• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp oskar.jpg
  • drbike.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • geodezja.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • praca.jpg
  • rasterek.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • skotcar.jpg
  • swiba.jpg
  • wwm.jpg
  • zlom.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • bistro.jpg
  • gawin.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • hipokrates.jpg
  • kaes.jpg
  • kanczura.jpg
  • melba.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • stollar.jpg
  • szumiec.jpg
  • weterynarz.jpg
  • wykonczenia.jpg

 

 

 

Kontynuujemy przedstawianie Czytelnikom „Gońca” ludzi, którzy w naszym mniemaniu są Sportowymi Ambasadorami Gminy Zabierzów. Jest to cykl prezentacji wybranych przez nas sportowców, zawodników, trenerów i moderatorów sportu działających na terenie Gminy Zabierzów. Rozmowy z Ambasadorami prowadzi znany większości sportowców w naszej gminie, Grzegorz Mytnik, pływak, triatlonista, sportowiec i organizator imprez zaliczanych do największych na naszym terenie. Kolejnym jego rozmówcą jest Zbigniew Mossoczy, pasjonat kolarstwa górskiego, stały współpracownik magazynu „bikeBoard”- najlepszego wydawnictwa rowerowego w Polsce. Ostatnio również zapalony triatlonista, startujący w barwach teamu „WERTYKAL bikeBoard”. Człowiek, który zasługuje w pełni, zdaniem naszych Czytelników, na zaszczytne miano „Sportowy Ambasador Gminy Zabierzów”.

Grzegorz Mytnik: Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z rowerem?

Zbigniew Mossoczy: Jak każdy chłopak jeździłem od małego, od kiedy pamiętam. Bardziej ambitnie zaczęło się podczas studiów – rozpoczęła się turystyka rowerowa. Z tamtego okresu najbardziej zapadła mi w pamięć skandynawska wyprawa rowerowa z sakwami – przez Finlandię i Norwegię aż
nad Morze Barentsa, najdalej na północ jak tylko można w Europie. 3500 kilometrów w miesiąc – to było prawdziwe wyzwanie, zwłaszcza że na początku wyprawy rower z pełnymi sakwami ważył prawie 50 kg !

G.M.: Teraz jeździsz ze sportowym zacięciem, startując w zawodach.

Z.M.: Od kilku lat startuję w zawodach MTB. Na początku były to jednodniowe maratony rowerowe, traktowane na zasadzie sprawdzianu w atmosferze rywalizacji swoich zupełnie amatorskich umiejętności. Ściganie się na rowerze górskim bardzo mi się spodobało i od 2008 roku startowałem regularnie w kilkunastu imprezach rocznie. Mocniej zainteresowałem się kolarstwem górskim i trafiłem wtedy do teamu „SIKORSKI bikeBoard”, gdzie mogłem realizować się jeszcze mocniej, zostałem współpracownikiem redakcyjnym i testerem „bikeBoard”u , najbardziej renomowanego wydawnictwa dla kolarzy w Polsce. Moja pasja rozwijała się z każdym kolejnym sezonem, pojawiały się starty w coraz trudniejszych i bardziej wymagających zawodach, również za granicą.

G.M.: Od jakich dystansów zaczynałeś? Nie miałeś za sobą przeszłości sportowej, twój organizm nigdy nie był przyzwyczajony do wysiłku podczas zawodów.

Z.M.: To prawda. Ścigać się zacząłem 9 lat temu mając 33 lata, bez żadnych doświadczeń sportowych, bez juniorskiego przygotowania. Na początek były to typowe maratony rowerowe trwające około 3 godziny (dystans Mega), potem zacząłem jeździć dłuższe dystanse Giga, spędzając na rowerze podczas zawodów około 5 godzin. Pokochałem najdłuższe jednodniowe imprezy – im było dłużej i trudniej tym lepiej. Zacząłem jeździć w prawdziwych górach w Polsce i w Europie, mierząc się ze swoimi słabościami w najtrudniejszych warunkach. Startowałem na najdłuższych dystansach, dwa razy ukończyłem austriacki Salzkammergut Trophy na dystansie 211 km z ponad 7000 metrów przewyższenia – najbardziej wymagający jednodniowy wyścig MTB w Europie. W zeszłym roku startowałem w wyścigu dwudziestoczterogodzinnym we włoskiej Ligurii, zdobywając drugie miejsce w swojej kategorii wiekowej na wymagającej technicznej trasie, ścigając się całą dobę non stop.

G.M.: Startujesz też w zawodach wielodniowych.

Z.M.: Tak. Etapówki MTB są dla mnie pasjonujące. Kilka dni ścigania z rzędu to niezwykłe doświadczenie, niesamowita przygoda. Ogromny sprawdzian zarówno dla bikera jak i sprzętu. Zacząłem od najtrudniejszych zawodów tego typu w Polsce w 2007, startując regularnie co roku. W 2011 pojawiała się możliwość startu w Absa Cape Epic w RPA i wystartowałem w tych niezwykle prestiżowych zawodach (nieoficjalne etapowe mistrzostwa świata) w zespole z Kubą Sikorskim, ukończyliśmy wyścig na zaprojektowanych i wykonanych przez Niego karbonowych prototypowych rowerach. Niesamowita przygoda.

