• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp.jpg
  • energoterm.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • juszczyk.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • ok.jpg
  • opał.jpg
  • romantica.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • supra.jpg
  • szumiec.jpg
  • szumiec2.jpg
  • trulka.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zlom.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • bioterapia.jpg
  • bistro.jpg
  • colorex.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • hydrex.jpg
  • kruk.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • toka.jpg
  • weterynarz.jpg

Numer 03/2016

Pierwszą imprezą halową w sezonie zimowym były Halowe Mistrzostwa Polski Seniorów w Zamościu w dniach 12-14 luty. Po mniej udanym początku w kwalifikacjach Karina Lipiarska-Pałka /Grot Zabierzów/ bardzo dobrze startowała w rundach pucharowych. W pierwszym pojedynku pokonała Agatę Bulwa /Dąbrovia/ 6:4. W drugim pojedynku zwyciężyła Joannę Rączka /Łucznik/ 7:3, a w drodze do strefy medalowej Wiolettę Myszor /Łucznik/ 7:1. Bardzo zacięty pojedynek o wejście do ścisłego finały stoczyła z zawodniczką Stelli Kielce Małgorzatą Góral wygrywając 6:2, ale tu pojedynek odbywał się na poziomie 29 – 30 pkt w secie. Finał pomiędzy koleżankami od kilku lat należącymi do ścisłej krajowej czołówki stał na nieco niższym poziomie, ale o tym decydowały chyba nerwy. Zwycięsko z niego wyszła Natalia Leśniak /Łucznik/ 6:2 zdobywając złoty medal i tytuł halowej mistrzyni Polski -2016, a Karina zdobyła medal srebrny i tytuł halowej v-mistrzyni Polski – 2016. Obie te zawodniczki oraz Adrianna Rachwał /Unia Pielgrzymka/ będą stanowić zespół reprezentacyjny w Halowych Mistrzostwach Świata w Nimes /Francja/ w okresie 1-6 marca. Gratulujemy Karinie sukcesu życząc udanego startu w Mistrzostwach Świata, a w dalszej kolejności zakwalifikowania do reprezentacji w RIO-2016.

Idąc za głosem Czytelników i nie pozostając obojętnymi na uwagi księży z naszego terenu, rozpoczynamy nowy cykl w Gońcu Zabierzowskim - „Taka jest nasza wiara”. Ksiądz prałat Stanisław Kozieł, proboszcz parafii w Bolechowicach, dziekan Dekanatu Bolechowickiego, kapelan Ojca Świętego i redaktor Gabriela Kucharska w rozmowach będą starali się przybliżyć w co, jak, i dlaczego wierzymy, a także zapoznać nas ze zwyczajami dotyczącymi poszczególnych świąt z kalendarza liturgicznego.

Gabriela Kucharska: Pierwsi chrześcijanie śmierć i zmartwychwstanie Chrystusa świętowali co niedzielę. Dziś celebrujemy Wielki Czwartek, Wielki Piątek i Wigilię Paschalną. Czy robimy to na pamiątkę, czy to jest coś, co nie do końca potrafimy zrozumieć, bo czas Boga płynie inaczej i tak naprawdę każdego roku to się wydarza od nowa?

Ksiądz Stanisław Kozieł: Wytłumaczenie drugie. „To czyńcie na moją pamiątkę”. Historycznie odtwarzamy słowa, gesty i wydarzenia, które się dokonały dwa tysiące lat temu, ale „ja jestem z wami przez wszystkie dni”, czyli celebrując te tajemnice, uczestniczymy w nich teraz i tutaj.

Czyli to się cały czas dzieje.

Tak, to się dzieje w cyklu powtarzającym. Te trzy dni są nie tylko wspomnieniem sytuacji historycznej, ale przeżywaniem wciąż od nowa. Kościół jest żywym organizmem, który nie tylko wspomina, ale wspominając przeżywa na nowo tajemnice wiary. To jest sens bycia w Kościele. To wszystko dzieje się teraz i tutaj.

Dla wiernych Triduum Paschalne zaczyna się w Wielki Czwartek wieczorem. Dla księży rano, bo to wtedy pali się święte oleje z poprzedniego roku i biskup poświęca nowe.

W Wielki Czwartek do południa na mszy Krzyżma Świętego pod przewodnictwem biskupa następuje poświęcenie świętych olejów oraz odnowienie przyrzeczeń kapłańskich.

Kolejny zwyczaj Wielkiego Czwartku to umycie nóg w czasie mszy. Ksiądz przepasany białym prześcieradłem myje nogi dwunastu mężczyznom. Ten fakt jest opisany tylko w Ewangelii św. Jana. Pan Jezus ukorzył się i wykonał pracę, którą w tamtych czasach wykonywał najmarniejszy niewolnik.

