• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp oskar.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • romantica andrzejki.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • swiba.jpg
  • wwm.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • adrian.jpg
  • bistro.jpg
  • dogoterapia.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kanczura.jpg
  • krakmeb.jpg
  • kruk.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • srebrne.jpg
  • wegiel.jpg
  • weterynarz.jpg

Zupełnie niedawno przez media przetoczyła się z siłą wodospadu sprawa znanego biegacza długodystansowego, który przed wyjazdem na ważny dla siebie bieg, przywiązał swoją (adoptowaną pół roku wcześniej w blasku fleszy) ciężarną sukę do bramy schroniska, zostawił ją w upale i odjechał. Rzecz cała została nagrana przez kamerę monitoringu i sprawa wypłynęła na jaw. Z wielkim smrodem i przytupem wypłynęła. Bo stosunek Polaków do zwierząt nie jest już taki, jak był niegdyś. Bo teraz zwierząt – na szczęście – nie traktuje się już jak przedmiot, bo teraz o zwierzęta się dba i zwyczajnie się je szanuje. I bardzo dobrze! Istnieje takie powiedzenie, że nasz stosunek do zwierząt świadczy o naszym poziomie człowieczeństwa. I pewnie jest w tym sporo racji. Przez media – zwłaszcza społecznościowe – przetoczyła się lawina komentarzy odsądzających niefrasobliwego długodystansowca od czci i wiary, suponujących, że kiedy znudzi mu się matka, to też ją zapewne przywiąże, ale pod bramą domu starców, że kiedy znudzą mu się dzieci, to przywiąże je do klamki domu dziecka, i tym podobnych. To była bardzo silna nagonka, może nawet lincz medialny. Czy słusznie? Czy my, zwykli zjadacze chleba, mamy prawo osądzać innych? Pismo Święte mówi „Nie sądźcie, abyście nie byli sądzeni. Bo takim sądem, jakim sądzicie, i was osądzą; i taką miarą, jaką wy mierzycie, wam odmierzą.”. I mądrze mówi. A jednak mamy wielką skłonność do osądzania innych i ciężko ją nam w sobie zwalczyć. Ja staram się nie osądzać, a to z tego powodu, że chcę zachować autonomię swojego życia. Mimo to drażni mnie niebywale postępek tego człowieka. Nie dlatego, że okazał się nieludzki. Nawet nie dlatego, że jest idiotą. Drażni mnie dlatego, że jest to człowiek, który ostentacyjnie obnosi się ze swoim katolicyzmem, który biegnie do Watykanu z podobizną Jana Pawła II na koszulce, czapeczce i wózku, że lubi pozować do zdjęć na klęczkach na progu kościoła. A jego postępek z miłością do naszych braci mniejszych nie miał nic wspólnego. Kiedy rzecz cała wyszła na jaw, nie wykazał się skruchą tylko butą. Czy myślał, że wolno mu więcej dlatego, że jest znany? Nie wiem. Osobiście uważam, że znanym można o wiele mniej niż anonimowym zjadaczom chleba. Gdy koledzy (choć moim zdaniem niespecjalnie zasługują na to miano) posła, z którym spędzili wieczór przy butelce, sfotografowali go w stanie upodlenia, śpiącego na hotelowej podłodze i wrzucili te zdjęcia do sieci, poczułam się zniesmaczona – zarówno postawą pseudokolegów, jak i samego demokratycznie wybranego przedstawiciela narodu. Gdy znana pływaczka spowodowała wypadek drogowy, w którym zginął jej brat, z jednej strony ogromnie było mi żal dziewczyny, a z drugiej uważałam, że sąd nie powinien traktować jej łagodniej niż innych, którzy mieli nieszczęście spowodować taki sam wypadek z takimi samymi skutkami. Bo tym na świeczniku wcale nie nie wolno więcej! Świecznik służy podtrzymywaniu świec, a świece mają dawać światło. Jaśnieć. Osoby ze świecznika mają, moim zdaniem, jaśnieć przykładem. Może nie mam racji. Nie wiem, nie upieram się. Może przesadzam. Może – tak jak ocenia mój mąż – to głupie, że nie przechodzę nigdy na czerwonym świetle – nawet na bezludziu i w środku nocy. Może to skaza wyniesiona ze szkoły dla nauczycielek. Może to pokłosie słyszanego dnień w dzień przez cztery lata tekstu „Dziewczęta, wy, jako przyszłe nauczycielki (...)”. Może... Wiem na pewno, że wychowuje się przykładem osobistym. I dzieci i społeczeństwo.

Gabriela Kucharska

ena.jpg