• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp.jpg
  • biga.jpg
  • energoterm.jpg
  • enmax.jpg
  • euroreklama.jpg
  • familia.jpg
  • gasior.jpg
  • goodcar.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • opał.jpg
  • progar.jpg
  • rasterek.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • szumiec.jpg
  • szumiec2.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • elitasc.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • hydrex.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • lowisko.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • stollar.jpg
  • toka.jpg
  • weterynarz.jpg

Numer 10/2015

W dniach 11 - 13 września 2015 roku w Krynicy odbywał się FESTIWAL BIEGOWY. Zawodnicy z naszego klubu ZABIERZÓW BIEGA godnie reprezentowali klub. Podczas zawodów u niektórych zawodników „padły życiówki”. Zawodnicy startowali w następujących konkurencjach:

11.09.2015

Paweł LIPNIACKI - Bieg Nocny 5 km – (NETTO 26:10) – miejsce 212/453 (kat. 174/274) Łukasz KUCHARZYK - Bieg Nocny 5 km – (NETTO 29:08) – miejsce 309/453 (kat. 216/274) Jolanta LIPNIACKA - Bieg Nocny 5 km – (NETTO 29:18) – miejsce 315/453 (kat. 97/179)

12.09.2015

Jacek ZIĘBA – Życiowa Dziesiątka 10 km – (NETTO 48:23) – miejsce 544/1501 (kat. 469/937) Paweł LIPNIACKI – Życiowa Dziesiątka 10 km – (NETTO 50:35) – miejsce 690/1501 (kat. 690/937) Łukasz KUCHARZYK – Życiowa Dziesiątka 10 km – (NETTO 59:28) – miejsce 1193/1501 (kat. 836/937) Jolanta LIPNIACKA – Życiowa Dziesiątka 10 km – (NETTO 59:29) – miejsce 1194/1501 (kat. 357/563) Paweł REWICKI – Życiowa Dziesiątka 10 km – (NETTO 59:31) – miejsce 1196/1501 (kat. 837/937)

13.09.2015

Paweł LIPNIACKI – Koral Półmaraton – (NETTO 2:05:13) – miejsce 369/533 (kat. 295/374) W Biegu Deptaka uczestniczyli również dwaj najmłodsi członkowie klubu ZABIERZÓW BIEGA: Piotr LIPNIACKI – Bieg na 400 m – (NETTO 1:09) – miejsce 152/337 Karol LIPNIACKI – Bieg na 400 m – (NETTO 1:19) – miejsce 211/337

 

 

 

W tegorocznym konkursie grantowym „Wspieramy sąsiadów” organizowanym cyklicznie przez Kraków Airport, jednym z beneficjentów została jednostka Ochotniczej Straży Pożarnej z Zabierzowa. W tej edycji konkursu projekt strażaków został dopracowany a jego celem było pozyskanie zestawu ratownictwa medycznego PSP R 1. Po ogłoszeniu listy zwycięzców przedstawiciele Zarządu OSP Zabierzów podpisali stosowną umowę w siedzibie Kraków Airport, określającą kwotę dotacji, termin realizacji i rozliczenia. W trakcie realizacji projektu pojawiła się możliwość rozbudowania zestawu o defibrylator AED do normy PSP R 3, i dofinansowania zakupu ze środków sołectwa i Gminy Zabierzów. Kraków Airport wyraził zgodę na modernizację projektu i zmianę finansowania.