To była służba niewolników. Jan często pomija pewne zdarzenia, podkreśla zaś inne, bo bardziej skupia się na znaczeniu tego, co się wydarzyło, niż na samym fakcie. Dla niego ważniejsze od faktu ustanowienia Eucharystii jest umycie nóg. On zawsze chciał ukazać wielorakość znaczeń i głębię.

W trakcie modlitwy eucharystycznej w Wielki Czwartek ksiądz mówi „Tego dnia, kiedy był wydany, to jest dzisiaj”.

To jest jedyny dzień, gdy się używa formuły „to jest dzisiaj”. To jest właśnie zwrócenie uwagi, że liturgia nie jest odtwarzaniem tego, co wydarzyło się przed wiekami, ale że to również dzieje się dzisiaj z naszym udziałem.

Wielki Czwartek i Wigilia Paschalna to są dwie msze w roku, w czasie których Kongregacja Kultu Bożego zaleca podawać Komunię świętą pod dwiema postaciami. Oczywiście to zawsze zależy od duszpasterza i biskupa, ale nie należy się dziwić, że dostaje się opłatek zanurzony w winie.

Ciało w Krwi. Tak, w Wielki Czwartek jest wskazana Komunia święta pod dwiema postaciami.

Po mszy następuje odprowadzenie Pana Jezusa do kaplicy adoracji, która nazywana jest ciemnicą. To jest polska tradycja, której nie ma w liturgii. Narodziła się w średniowieczu i trwa do dzisiaj. Potem jest adoracja Pana Jezusa w ciemnicy. Co ważne -msza święta w Wielki Czwartek nie kończy się błogosławieństwem. Czemu?

Nie ma błogosławieństwa, bo jest adoracja. Ona jest przedłużeniem liturgii. Błogosławieństwo to jest odesłanie, a tu jest chęć zatrzymania ludzi przy Chrystusie. Potem jest modlitwa w ciszy, która jest kontynuacją.

Nie ma wyraźnego zakończenia, „przyjmijcie błogosławieństwo, idźcie ofiara spełniona”, ona nie jest spełniona, bo ofiara w postaci baranka jest w ciemnicy.

No tak. Ta ofiara dopiero się zaczyna.

Minęła noc, jest Wielki Piątek. Jest Droga Krzyżowa, która powinna się zakończyć o 15-stej, bo wtedy skonał Pan Jezus. Później jest liturgia pasyjna. I tak jak w czwartek liturgia nie kończy się błogosławieństwem, tak w piątek nie zaczyna się pieśnią na wejście, ksiądz nie mówi „Pan z wami”; zaczyna się ciszą i krzyżem.

To ma być i jest kontynuacja tego, co zaczęło się w Wielki Czwartek.

Wielki Piątek to jest kościół, w którym nie ma mszy – jest liturgia; liturgia nie zaczyna się od pieśni na wejście, wiernych wita cisza, a potem krzyż.

I otwarte tabernakulum. Obrusy pozrywane...

... kościół bez dzwonów, bez organów, bez kwiatów, bez dużej ilości świateł.

Wtedy przychodzą tłumy ludzi. Często niepraktykujących regularnie, ale mających wyczucie, co się w tym kościele dzieje. W te dni właśnie tak jest. To jest wyrażeniem najgłębszych pragnień i wiary, która jest gdzieś na dnie w sercu człowieka. W Wielki Piątek adoracja krzyża bez specjalnego zwoływania gromadzi tłumy.

Wielki Piątek to też Ewangelia św. Jana, która nie skupia się na potworności męki, ale na czymś innym. Jan prowadzi Pana Jezusa przez sąd Piłata, przez to co się stało, podkreślając jego królewskość. To się odbywa tak, jak w starożytnej Jerozolimie wyglądała intronizacja króla, tylko w tym przypadku tronem jest krzyż. Pan Jezus dostaje purpurowy płaszcz, berło – prześmiewcze, ale jednak, koronę i osiąga tron czyli krzyż.

Namaszczony był biciem, czyli własną krwią.

To jest niezwykle podniosły fragment, który w wielu kościołach jest śpiewany.

U nas ewangelię w Wielki Piątek śpiewamy: ja, wikary i organista. Na początku to było 12 godzin samych przygotowań i ćwiczeń. To długi i trudny tekst. W dodatku trzeba go śpiewać z nut. Tam na końcu jest taki fragment „złożyli, złożyli do grobu”. Tam każdy śpiewa jeden ton wyżej. I jak się jeden pogubi w tonacji, to jest klęska, a przy okazji śmiech w kościele.

Czym tak naprawdę jest Wielki Piątek? Czy to jest kościół bez Boga, który umarł?

