z całego świata życzliwości, miłości bliźniego i prawdziwej wiary! Ja w tym widzę sprzeczność i dlatego obawiałam się tego wydarzenia, a moje obawy ulokowane były w warstwie socjologicznej. Czy potrafimy udźwignąć i przekazać dalej to, z czym na co dzień mamy duży problem? Nie ukrywam, że obawiałam się też ksenofobii i rasizmu. Mimo całego naszego narodowego mesjanizmu, musimy jednak zauważyć, że dziś serce katolicyzmu bije w Afryce, Azji i Ameryce Południowej, czyli tam, gdzie ludzie wyglądają nieco inaczej niż my; mają inne rysy twarzy i inny kolor skóry. To są ludzie, których niektórzy nazywają „brudasami”, albo „ciapatymi”. To trudna prawda, ale jednak prawda. Teraz Światowe Dni Młodzieży trwają. W Krakowie na Rynku czy Grodzkiej widzi się bajecznie kolorowych młodych ludzi, którzy zarażają entuzjazmem, ciche i pokorne zazwyczaj zakonnice, które tańcząc śpiewają pieśni uwielbienia, księży, którzy minimalizują dystans do wiernych. Miłość, przyjaźń, braterstwo – mimo że brzmi to górnolotnie, tak właśnie jest. Na razie. I mam nadzieję, że tak zostanie do końca tego wydarzenia i dłużej. Że to nie będzie tak, że ŚDM się skończy, papież wróci do Watykanu, a my wrócimy do swojej osobności. Bo jesteśmy przecież wspólnotą; siostrami i braćmi w Chrystusie. I tego się trzymajmy. Nauczmy się tego od tych „obcych”, których teraz gościmy w naszych parafiach i domach. Niech ten optymizm, ta radość się niesie. Może to, że przez tydzień będziemy ich mieli na co dzień na ulicy, w sklepie, w pociągu, autobusie czegoś nas nauczy. Może wyrwie nas z tej naszej koszmarnej ksenofobii. Pierwsze jaskółki już widzę. Po Rudawie spacerują młode kobiety z Ameryki Południowej i nikt nie traktuje ich jak okazy, zaś ekspedientka w sklepie zapytana przeze mnie – Jak się z nimi dogadujecie?, odpowiedziała – Jakoś się dogadujemy. Trochę na migi, trochę po prostu. Były tu dzisiaj dziewczyny z Chile, pokazały, co chcą kupić, zapłaciły, poszły. Ludzie tacy sami jak my. I tę głęboko mądrą wypowiedź zapamiętajmy. To ludzie tacy sami jak my. Kolor skóry nie ma tu żadnego znaczenia, a bariera językowa nie stanowi przeszkody. Wystarczy chcieć. Pokażmy im siebie, ale i weźmy od nich najlepsze, co możemy wziąć. Otwartość, wiarę, ufność. Ich kraje też mają za sobą doświadczenie totalitaryzmu, nie jesteśmy pod tym względem wyjątkowi. Przestańmy się bać!

Gabriela Kucharska

pacanowscy.jpg