Zestaw ratownictwa medycznego PSP R 3 spełniający wymagania norm branżowych i wszystkie konieczne certyfikaty pojawił się w zabierzowskiej remizie w połowie września. Po przeprowadzeniu szkoleń przypominających zasady obsługi i zastosowania defibrylatora podczas akcji ratowniczych, zestaw został odnotowany w podziale bojowym jednostki. Jak zaznaczono we wniosku składanym do „Kraków Airport” - pozyskanie nowego specjalistycznego sprzętu ma za zadanie poprawę bezpieczeństwa w zasięgu działania jednostki. Zabierzowscy strażacy są wszechstronnie wyszkoleni - aktualnie uprawnienia z zakresy ratownictwa drogowego i przed medycznego posiada 16 druhów. W bieżącym roku do wszelkiego rodzaju akcji zabierzowscy strażacy wyruszali już ponad 200 razy. OSP Zabierzów jest pierwszą jednostką wśród gminnych straży pożarnych, która zdecydowała się na zakup i używanie tak potrzebnego profesjonalnego sprzętu. Mamy nadzieję, że przyczyni się on do zdecydowanej poprawy bezpieczeństwa mieszkańców i do bardziej efektywnego i skutecznego ratowania ofiar wszelkich niebezpiecznych zdarzeń.

Tekst i zdj. Jerzy Banarski

 

 

 

III. PRZEKAZUJĘ WAM TO, CO PRZEJĄŁEM Kościół, matka naszej wiary

37. Ten, kto się otworzył na miłość Boga, usłyszał Jego głos i otrzymał Jego światło, nie może zatrzymać tego daru dla siebie. Skoro wiara jest słuchaniem i widzeniem, to przekazywana jest również jako słowo i jako światło. Przemawiając do Koryntian, apostoł Paweł posłużył się tymi właśnie dwoma obrazami. Z jednej strony mówi: «A że mamy tego samego ducha wiary, według którego napisano: Uwierzyłem, dlatego przemówiłem, my także wierzymy i dlatego mówimy» Przejęte słowo staje się odpowiedzią, wyznaniem i w ten sposób rozbrzmiewa dla innych, zachęcając ich, by uwierzyli. Z drugiej strony św. Paweł mówi także o świetle: «wpatrujemy się w jasność Pańską jakby w zwierciadle [...], coraz bardziej jaśniejąc, upodabniamy się do Jego obrazu» (2 Kor 3, 18). Odbicie tego światła przenosi się z jednego oblicza na drugie, tak jak Mojżesz nosił w sobie odblask chwały Bożej po rozmowie z Nim: «[Bóg] zabłysnął w naszych sercach, by olśnić nas jasnością poznania chwały Bożej na obliczu Chrystusa». Światło Jezusa jaśnieje jak w zwierciadle na obliczach chrześcijan i tak się rozchodzi, i tak dociera do nas, abyśmy i my mieli udział w tym widzeniu i odzwierciedlali innym Jego światło, tak jak światło paschału, które w liturgii wielkanocnej zapala tyle innych świec. Wiara przekazywana jest, można powiedzieć, od osoby do osoby, podobnie jak płomień zapala się od innego płomienia. Chrześcijanie w swym ubóstwie sieją tak urodzajne ziarno, że staje się ono wielkim drzewem, zdolnym napełnić świat owocami.

38. Przekazywanie wiary, jaśniejącej dla wszystkich ludzi w każdym zakątku, odbywa się również w czasie, z pokolenia na pokolenie. Skoro wiara rodzi się ze spotkania, do którego dochodzi w historii, i oświeca naszą drogę w czasie, musi być ona przekazywana przez wieki. Właśnie dzięki nieprzerwanemu łańcuchowi świadectw dociera do nas oblicze Jezusa. Jak to możliwe? Jak możemy być pewni, że przez wieki dosięgamy «prawdziwego Jezusa»? Gdyby człowiek był odosobnioną jednostką, gdybyśmy wzięli za punkt wyjścia tylko jednostkowe «ja», pragnące w samym sobie znaleźć pewność swego poznania, to przeświadczenie byłoby niemożliwe. Nie mogę sam zobaczyć tego, co wydarzyło się w tak bardzo odległej ode mnie epoce. Jednakże nie jest to jedyny sposób, w jaki człowiek poznaje. Osoba żyje zawsze w relacji. Pochodzi od innych, należy do innych, jej życie staje się większe w spotkaniu z innymi. Również poznanie siebie, sama świadomość siebie ma charakter relacyjny i jest powiązana z innymi, którzy nas poprzedzili: przede wszystkim z naszymi rodzicami, którzy nam dali życie oraz imię. Sam język, słowa, którymi interpretujemy nasze życie i naszą rzeczywistość, docierają do nas przez innych, są zachowane w żywej pamięci innych. Poznanie samych siebie możliwe jest tylko wtedy, gdy mamy dostęp do większej pamięci. Dzieje się tak również z wiarą, doprowadzającą do pełni ludzki sposób pojmowania. Przeszłość wiary, dzieło miłości Jezusa, które zrodziło w świecie nowe życie, dociera do nas w pamięci innych, świadków, jest zachowane i żywe w tym jedynym podmiocie pamięci, jakim jest Kościół. Kościół jest Matką uczącą nas mówić językiem wiary. Św. Jan podkreślał ten aspekt w swojej Ewangelii, łącząc ze sobą wiarę i pamięć oraz wiążąc obie z działaniem Ducha Świętego, który — jak mówi Jezus — «przypomni wam wszystko». Miłość, którą jest Duch i która trwa w Kościele, jednoczy ze sobą wszystkie epoki i czyni nas współczesnymi Jezusa, stając się tym samym naszym przewodnikiem na drodze wiary.