To jest pamiątka męki i śmierci Jezusa. I tylko tyle. Nie jest pamiątką zmartwychwstania – od tego będzie niedziela. Bóg jest wyrzucony na śmietnik, jest w ciemnicy. Dopiero zbieramy się po szoku Wielkiego Czwartku. To jest kościół z Bogiem umęczonym, odsuniętym na margines życia. Można powiedzieć – znakiem dzisiejszych czasów, bo tak naprawdę istotą Kościoła jest być z Bogiem, który jest odrzucony i który się uniżył, na przykład myjąc nogi. Mało tego, on nas zaprasza do takiego życia. „Weź swój krzyż na każdy dzień”. Tu wychodzi jakość naszej wiary.

Mamy puste tabernakulum i Pana Jezusa w ciemnicy. Pusty kościół, stojący w nim krzyż i długą kolejkę do niego. Warto czekać?

Kto kocha i wierzy, ten poczeka.

Żeby adorować trzeba przestać myśleć o czasie i skupić się na krzyżu, a nie na kolejce.

Jest krzyż i to on jest ważny. Całuje go służba liturgiczna, ksiądz, a potem całuje każdy, kto jest w kościele. Czekamy na każdego śpiewając pieśni i nie przerywamy tej adoracji. Jeszcze jedną rzecz pragnę zauważyć. Z piątku na sobotę kościół jest pełny przez całą noc. Ludzie przychodzą i kościół w nocy po śmierci Pana Jezusa nigdy nie jest pusty. My tych ludzi nie zmuszamy, przychodzą, bo mają taką potrzebę.

Dotarliśmy do Wielkiej Soboty. To jest dzień, z którym ja mam pewien problem. Mam wrażenie, że istota Wielkiej Soboty jest kompletnie nierozumiana. To jest dzień, gdy nie ma liturgii, a tymczasem kościoły są pełne, bo ludzie chodzą, święcą pokarmy, oglądają groby, itd. A przecież ten dzień z założenia powinien być dniem ciszy i skupienia. Bo Bóg umarł. Umarła nadzieja. Oczywiście mówię z punktu widzenia apostołów, bo my wiemy, że zmartwychwstanie, ale oni tego nie wiedzieli. Nie rozumieli tego, co się stało, zwątpili, pochowali się, bo bali się o swoje życie. To jest tak naprawdę czas żałoby i rozpaczy.

Dokładnie tak. Przecież apostołowie zamknęli się i zaryglowali w Wieczerniku. Ze strachu. Bo widziano ich jak chodzili z Panem Jezusem.

A tymczasem w polskich kościołach to jest chyba najbardziej radosny dzień w roku. To jest czas koszyczków, jajek, oglądania grobów pańskich i to jest fajne z jednej strony. Ale z drugiej...

Powiedziała Pani wcześniej coś, co było wyrwane z mojej głowy. Że to jest

– powinien być! – czas ciszy, skupienia. Ja bym jeszcze dodał: modlitwy. To jest najważniejsze. Zaś kościół często jest pełen ludzi, którzy nie praktykują, dla których jedyną czynnością w całym roku liturgicznym jest wyprawa w Wielką Sobotę z koszyczkiem do święcenia. Generalnie Wielka Sobota jest dniem, w którym tradycja przygasiła istotę tego dnia.

Wiele osób Wielką Sobotę uważa za początek świętowania. Powrót z koszyczkiem z kościoła jest sygnałem do radości. Już jest poświęcone, więc nie ma postu.

Przepisy liturgiczne nie zabraniają jeść mięsa w tym dniu. Że ludzie się spotykają, to jest pocieszające. Niech się spotkają. Ale rozwiązanie postu następuje po zakończeniu Wigilii Paschalnej.

Czyli Katechizm nie nakazuje postu, natomiast polska tradycja mówi ”Poczekajmy jeszcze tych kilka godzin i dotrwajmy do Wigilii Paschalnej”.

Według tradycji końcem postu jest śniadanie wielkanocne. I tak powinno być, bo przecież to właśnie jest uroczyste spotkanie ludzi z Chrystusem Zmartwychwstałym. Więc z kim się spotykają, gdy jedzą to w Wielką Sobotę

o trzeciej po południu? Przecież Pan Jezus jest wtedy w grobie, a do Wigilii Paschalnej zostało jeszcze kilka godzin.

Czym jest Wigilia Paschalna?

Największą i najważniejszą liturgią w ciągu całego roku. Przeżycie zmartwychwstania naprawdę dokonuje się w trakcie Wigilii Paschalnej, a nie w niedzielę rano.

W niedzielę rano kobiety przyszły i zobaczyły pusty grób.

