• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp.jpg
  • energoterm.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • juszczyk.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • ok.jpg
  • opał.jpg
  • romantica.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • supra.jpg
  • szumiec.jpg
  • szumiec2.jpg
  • trulka.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zlom.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • bioterapia.jpg
  • bistro.jpg
  • colorex.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • hydrex.jpg
  • kruk.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • toka.jpg
  • weterynarz.jpg

Numer 03/2015

Wiara Izraela 12.Historia ludu Izraela w Księdze Wyjścia kontynuuje drogę wiary Abrahama. Wiara rodzi się ponownie z pierwotnego daru: Izrael otwiera się na działanie Boga, który pragnie go wyzwolić z jego nędzy. Wiara wezwana jest do długiej wędrówki, by móc adorować Pana na Synaju i objąć w posiadanie ziemię obiecaną. Miłość Boża ma rysy ojca niosącego syna przez całą drogę (por. Pwt 1, 31). Wyznanie wiary Izraela przyjmuje kształt opowiadania o dobrodziejstwach Boga, o Jego działaniu, by wyzwolić lud i go prowadzić (por. Pwt 26, 5-11), a opowiadanie to naród przekazuje z pokolenia na pokolenie. Światło Boże świeci dla Izraela przez czyny dokonane przez Pana, wspominane i wyznawane w sprawowaniu kultu, przekazywane dzieciom przez rodziców. Dowiadujemy się zatem, że światło, które niesie wiara, związane jest z konkretnym opowiadaniem o życiu, z wdzięcznym wspominaniem dobrodziejstw otrzymanych od Boga i stopniowym spełnianiem się Jego obietnic. Wyraziła to bardzo dobrze gotycka architektura: w wielkich katedrach światło dochodzi z nieba przez witraże, na których przedstawiona jest historia święta. Światło Boże dociera do nas przez opowiadanie o Jego Objawieniu, dlatego potrafi oświecić naszą drogę w czasie, przypominając o Bożych dobrodziejstwach, pokazując, jak spełniają się Jego obietnice.

Historia Izraela ukazuje nam również pokusę niewiary, której lud wielokrotnie ulegał. Przeciwieństwo wiary jawi się tutaj jako bałwochwalstwo. Gdy Mojżesz rozmawia z Bogiem na Synaju, lud nie potrafi znieść tajemnicy ukrytego oblicza Bożego, nie potrafi wytrzymać czasu oczekiwania. Wiara ze swej natury wymaga wyrzeczenia się chęci natychmiastowego posiadania, jakie zdaje się ofiarować widzenie, jest zaproszeniem, by otworzyć się na źródło światła, szanując tajemnicę Oblicza, które zamierza objawić się osobiście i w odpowiednim czasie. Martin Buber przytaczał definicję bałwochwalstwa, podaną przez rabina z Kocka. Z bałwochwalstwem mamy do czynienia wówczas, « gdy zwraca się pełne szacunku oblicze do oblicza, które nie jest obliczem ».10 Zamiast wierzyć w Boga, człowiek woli czcić bożka, którego oblicze można utrwalić i którego pochodzenie jest znane, bo został przez nas uczyniony. W przypadku bożka nie ma niebezpieczeństwa ewentualnego powołania, które wymagałoby wyrzeczenia się własnego poczucia bezpieczeństwa, ponieważ bożki « mają usta, ale nie mówią » (Ps 115, 5). Rozumiemy więc, że bożek jest pretekstem do tego, by postawić samych siebie w centrum rzeczywistości, adorując dzieło własnych rąk. Człowiek, gdy traci zasadnicze ukierunkowanie, które spaja jego życie, gubi się w wielorakości swoich pragnień. Wzbraniając się przed oczekiwaniem na czas obietnicy, rozprasza się na tysiące chwil swojej historii. Dlatego bałwochwalstwo jest zawsze politeizmem, poruszaniem się bez celu od jednego pana do drugiego. Bałwochwalstwo nie wskazuje jednej drogi, lecz wiele szlaków, które nie prowadzą do wyraźnego celu, a raczej tworzą labirynt. Kto nie chce zawierzyć się Bogu, zmuszony jest słuchać głosów wielu bożków, wołających do niego: « Zdaj się na mnie! » Wiara, ponieważ związana jest z nawróceniem, jest przeciwieństwem bałwochwalstwa; jest odsuwaniem się od bożków, by powrócić do Boga żywego dzięki osobistemu spotkaniu. Wierzyć to znaczy powierzyć się miłosiernej miłości, która zawsze przyjmuje i przebacza, wspiera i ukierunkowuje egzystencję, okazuje się potężna w swej zdolności prostowania wypaczeń naszej historii. Wiara polega na gotowości otwarcia się na wciąż nową przemianę dokonywaną przez Boże wezwanie. Oto paradoks: zwracając się nie ustannie do Pana, człowiek znajduje stałą drogę, co uwalnia go od chaotycznych ruchów, do jakich zmuszają go bożki.