39. Nie można wierzyć samotnie. Wiara nie jest tylko indywidualnym wyborem dokonującym się we wnętrzu wierzącego, nie jest odizolowaną relacją między «ja» wiernego i «Ty» Boga, między autonomicznym podmiotem i Bogiem. Ze swej natury otwiera się ona na «my», wydarza się zawsze we wspólnocie Kościoła. Przypomina nam o tym dialogowana forma Credo w liturgii chrzcielnej. Wiara wyraża się jako odpowiedź na zaproszenie, na słowo, którego należy słuchać i które nie pochodzi ode mnie, i dlatego włącza się w dialog, nie może być jedynie wyznaniem, które płynie od jednostki. Można odpowiedzieć w pierwszej osobie: «wierzę», tylko dlatego, że należy się do wielkiej wspólnoty, tylko dlatego, że mówi się również «wierzymy». To otwarcie na eklezjalne «my» dokonuje się zgodnie z otwarciem cechującym miłość Bożą, która nie jest tylko relacją między Ojcem i Synem, między «ja» i «ty», lecz w Duchu jest także «my», wspólnotą osób. Dlatego właśnie ten, kto wierzy, nie jest nigdy sam, i dlatego wiara dąży do tego, by się rozpowszechniać, zapraszać innych do swej radości. Człowiek otrzymujący wiarę odkrywa, że poszerzają się przestrzenie jego «ja» i nawiązują się nowe relacje, które wbogacają życie. Tertulian dobrze to wyraził mówiąc o katechumenie, że «po obmyciu nowego narodzenia» zostaje przyjęty w domu Matki, aby wyciągnąć ręce i wraz z braćmi modlić się Ojcze nasz, niejako przyjęty w nowej rodzinie.
Sakramenty i przekaz wiary