Bo to już było po. Chrystus już zmartwychwstał. Przy czym nie wiemy, kiedy to się stało. Wiemy tylko, że w nocy z soboty na niedzielę. W nocy. I dlatego Wigilia Paschalna zaczyna się po zachodzie słońca. Przepisy bardzo wyraźnie to precyzują. Wigilia Paschalna rozpoczyna się, co prawda, w sobotę, ale należy się już do Niedzieli Wielkanocnej.

Wigilia Paschalna to najdłuższa msza w roku. To nie jest msza, którą się odprawi w 45 minut, bo to byłoby zaprzeczeniem jej idei. Jakie są jej poszczególne elementy? Zacznijmy od ogniska przed kościołem, bo przy nim wiernych raczej nie ma.

Jest poświęcenie ognia, który jest przypomnieniem objawienia się Boga w krzaku ognistym, no i sam Chrystus jest światłością. Wnosząc płonący paschał do kościoła trzykrotnie głośno wołamy „światło Chrystusa”. Na paschale mamy litery

i , czyli początek i koniec, mamy pięć czerwonych gwoździ symbolizujących rany Pana Jezusa...

... i to właśnie te gwoździe przy ognisku są wkręcane w paschał.

Dokładnie. Potem mamy uroczyste ogłoszenie prawdy o zmartwychwstaniu, czyli Exsultet, który może śpiewać diakon, organista, a może i człowiek świecki, ale warto go śpiewać, a nie czytać, bo to jest przepiękny stary utwór, w którym przedstawiona jest istota Paschy. „Jak suchą nogą wywiodłeś Izraela przez morze Czerwone (...), a teraz przyszła nowa światłość”. Potem jest pochwała tego paschału, że to owoc pracy pszczelego roju, itd. Później są kolejne czytania, czyli Historia Zbawienia.

Liturgia słowa w czasie Wigilii Paschalnej jest strasznie długa. Jest siedem czytań, z czego cztery ze Starego Testamentu, które były czytane w czasie żydowskiej Paschy. Już sam Exsultet jest strasznie długi. Potem mamy opis stworzenia świata – też niekrótki, a potem nie jest lżej. Nie można tego skrócić?

Można. Do trzech. Natomiast trzy uwagi praktyczne. Po pierwsze: każde czytanie warto poprzedzić komentarzem, żeby przybliżyć, o co w nich chodzi, po drugie: można wybrać skrócone wersje, czyli jak jest stworzenie świata na trzy strony, to są wersje skrócone na stronę, a po trzecie: dla słuchacza jest ważna kwestia „co ja z tego mogę wynieść dla siebie?”. Warto więc głębiej wejść w słowa czytań, ale nie ma się co łudzić, wtedy jest to dłuższe.

A może chodzi też o to, by przedłużyć oczekiwanie? Bo to nie było tak, że Pan Jezus umarł i zmartwychwstał. Może właśnie chodzi o to, by w jakiś sposób wczuć się w rolę apostołów. Tradycja mówi, że tylko Matka Boża i święty Jan nie zwątpili. W rozpaczy, ale jednak czekali. I może nie powinniśmy przyśpieszać czasu, tylko w jakiś sposób współuczestniczyć w tym oczekiwaniu?

Tak, myślę, że to jest bardzo dobra interpretacja. Bo tu rzeczywiście chodzi

o celebrowanie. Nie jest ładną rzeczą, gdy ktoś przyjdzie i patrzy na zegarek, kiedy to się skończy. Kościół daje nam dwa stoły: stół Słowa i stół Eucharystii. Więc ta długość czytań w tym przypadku to jest wyraz obfitości i troski Kościoła o naszego ducha.

Kończy się liturgia słowa i mamy „Gloria”, czyli hymn „Chwała na wysokości Bogu”. On jest szczególnie uroczysty, bo przez cały okres wielkiego postu się go nie śpiewa. Biją dzwony, zapala się światło, ministranci dzwonią dzwonkami, słowem w kościele jest wielki radosny hałas. Czy można przyjąć: „Tak, to jest ten czas. Chrystus zmartwychwstał”?

Można. Zmartwychwstanie jest tajemnicą wiary. To nie jest rzecz, którą możemy odsłonić, dotknąć, zobaczyć, zracjonalizować. Więc to nie jest tak, że w momencie „Chwała” Chrystus zmartwychwstaje. Ale to jest ten moment, kiedy zauważamy, że zmartwychwstanie już się dokonało.

Później mamy czytanie ewangelii, Litanię do Wszystkich Świętych i odnowienie przyrzeczeń chrztu. Potem jest pokropienie wodą święconą, ofiara mszy świętej, komunia, która może być pod dwiema postaciami, dziękczynienie, a potem procesja.