G.M.: Dzięki swej pasji mogłeś zwiedzać świat, poznawać nowych ludzi.

Z.M.: Kolarze górscy startujący w etapówkach to niesamowite środowisko. Latają po całym świecie ze swoimi rowerami i ścigają się podczas zawodów w egzotycznych miejscach, czerpiąc ogromną radość nie tyle z wyniku, co z samego faktu uczestnictwa i spotkania znajomych z poprzednich zawodów. Brałem udział w 15 etapówkach na 5 kontynentach. Moje marzenia o podróżach zaczęły się spełniać dzięki MTB. Jakby ktoś 10 lat temu powiedział mi, że dzięki kolarstwu górskiemu będę w tak wielu egzotycznych miejscach to bym nie uwierzył. Poznałem podczas zawodów wielu niesamowitych ludzi, gościłem u siebie znajomych z Australii, Hiszpanii, Węgier, Włoch i Niemiec, mam kontakty na całym świecie.

G.M.: Co było dla Ciebie największym przeżyciem?

Z.M.: Niewątpliwie udział w wyścigu Yak Attack w Nepalu. Ściganie się na rowerze w Himalajach, w śniegu na wysokości ponad 5000 m. n.p.m. to było wyzwanie, największa przygoda. Wysiłek fizyczny, zawody na tej wysokości smakują zupełnie inaczej. Zupełnie odmienny, ale również niezapomniany był udział w Crocodile Trophy w Australii i jazda w ogromnym upale prawie 50 stopni Celsjusza w bezludnym australijskim outbacku. Piętnaście litrów płynów wypitych w ciągu 7 godzin na trasie.

G.M.: Jaki jest Twój poziom sportowy? Czy na zawodach etapowych, w których startujesz jesteś w czołówce?

Z.M.: Ścigam się amatorsko, czerpiąc radość przede wszystkim z uczestnictwa w zawodach. Przygodę ze sportem zacząłem zbyt późno, nie mam też mocnego parcia na trening. Sport traktuję jako pasję i jeden ze sposobów na utrzymanie dobrego stanu zdrowia. Niemniej jednak startuję w zawodach i staram się uzyskać jak najlepsze wyniki. Uzyskane miejsce zależy od rangi zawodów i poziomu sportowego czołówki. W stosunku do światowej czołówki MTB jestem daleko, strata około 30 – 40 % czasu na zawodach gdzie ścigają się najlepsi – to jest przepaść. Kilka razy na etapówkach mniejszej rangi stanąłem na podium, jestem zwycięzcą open polskiej etapówki Carpathia MTB Venture 2011 - najwyższy stopień podium na tych zawodach dał mi wiele satysfakcji.

G.M.: Ostatnio zainteresowałeś się też triathlonem.

Z.M.: Tak, trzy lata temu wystartowałem pierwszy raz w zawodach triathlonowych i połknąłem bakcyla. Startuję w ramach zabierzowsko – krakowskiego teamu „WERTYKAL bikeBoard”, biorę udział w zawodach, testuję sprzęt, obsługuję z ramienia redakcji wiele imprez triathlonowych w Polsce. Ukończyłem kilkanaście zawodów triathlonowych, preferuję najdłuższe dystanse IronMan (3,8 km pływania, 180 km na rowerze, 42 km bieg). W tym sezonie w kalendarzu mam również takie zawody.

G.M.: Na koniec jakie są Twoje plany na ten sezon? Z.M.: Jeśli chodzi o plany sportowe -kolarstwo górskie to udział w kilku typowo górskich maratonach, oprócz tego jedna lub dwie etapówki w Europie, chciałbym też spróbować swoich sił na zawodach enduro. Do tego dochodzi triathlon – kilka startów na różnych dystansach, chciałbym poprawić zeszłoroczny wynik na pełnym dystansie Iron-Man. W planach mam też udział w biegowym Cracovia Maraton – też z chęciami poprawy życiówki. Ale głównym i najważniejszym celem, niezależnym od wszelkich wyników jest czerpanie przyjemności z uprawiania sportu i realizacji swoich pasji.

G.M.: Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów.

Od redakcji: Grzegorz Mytnik, mieszkaniec Rudawy, prezes firmy Naxel, członek zarządu i współzałożyciel Jurajskiej Izby Gospodarczej, urodzony w 1972 roku. Karierę sportową jako pływak rozpoczął w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Krakowie przy ulicy Grochowskiej. Sukcesy sportowe odnosił jako zawodnik klubu sportowego JORDAN w Krakowie. Razem z Arturem Czerwcem, byłym pływakiem tarnowskiej Unii, założył w 2005 roku sekcję pływacką w LKS KMITA. Jest pomysłodawcą zorganizowania jednej z większych imprez pływackich w Polsce, czyli Międzynarodowych Zawodów o Puchar Rycerza Kmity. Trenuje pływanie, biegi i jazdę na rowerze jako członek grupy WATER KNIGHTS. Aktualnie jest wiceprezesem Zarządu Małopolskiego Okręgowego Związku Pływackiego ds. organizacyjnych.

 

 

 

 

 

 

od zmierzchu.jpg