40. Jak każda rodzina, Kościół przekazuje swoim dzieciom to, co przechowuje w swojej pamięci. Jak sprawić, aby nic nie przepadło, lecz — przeciwnie — wszystko coraz bardziej się pogłębiało w dziedzictwie wiary? Właśnie dzięki Tradycji apostolskiej, przechowywanej w Kościele pod opieką Ducha Świętego, mamy żywy kontakt z początkową pamięcią. To, co zostało przekazane przez Apostołów — jak stwierdza Sobór Watykański II — «obejmuje wszystko, co pomaga Ludowi Bożemu prowadzić święte życie oraz przyczynia się do wzrostu jego wiary. W ten sposób Kościół w swojej doktrynie, w życiu i kulcie przedłuża i przekazuje wszystkim pokoleniom wszystko, czym jest i w co wierzy».Wiara potrzebuje bowiem środowiska, w którym można o niej świadczyć i ją przekazywać, a winno być ono odpowiednie i proporcjonalne do tego, co się komunikuje. Do przekazania treści czysto doktrynalnej, pewnej idei, być może wystarczyłaby książka albo powtarzanie ustnego przesłania. Lecz tym, co przekazuje się w Kościele, tym, co przekazuje się w jego żywej Tradycji, jest nowe światło, rodzące się ze spotkania z Bogiem żywym, światło, które sięga centrum osoby, jej serca, angażując jej umysł, jej wolę oraz jej życie uczuciowe, otwierając ją na żywe relacje w komunii z Bogiem i innymi ludźmi. Do przekazywania takiej pełni istnieje specjalny środek, obejmujący całą osobę, ciało i ducha, wnętrze oraz relacje. Tym środkiem są sakramenty, sprawowane w liturgii Kościoła. W nich przekazywana jest pamięć wcielona, związana z miejscami i okresami życia, zespolona ze wszystkimi zmysłami; osoba jest w nich włączona, jako członek żywego podmiotu, w tkankę relacji wspólnotowych. Dlatego, jeśli jest prawdą, że sakramenty są sakramentami wiary, to trzeba również powiedzieć, że wiara ma strukturę sakramentalną. Rozbudzenie wiary łączy się z rozbudzeniem nowego sakramentalnego sensu życia człowieka i egzystencji chrześcijańskiej, ukazując, że pierwiastek widzialny i pierwiastek materialny otwierają się na tajemnicę tego, co wieczne.

C.d. w następnym numerze

 

 

 

12 września w Stajni Sarmacja w Pisarach 12 zawodników i 7 koni rywalizowało w zawodach łucznictwa konnego „Sarmackie Termopile”. Były to pierwsze zawody tego typu w Stajni oraz w południowej Polsce. Zawodnicy zdobywali punkty w konkurencji koreańskiej oddając strzały do tarczy z galopujących koni. Część uczestników wystąpiła w strojach historycznych XVII w co dodatkowo urozmaiciło imprezę. Zawody przebiegły w miłej atmosferze, a za rok planujemy spotkać się w większych ogólnopolskim a może nawet międzynarodowym gronie.

Tekst: Stajnia Sarmacja w Pisarach, zdjęcia Piotr Podermański „Akurra”

 

 

 

Miałam kiedyś kolegę biegacza. Nawet bardzo bliskiego kolegę. Teraz nasze kontakty się rozluźniły, w zasadzie wcale ich już nie ma. Rok temu kolega się na mnie obraził. Powód wybrał dziwny, ale stara prawda głosi, że jak ktoś się chce pogniewać, to zawsze sobie powód znajdzie. Nie widziałam go rok. Czasem (dość często) mignie mi na FB jakiś jego post czy zdjęcie. W sumie jestem ciekawa, co u niego, bo kiedyś, nie tak dawno temu, był mojej rodzinie bliski. No i dowiedziałam się ostatnio w Krynicy z dwóch niezależnych źródeł, że mój kolega przestał panować nad alkoholem w swoim życiu. A tak nazywając rzeczy po imieniu, że po prostu zwyczajnie chleje. Na umór. Jak nazwać faceta, który do piwa wlewa ćwiartkę gorzkiej żołądkowej - i to każdego dnia - żeby w ogóle poczuć, że to piwo to jednak alkohol? Wiem, że wszystko to co na siebie wziął, zwyczajnie go przerosło. Moim zdaniem powinien chyba odpuścić. Nie da się trzymać w garści siedmiu srok i doskonale nad nimi panować. No, po prostu się nie da. Może rozsądniej byłoby którejś z nich zwrócić wolność, bądź przekazać ją w inne ręce, zamiast rozpieprzać sobie wątrobę alkoholem, a szare komórki zamieniać w budyń? Wiem, że nie potrafię tego należycie ocenić, bo sama nigdy nie miałam problemu alkoholowego. Ba, ja nawet porządnych skłonności do alkoholu nie mam, a od 1,5 roku nie używam go w ogóle, bo nie mogę. Ale, dalibóg, nie brakuje mi tego. A on chleje. I mówią mi to ludzie, którzy go autentycznie lubią, u których wynika to z troski, a nie z chęci przywalenia leżącemu (w jakimś kantorku na stercie materaców, nie mającemu kontaktu z rzeczywistością, bo ludzie już poszli i już można było wlać w siebie niezbędną dawkę wódy). Boję się - i nie tylko ja - że jeżeli nie będzie potrafił odstawić alkoholu, to rzeczywistość odstawi jego. Ludzie, z którymi pracuje, zaczną zauważać, że bez alkoholu to on już nie egzystuje, że nie można na nim polegać. Że już nie rządzi swoim życiem i swoimi decyzjami. Teraz rządzi alkohol. Że rodzice, których dzieci trenuje, przestaną myśleć o tym, jaki jest fajny i jak dzieciaki go lubią, a zaczną się skupiać na bezpieczeństwie swoich latorośli. I to niekoniecznie tym najbardziej fizycznym – jednak na boisku dość mocno odzywa się coś, co nazywamy instynktem samozachowawczym. Pisząc „bezpieczeństwo” w tym przypadku mam na myśli przykład osobisty. Stefania Sempołowska (czy ktoś jeszcze wie, kim w ogóle była?) mówiła, że dzieci wychowuje się przykładem osobistym. I całe jej życie było dowodem na to, że tę teorię traktuje poważnie. Ja nie chciałabym, by moje dzieci wychowywał pijak, złodziej, kombinator czy zwykła kanalia. Bałabym się, że przesiąkną przykładem. Że przestaną widzieć niestosowność takich zachowań. Dzieci to jednak delikatna materia, w której rzeźbiąc niewłaściwie można wyrządzić wiele krzywd. Nikt nie ma do tego prawa! Boję się o mojego kolegę. Gniecie mnie to...