Z tym, że procesja rezurekcyjna może być przeniesiona na rano. Wtedy nie adoruje się już Pana Jezusa w grobie i nie śpiewa się pieśni żałobnych. My przyjęliśmy zwyczaj, że kościół zamyka się czekając na rezurekcję.

I to są wszystkie obrzędy Triduum Paschalnego, dotarliśmy do Niedzieli Wielkanocnej. I teraz takie banalne pytanie: co zrobić, żeby dobrze przeżyć Święta Wielkanocne?

Żeby dobrze przeżyć święta w domu, trzeba najpierw przeżyć tę radość przy Chrystusie - wtedy radość będzie pełna. Jeżeli nie, to będzie radość, ale z dobrze zastawionego stołu. Jeżeli to będzie bez Chrystusa Zmartwychwstałego, to będzie radość z jedzenia i picia. Czyli zaprzeczenie wszystkiego, o czym dziś rozmawiamy. Żeby dobrze przeżyć Zmartwychwstanie, trzeba dobrze przeżyć Triduum Paschalne. Nie będzie dobrego przeżycia triduum, jeżeli nie będzie dobrego przeżycia wielkiego postu. Człowiek to jest jedność, w której ciało musi współgrać z duchem. Recepta na dobry post to modlitwa, post i jałmużna. I te trzy elementy muszą współistnieć, bo inaczej nie będzie dobrego postu, nie będzie dobrego przygotowania do triduum i nie będzie dobrych świąt. Więc modlitwa, post i jałmużna. I najważniejsze – stan łaski.

Z ekipy Zabierzów Biega na trasach Lasku Wolskiego pojawili się: Rafał Stanek 60 msc. - open, 5 msc. - M50, 6000m, czas - 33.07 Izabela Potęga 148 msc.- open, 8 msc.- K20, 11600m, czas - 1:11.09

PS.: Trzeba zaznaczyć że długą trasę najszybciej przebiegł Krzysztof Bodurka z Nielepic KS Cracovia 1906, deklasując drugiego zawodnika o ponad 5 minut!

Dzięki uprzejmości zaprzyjaźnionej firmy Wertykal z Zabierzowa, zdeklarowani członkowie Zabierzów Biega są uprawnieni do zakupu produktów BLACKROLL w cenie -10%. Sklep znajduje się w Zabierzowie na ul. Śląskiej

116. Jeśli nie wiecie wiele o tym sprzęcie i nie wiecie jak bardzo w ramach zapobiegania i leczenia kontuzji może być przydatny zaglądnijcie do sklepu, a nie rozczarujecie się bo ekipa sklepu na serio zna się na rzeczy. Oto produkty objęte promocją http://wertykal.com/pl/producer/Blackroll/97

Maciej Niwiński

Obszar Błoń Zabierzowskich był obecny w świadomości mieszkańców naszej gminy jeszcze na długo przed tym zanim tereny te otrzymały właśnie taką nazwę. Jak to się jednak stało, że z dziko porośniętych łąk, Błonia przemieniły się w miejsce organizacji imprez masowych dla dziesiątek tysięcy osób? Kto miał wizję tego miejsca i nadał mu kierunek rozwoju? Rozmawiamy dziś z Panem Tomaszem Ilnickim, osobą, która przewodzi Stowarzyszeniu „Dolina Rudawy”, które powołało do życia Błonia Zabierzowskie i prowadzi w tym miejscu działalność.

Po raz 10-ty najlepsi łucznicy spotkali się w hali Ośrodka Sportowo Rekreacyjnego na Halowych Mistrzostwach Małopolski-2016. Na starcie stanęło 59 zawodniczek i zawodników z 7-miu klubów Małopolski. Bezpośrednim organizatorem imprezy był Uczniowski Ludowy Klub Sportowy „GROT” Zabierzów przy współpracy Małopolskiego Związku Łuczniczego. Otwarcia imprezy dokonała sekretarz Uczniowskiego Ludowego Klubu Sportowego „GROT” Marta Kowalik. Na wstępie minuta ciszy poświęcona została pamięci wielkiego miłośnika sportu, a łuczników w szczególności, zmarłego w końcu roku ubiegłego Józefa Kruka.