W wierze Izraela pojawia się także postać Mojżesza, pośrednika. Lud nie może oglądać oblicza Boga. To Mojżesz rozmawia z Jahwe na górze i przekazuje wszystkim wolę Pana. Dzięki tej obecności pośrednika Izrael nauczył się wędrować zjednoczony. Akt wiary pojedynczego człowieka wpisuje się we wspólnotę, we wspólne « my » ludu, który w wierze jest jakby jednym człowiekiem, « synem moim pierworodnym », jak Bóg nazwie całego Izraela (por. Wj 4, 22). Pośrednictwo nie staje się przeszkodą, lecz otwarciem: w spotkaniu z innymi kierujemy spojrzenie ku przerastającej nas prawdzie. J. J. Rousseau skarżył się, że nie może osobiście zobaczyć Boga: « Iluż ludzi między Bogiem a mną! »11 « Czy to takie proste i naturalne, że Bóg poszedł do Mojżesza, żeby mówić do Jeana Jacques’a Rousseau? ».12 Biorąc za punkt wyjścia indywidualistyczną i ograniczoną koncepcję poznania, nie można zrozumieć sensu pośrednictwa, tej zdolności uczestniczenia w wizji drugiego człowieka, dzielenia się poznaniem, będącym poznaniem właściwym miłości. Wiara jest bezinteresownym darem Boga, który wymaga pokory i odwagi, by zaufać i zawierzyć się, i w ten sposób dostrzec świetlaną drogę spotkania między Bogiem i ludźmi, historię zbawienia.
Pełnia wiary chrześcijańskiej

15. « Abraham [...] rozradował się z tego, że ujrzał mój dzień — ujrzał [go] i ucieszył się » (J 8, 56). Zgodnie z tymi słowami Jezusa, wiara Abrahama kierowała się ku Niemu, była w pewnym sensie antycypowaną wizją Jego tajemnicy. Tak pojmuje to św. Augustyn, gdy twierdzi, że Patriarchowie zbawili się w wierze, nie w wierze w Chrystusa, który już przyszedł, ale w wierze w nadchodzącego Chrystusa, w wierze skierowanej ku przyszłemu wydarzeniu Jezusa.13 Wiara chrześcijańska skoncentrowana jest na Chrystusie, jest wyznawaniem, że Jezus jest Panem i że Bóg wskrzesił Go z martwych (por. Rz 10, 9). Wszystkie wątki Starego Testamentu zbiegają się w Chrystusie, On staje się ostatecznym « tak » dla wszystkich obietnic, fundamentem naszego ostatecznego « Amen », powiedzianego Bogu (por. 2 Kor 1, 20). Historia Jezusa jest pełnym objawieniem wiarygodności Boga. Jeśli Izrael wspominał wielkie dzieła miłości Bożej, które stanowiły centrum jego wyznania i otwierały wzrok jego wiary, obecnie życie Jezusa jawi się jako miejsce ostatecznej interwencji Boga, najwyższy przejaw Jego miłości do nas. W Jezusie Bóg nie kieruje do nas dodatkowego słowa, pośród tylu innych,ale swoje odwieczne Słowo (por. Hbr 1, 1-2). Bóg nie mógł dać nam większej gwarancji, by nas zapewnić o swojej miłości, jak przypomina nam św. Paweł (por. Rz 8, 31-39). Tak więc wiara chrześcijańska jest wiarą w Miłość pełną, w jej skuteczną moc, w jej zdolność przemieniania świata i wyjaśniania czasu: « Myśmy poznali i uwierzyli miłości, jaką Bóg ma ku nam » (1 J 4, 16). W miłości Bożej, objawionej w Jezusie, wiara dostrzega fundament, na którym opiera się rzeczywistość i jej ostateczne przeznaczenie.