Gabriela Kucharska

Lata siedemdziesiąte z nowym powiewem politycznym, przyniosły również nowe priorytety w motoryzacji. Marzenia o jednośladach znów zastąpiła chęć posiadania samochodu, tym realniejsza, że uruchomiono w Polsce produkcję Fiata 126p. Rodzime motocykle przestały się cieszyć tak wielkim zainteresowaniem jak dotychczas, motorowery plasowały się na samym końcu tego łańcucha. Wytwórnia Sprzętu Komunikacyjnego w Świdniku, wprowadziła więc na rynek kolejne modele WSK, o pojemności 125, 175 cm3 oraz ich różne wersje. Co na to odpowiedział bydgoski Romet?

Założenie było proste: utrzymać formę motoroweru ze wszystkimi jej zaletami użytkowymi i zaczerpnąć inspiracje ze stylistyki motocyklowej. Idąc tym tropem, w 1976 roku, konstruktorzy stworzyli dwuosobowy motorower ROMET 50-T-1. Użytkownicy zyskali możliwość podróżowania z pasażerem, co prawda z prędkością 40 km/h, ale przy zachowaniu wszelkich przywilejów motoroweru. Mowa tu między innymi o uproszczonej rejestracji, braku konieczności wykonywania corocznych badań technicznych, możliwości prowadzenia bez prawa jazdy, a nawet bez kasku ochronnego. Dodając do tego większe, 19’’ koła, silnik model 019, o mocy 2,5 KM, trzybiegową skrzynię biegów obsługiwaną dźwignią nożną, wydłużoną kanapę oraz podniesiony, 9 l zbiornik, otrzymujemy model sprawiający wrażenie małego motocyklu. Dodatkowym atutem stała się cena; za motocykl WSK, w zależności od wersji, trzeba było zapłacić od 9 500 zł do 12 000 zł, podczas gdy za Rometa 50-T, od 6 600 zł do 7 100 zł.

W opisach konstrukcyjnych mocny nacisk kładziono na funkcjonalność jednośladu w kontekście użytkowania przez dwie osoby; podkreślano odpowiednią moc silnika, nawet do terenów górskich, możliwość zabrania niewielkiego bagażu, który można zamontować bez obciążania pasażera czy odpowiednie podnóżki dla wygody podróżowania.