W poszczególnych kategoriach medalistami zostali:

Kobiety:
Lipiarska-Pałka Karina Grot Zabierzów
Forgiel Anna Dąbrovia Dąbrowa Tarnowska
Mickiewicz Katarzyna Dąbrovia Dąbrowa Tarnowska

Mężczyźni:
Skowron Bartosz Dąbrovia Dąbrowa Tarnowska
Przygoda Mirosław Płaszowianka Kraków
Kot Dawid Dąbrovia Dąbrowa Tarnowska

Łuki bloczkowe:
Sieńczak Bartosz Płaszowianka Kraków
Lesniak Renata MGOKiS Dobczyce
Zarzycka Magdalena MGOKiS Dobczyce

Kadetki:
Kłos-Kufel Gabriela Dąbrovia Dąbrowa Tarnowska
Popławska Karolina MGOKiS Dobczyce
Pałka Urszula MGOKiS Dobczyce

Kadeci:
Miłowski Jakub Wyspiański Kraków
Kępa Karol MGOKiS Dobczyce
Jaśkow Marek Płaszowianka Kraków

Karina Lipiarska-Pałka przygotowująca się do Halowych Mistrzostw Świata, które odbędą się w dniach 1-6 marca w Ankarze /Turcja/ zwyciężyła już po raz 8-my od roku 2007 w Halowych Mistrzostwach Małopolski. Patronat medialny nad imprezą sprawowali – Pan Jacek Krupa Marszałek Województwa Małopolskiego przesyłając na ręce Prezesa Grota Zabierzów okolicznościowy adres odczytany przez prowadzącego zawody, Pani Elżbieta Burtan Wójt Gminy Zabierzów uczestnicząca w ceremonii rozdania medali nagród dla zwycięzców. Medale, nagrody i dyplomy wręczała Pani Wójt w asyście sekretarza Grota Zabierzów – Pani Marty Kowalik i v-prezesa MZŁucz Krzysztofa Włosika. Imprezę wsparły Firmy – RAFAPOL z Zabierzowa oraz MOTOGAMA z Krakowa. Impreza wspierana była ze środków budżetu Gminy Zabierzów.

Gdy po II Wojnie Światowej załamała się produkcja militarna, fabryki broni i amunicji zaczęły poszukiwać nowych, alternatywnych sposobów na zastąpienie dotychczasowej produkcji. Przed tym samym dylematem stanęły również dwie czechosłowackie fabryki, JAWA i Povazske Strojarne. Pod koniec lat 40. właściciel fabryki amunicji, Povazske Strojarne, Słowacki inżynier Roth, poszukiwał sposobu na utrzymanie produkcji i wykorzystanie posiadanych technologii, przy jednoczesnej, całkowitej zmianie branży. Wybór padł na produkcję motocykli. Jak się okazało nie był to pierwszy zakład, który przeszedł prosto od produkcji militarnej do motoryzacyjnej. Wcześniej na ten krok zdecydowała się JAWA, z którą połączyła siły fabryka Povazske Strojarne.

Współpraca tych dwóch podmiotów przyniosła wiele ciekawych konstrukcji jednośladowych, między innymi skuter Manet 90, Jawa 20 i 21, Manet S-100 czy Tatran 125. W roku 1970 inżynierowie Povazske Strojarne, stworzyli prototyp motoroweru, tzw. typ 28. Wyprodukowano ich wówczas około 100 sztuk, miały służyć jako egzemplarze testowe i forma reklamy. Rok później ruszyła seryjna produkcja; duże, 19 calowe kola i nowoczesny projekt nadwozia, zwiastowały nową generację jednośladów. Twórcy planowali przekierowanie części produkcji na eksport, co spowodowało konieczność zaproponowania nowej, łatwej do zapamiętania nazwy. Z pomocą przyszedł ówczesnych hit czechosłowackich list przebojów, „Babetta do sveta” („Babetta (imię damskie) poszła w świat”). Trudno o lepszą nazwę dla nowoczesnego motoroweru z przeznaczeniem eksportowym. Babetta była bardzo innowacyjnym projektem; jako pierwszy motorower na świecie posiadała elektroniczny zapłon bezstykowy (tzw. Transimo). Posiadała automatyczną skrzynię biegów i sztywne zawieszenie. Osiągała maksymalną prędkość 40 km/h, przy średnim zużyciu 1,7 l/ 100 km. w 1975 roku model ten zastąpiła wersja 206/207. Babettę polubili Niemcy, honorując jej twórców nagrodą za wzornictwo. Rocznie około 60 000 sztuk zjeżdżało z lini produkcyjnych Povazske Strojarne. Z biegiem lat producenci stworzyli wersje dedykowane na konkretne rynki, np. dla Niemiec i Dani z limitem maksymalnej prędkości 25 km/h czy dla USA z limitem 30 km/h. Ostatnie motorowery Babetta zjechały z linii produkcyjnych 1997 roku. Do dziś Babetty jeżdżą po ulicach europejskich miast, ale też tak egzotycznych destynacji, jak Kuba, USA, Południowa Afryka czy Chiny.

Jan Piotrowski Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Źródła:

    http://www.jacomoto.pl/ JAWA Babetta typ 28 odczyt 2016 02 22
    http://jawamylove.blogspot.com/2014/10/motorowery-jawa-povazske-strojarne.html odczyt 2016 02 22

Już od nowego roku wszyscy rodzice, którzy nie mogą skorzystać z urlopów rodzicielskich, dostaną przez rok 1000 zł miesięcznie.Nowe świadczenie, nazwane tak od nazwiska jego pomysłodawcy, rodzice będą otrzymywać przez rok lub dłużej w przypadku urodzenia więcej niż jednego dziecka - max. 71 tygodni. Kosiniakowe to nowe wsparcie finansowe dla rodziców, którzy z powodu swojej sytuacji zawodowej, nie mogą skorzystać z rocznych urlopów rodzicielskich. To nawet 125 tys. osób! Od 2016 roku otrzymają 1000 zł miesięcznie przez pełny rok po urodzeniu się dziecka. A nawet dłużej! W przypadku urodzenia bliźniaków – przez 65 tygodni, trojaczków – 67 tygodni, czworaczków – 69 tygodni. Maksymalnie przez 71 tygodni gdy urodzi się pięcioro lub więcej dzieci. Pieniądze będą przysługiwały niezależnie od dochodu rodziny. Kosiniakowe dostaną m.in. studenci, osoby bezrobotne (niezależnie od tego, czy są zarejestrowane w urzędzie pracy) oraz pracujące na umowach o dzieło. Również osoby opłacające składki na ZUS, których zasiłek macierzyński byłby niższy od Kosiniakowego, otrzymają wyrównanie do 1 tys. zł. Dotyczy to zarówno zatrudnionych na część etatu, pracujących na umowach zlecenie, jak i przedsiębiorców. Zgłaszać się po Kosiniakowe należy w ciągu 3 miesięcy od porodu. Jeśli ten termin minie, pieniądze będą przysługiwały od momentu złożenia wniosku. Występować o Kosiniakowe mogą wszyscy rodzice, których dzieci urodzą się w 2016 roku lub później. Ale nie tylko! Także rodzice dzieci, które przyjdą na świat przed 1 stycznia 2016 roku, mogą liczyć na wsparcie. Będą oni otrzymywać 1000 zł miesięcznie do momentu ukończenia przez dziecko pierwszego roku. Wniosek o Kosiniakowe rodzice mogą składać w swojej gminie oraz przez Internet od 2 stycznia 2016 rok. W gminie Zabierzów obsługą tego świadczenia zajmuje się GOPS.

Wojciech Wojtaszek /Źródło www.psl.pl/

30 stycznia 2016 r. Klub Seniora „Złota Jesień” w Zabierzowie zakończył karnawał balem przebierańców. Do wspólnej zabawy zaproszeni zostali zaprzyjaźnieni z naszym Klubem mieszkańcy Domu Pomocy Społecznej z Karniowic i członkowie Koła Gospodyń Wiejskich z Niegoszowic. Zabawa była wyśmienita. Do tańca przygrywał nam wspaniały muzyk i wokalista Przemek Pajdzik. Przybywający na bal goście olśniewali i zadziwiali nas wymyślnymi kreacjami. Ich pomysłowość przechodziła wszelkie wyobrażenia, bo kto by przypuszczał, że między bawiącym się towarzystwem znajdzie się uciekinier z więzienia w kajdankach, mistrz i czeladnik kominiarski z całkowitym osprzętem, czy nawet pobożny i stateczny „ksiądz”.

Z uwagi na fakt, że podczas balu przewidziane były konkursy, wybrane zostało jury w składzie: Agnieszka Mleczko – przewodnicząca jury, Celina Ślusarska – sekretarz (z głosem doradczym), Krzysztof Dymacz – członek jury (DPS Karniowice), Janina Wróbel – członek jury (KGW Niegoszowice), Amalia Szelowska – członek jury (Klub Seniora Zabierzów), Wiesław Cader – członek jury (Klub Seniora Zabierzów).

Najpierw odbył się konkurs kotylionowy. Wybór tych najpiękniejszych spośród 34 bajecznie kolorowych kotylionów był trudny, gdyż właściwie wszystkie zasługiwały na nagrodę, ale nagród było tylko 7, zatem uhonorowano równorzędnymi nagrodami tylko 7 z nich, a mianowicie kotyliony: Danuty Dębosz i Ireny Seremak z Niegoszowic, oraz Edwardy Kowalik, Stanisławy Sajdak, Marii Skrzypaszek, Kazimiery Szterlei i Krystyny Miłek z Klubu Seniora z Zabierzowa.

Po konkursie do walca kotylionowego panie prosiły panów, dekorując ich wypięte dumnie piersi kotylionem. W związku z tym, że tych kotylionów było znacznie więcej niż panów, zatem po raz drugi odbył się walc kotylionowy, przy czym pierś więźnia Wiesława Olka została obwieszona wielką ich liczbą, stąd też został okrzyknięty królem kotylionowym.