Bohater tej odsłony cyklu doczekał się również wersji sportowej, funkcjonującej pod nazwą ROMET 50-TS-1. Wersja ta różniła się od pierwowzoru kilkoma detalami, nadającymi „sportowy look”. Mowa o wyżej umocowanym tłumiku, sportowej wersji kierownicy i mniejszym bagażniku. Technicznie ta wersja pozostawała bez zmian względem 50-T-1.

Kierunek „powiększania” motorowerów znalazł swoich adresatów, ale co ciekawsze również „pomniejszone” konstrukcje cieszyły się rzeszą zwolenników. O tym trendzie wśród polskich jednośladów już w następnej odsłonie cyklu.

Jan Piotrowski Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. Źródła:
- Podlaski Józef, „Jeżdżę motorowerem”, WKŁ, Warszawa 1979 r.
- Szczerbicki Tomasz, „Motocykle w PRL. Rzecz o motoryzacji i nie tylko…”, Drukarnia oficyny wydawniczej READ ME, Łódź 2014

Aisza ma zgrubiałą swędzącą skórę. Jest bardzo chora. Zmęczona kładzie się w pokoju. I zasypia. W kuchni rodzina kolejny raz ustala, z czego zrezygnować. Kończy się karma. I kończą się leki. Jutro wizyta u weterynarza. Przejazd tramwajem. I wytykanie palcami, bo pies prawie łysy. Dzień psa, dzień właściciela. I piętno choroby. Choroba zabiera bardzo dużo. Pozbawia motywacji. Pozbawia siły. Pozbawia zwykłej, codziennej radości. I burzy spokój. Również właścicieli. Aisza to 2,5 letnia suczka owczarka niemieckiego. Mieszka wraz ze swoją mamą, bratem i ludźmi o wielkim sercu. Jej opiekunowie od ponad roku starają się jej pomóc. Nużeniec, który rozwinął się jako pierwszy, został wyleczony, ale powikłaniem jest bardzo ciężka grzybica. Właściciele wydali na leczenie suczki wszystkie oszczędności. Zalegają z czynszem, często brakuje im na jedzenie, a koszty pomocy psinie cały czas rosną. Weterynarze sugerują eutanazję ze względu na brak poprawy. Tyle, że nie zostały jeszcze wykonane wszystkie możliwe badania i testy. Chcemy dać Aiszy szansę. Chcemy jeszcze raz spróbować. Aisza pilnie potrzebuje diagnostyki pod kątem alergii pokarmowych. Równolegle prowadzone jest wcześniej zaordynowane leczenie. Konieczne jest sprowadzenie z Anglii specjalnego preparatu do kąpania, tego, którym leczony był nasz Bruno. Konieczny jest zakup specjalnej karmy i suplementacji. Konieczne są środki na pokrycie kolejnych badań i dalszego leczenia. Los dobrze się z Aiszą obszedł. Ma opiekunów, przy których może sprostać. Ale potrzebuje pomocy, bez której jej dalsze życie będzie jedynie pasmem cierpień, zakończonym w krótkim czasie śmiercią. To jej ostatnia szansa. Ostatnie starcie z losem. Od nas wszystkich zależy, czy z uda jej się wygrać.

Możesz pomóc Aiszy dokonując wpłaty tytułem „Dla Aiszy” na konto zbiórkowe:
PKO BP 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350

Fundacja Centaurus ul. Borelowskiego 53/2, 51-678 Wroclaw

www.psy.centaurus.org.pl e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

W związku z zamieszczeniem w poprzednim numerze naszego miesięcznika artykułu, który według druhów z OSP Zabierzów zawiera niepełne dane o jednostce publikujemy aktualizację tych danych wraz z poszerzającą informacją o otrzymaniu grantu z Kraków Airport. Życzymy dalszych sukcesów w działalności na rzecz mieszkańców naszej gminy.