Ale na tym nie koniec, gdyż do tańca poprosiła go panna „kukła” osadzona namiotle, z którą wywijał hołubce po całej sali i na nasz głośny doping „gorzko!, gorzko!” ku ogólnej wesołości balowiczów, musiał ją pocałować. Następnym konkursem był wybór najbardziej pomysłowych strojów. I znów jury miało ciężki orzech do zgryzienia, bo przebrań zasługujących na nagrodę było bardzo dużo, ale ostatecznie jury przyznało nagrody dla osób niżej wymienionych alfabetycznie, a mianowicie: - Jerzego Dąbrowskiego – Klub Seniora – kominiarz, Celiny Chrzanowskiej – Klub Seniora – indianka, Edwardy Kowalik – Klub Seniora – królowa paproci, Bronisława Kościńskiego – Klub Seniora – kominiarz, Stanisława Naturskiego – DPS Karniowice – czarodziej, Wiesława Olka – Klub Seniora – więzień, Małgorzaty Siodłak – KGW Niegoszowice – pirat, Zofii Żwirek – Klub Seniora – diablica.

Ostatnim z konkursów był wybór króla i królowej balu . To zaszczytne miano przypadło naszej koleżance klubowej Małgorzacie Kozłowskiej i Krzysztofowi Dymaczowi z DPS Karniowice. Po dekoracji w insygnia władzy, para królewska ruszyła krokiem poloneza, a za nimi cały orszak dworzan. Miłym akcentem balu było szukanie bratniego serduszka (o tym samym numerze). Te przypadkowe pary tańczyły walczyka specjalnie dla nich przeznaczonego. Ogólnie rzecz biorąc bal ten mógłby trwać nawet do rana, bo muzyka, atmosfera i kondycja seniorów były wyśmienite a i na stołach było co przekąsić, aby uzupełnić zużytą w tańcu energię. Jak na karnawał przystało, obowiązkowo były pączki i faworki a także śledziki i inne specjały. Jednak, gdy dochodziła godzina 23-cia z konieczności należało nasze karnawałowe szaleństwa zakończyć. Osobie przypatrującej się całej imprezie z boku, trudno byłoby uwierzyć, skąd w tych przecież już nie młodych ludziach drzemie jeszcze tyle niespożytej energii i fantazji.

Tekst: Barbara Golińska, zdjęcia: Wiesława Danielewsk

Jedno uderzenie prętem w plecy i cały mój świat się rozsypał jak domek z kart. Ze zdrowego, pełnego energii Rufiego stałem się wrakiem psa. Choć mam dopiero 4 lata i jestem jeszcze młody, zamiast uganiać się za kotami sąsiada leżę zawinięty w pieluchę. Ale musi być dobrze – bo jest poprawa, przecież było znacznie gorzej. Wcale nie wstawałem, a ataki padaczki były bardzo częste. Dziś dzięki mojemu dobremu Panu, który wozi mnie ciągle po lekarzach, padaczka rzadko się ujawnia, a ja jestem coraz sprawniejszy. Weterynarze też są dobrej myśli, że uda mi się wrócić do biegania, choć wymaga to intensywnego leczenia, rehabilitacji no i czasu. I to ostatnie najbardziej mi przeszkadza. Gdy mój Pan mi pomaga stać to staram się przebierać łapkami, ćwiczę jak mogę i z niecierpliwością czekam, aż tylne nogi staną się sprawne na tyle, że poniosą mnie w świat. Dam radę przecież – no kto jak nie ja? I niech wtedy te koty sąsiada mają się na baczności, bo się znowu rozbestwiły. Muszę pilnować, żeby nie wchodziły na mój teren, choć przyznam, łatwa to praca nie jest. One się wcale mnie nie boją, pewnie dlatego, że ich nie gryzę.

Rufi to 4 letni mieszaniec, który w wyniku urazu nabawił się wielu schorzeń. Sprawcy ataku na psa – mimo świadków i zgłoszenia na policje nie ustalono. Dziś dzielny Rufi walczy z każdym dniem, a jego Państwo go w tym wspierają. Tyle tylko, że koszty leczenia przewyższają ich możliwości finansowe. Prosimy Was w imieniu psiaka o pomoc. Potrzebne są środki na dalszą diagnostykę, leczenie i rehabilitację. Jeśli chcesz, możesz pomóc Ruffiemu i dokonać darowizny z tytułem „dla Ruffiego” na konto PKO BP 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350

Fundacja Centaurus ul. Borelowskiego 53/2, 51-678 Wrocław www.psy.centaurus.org.pl e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

apostolski.jpg