Aktualnie na wyposażeniu OSP Zabierzów znajduje się 7 pojazdów specjalnych - pożarniczych:

- ratowniczo - gaśniczy średni - Iveco Eurocargo, ratownictwa drogowego lekki - Fiat Ducato, podnośnik koszowy - Star 200/ SH 18, operacyjny - Opel Astra, lekka przyczepa powodziowa z wyposażeniem, quad ratowniczo - poszukiwawczy – Suzuki, motocykl ratowniczo - operacyjny – Honda. Aktualnie w naszej jednostce przeszkolonych jest:

- ratownicy medyczni z certyfiakatem - 15 druhów

- uprawnienia ODO (aparaty oddechowe) - 14 druhów - obsługa sprzętu ratownictwa drogowego - 16 druhów

- uprawnienia UDT - obsługa podnośnika SH -18 - 10 druhów

- płetwonurków - 2 druhów

- dowódców - 4 druhów

- pilarzy - 4 druhów

Jednostka jest przodującą jednostką w Gminie Zabierzów oraz w powiecie krakowskim z największą ilością wyjazdów do akcji, - średnia roczna ilość interwencji z kilku ostatnich lat przekracza 200 (na dzień 20 sierpnia b.r. 201) Dysponowani jesteśmy do wszelkich niebezpiecznych zdarzeń - jak pożary, wypadki, usuwanie skutków nawałnic, usuwanie połamanych drzew, gniazd niebezpiecznych owadów. Zabezpieczamy pod względem przeciw pożarowym i medycznym imprezy masowe i mniejsze zgromadzenia, na co dzień współpracujemy z sołectwem, Urzędem Gminy, PSP, siostrzanymi jednostkami OSP, szkołami i przedszkolami organizując dla dzieci pokazy i instruktaże profilaktyczne. Jednostka nasza jest wcielona do Małopolskiej Kompanii „Wawel” i może być dysponowana w przypadku kataklizmów w dowolny rejon Rzeczpospolitej Polskiej.

Mając na uwadze fakt, że we wszystkich wcześniejszych publikacjach dotyczących pozostałych jednostek OSP przedstawione zostały składy osobowe, oraz dla docenienia strażaków - wolontariuszy o największym zaangażowaniu w skali gminy i powiatu wnioskujemy o zamieszczenie aktualnego składu osobowego jednostki, który przedstawia się następująco:

prezes - Jerzy Banarski, wiceprezes - Piotr Hynek, naczelnik - Robert Mistak, sekretarz - Ewelina Hynek, skarbnik - Łukasz Mikołajczyk, gospodarz - Maciej Powroźnik, kapelan gminny - ks. prałat Stanisław Maślanka, przew. komisji rewizyjnej - Micimiński Paweł, prezes honorowy ZOG - senior Józef Sendor, strażacy ratownicy - Baranik Tomasz, Bawołek Tomasz, Charczuk Dominik, Feluś Edward, Jaros Mateusz, Krawczyk Maciej, Krawczyk Dariusz, Pasionek Grzegorz, Powroźnik Marcin, Kwiatkowski Stanisław, Mielczarek Marcin, Pokrzywa Marcin, Korzonek Michał, Micimińska Agnieszka, Macheta Mariusz, Rajpolt Michał, Sołtysik Tomasz, Kowalik Sławomir, Kowalik Władysław, Micimińska Agnieszka, Łazowy Karol, Chechelski Michał, Skotniczny Robert.

Zarząd Ochotniczej Straży Pożarnej
Jednostki Krajowego Systemu Ratowniczo - Gaśniczego w Zabierzowie

Z inicjatywy stowarzyszenia Homini et Terrae (łac. człowiekowi i ziemi) realizującego program na rzecz aktywizacji seniorów „DługoWieczni” i we współpracy z Klubem Seniora w Bolechowicach, utworzona została w ramach KKS Jura Moto Sport sekcja gimnastyczna seniorów. Aktualnie rozpoczął się drugi sezon zajęć. Odbywają się one we czwartki w godzinach 18,45 – 20,30 na sali gimnastycznej SP w Bolechowicach.

alladin.jpg