C.d. w następnym numerze

 

 

 

Od czego zacząć ? Każdy z nas spożywa kilka posiłków dziennie. W zależności od stosowanej diety, sposobu jedzenia, przyzwyczajeń kulinarnych, spożywamy różne potrawy, różnie przyrządzone. Celem cyklu artykułów pod wspólnym tytułem „Jedząc zdrowo i ze smakiem bronimy się przed rakiem” jest uzmysłowienie czytelnikom naszej gazety faktu, iż można konsumować potrawy smaczne, a jednocześnie optymalnie dietetyczne z punktu widzenia profilaktyki antyrakowej. Nasze potrawy spełniają wymogi potraw dietetycznych, niskokalorycznych, odkwaszających nasz organizm, przetestowanych przez szeroką rzeszę - wolontariuszy zdrowego żywienia, którzy przetestowali na sobie ich skuteczność. Niniejszy artykuł rozpoczyna cykl, oparty na badaniach, spostrzeżeniach i obserwacjach autora i jego przyjaciół. Cytujemy w nim często stosowaną tezę - jesteśmy tym co jemy. Postaramy się przedstawić Czytelnikom przykłady potraw stosowanych w ramach diety, którą chcielibyśmy nazwać zmianą sposobu żywienia. Pamiętajmy, że zmiany te będą owocować powolnymi zmianami na korzyść. Szybko działają tylko środki przeciwbólowe i antybiotyki. Przedstawiamy Państwu pierwszy krok na drodze do zmiany sposobu żywienia.

Kiedy zechcesz rozpocząć przygodę z naszym systemem żywienia (dietą) zważ się rano w sposób umożliwiający porównanie wyników pomiaru (godzina pomiaru, ubiór, czas przed lub po posiłku).

Rozpocznij picie większej ilości napojów (wody mineralnej niegazowanej) w ilości dobowej około 15ml/ 1 kg wagi uczestnika (ważąc 90 kg pijemy około 1,5 litra wody dziennie). Staraj się także nie spożywać wody lub innych napojów podczas konsumpcji posiłków, rozpoczynając picie 60 minut po zakończeniu jedzenia. Stosowanie się do tych dwóch punktów powinno być dobrym początkiem zmiany sposobu żywienia. Nie wymaga ono specjalnych wyrzeczeń. Po prostu zastosuj się do naszych wskazówek.

cdn…

Grzegorz Mytnik - twój kulinarny przyjaciel

 

 

 

 

 

 

Kontynuujemy przedstawianie Czytelnikom „Gońca” ludzi, którzy w naszym mniemaniu są Sportowymi Ambasadorami Gminy Zabierzów. Jest to cykl prezentacji wybranych przez nas sportowców, zawodników, trenerów i moderatorów sportu działających na terenie Gminy Zabierzów. Rozmowy z Ambasadorami prowadzi znany większości sportowców w naszej gminie, Grzegorz Mytnik, pływak, triatlonista, sportowiec i organizator imprez zaliczanych do największych na naszym terenie. Kolejnym jego rozmówcą jest Zbigniew Mossoczy, pasjonat kolarstwa górskiego, stały współpracownik magazynu „bikeBoard”- najlepszego wydawnictwa rowerowego w Polsce. Ostatnio również zapalony triatlonista, startujący w barwach teamu „WERTYKAL bikeBoard”. Człowiek, który zasługuje w pełni, zdaniem naszych Czytelników, na zaszczytne miano „Sportowy Ambasador Gminy Zabierzów”.

Grzegorz Mytnik: Kiedy zaczęła się Twoja przygoda z rowerem?

Zbigniew Mossoczy: Jak każdy chłopak jeździłem od małego, od kiedy pamiętam. Bardziej ambitnie zaczęło się podczas studiów – rozpoczęła się turystyka rowerowa. Z tamtego okresu najbardziej zapadła mi w pamięć skandynawska wyprawa rowerowa z sakwami – przez Finlandię i Norwegię aż
nad Morze Barentsa, najdalej na północ jak tylko można w Europie. 3500 kilometrów w miesiąc – to było prawdziwe wyzwanie, zwłaszcza że na początku wyprawy rower z pełnymi sakwami ważył prawie 50 kg !

G.M.: Teraz jeździsz ze sportowym zacięciem, startując w zawodach.

Z.M.: Od kilku lat startuję w zawodach MTB. Na początku były to jednodniowe maratony rowerowe, traktowane na zasadzie sprawdzianu w atmosferze rywalizacji swoich zupełnie amatorskich umiejętności. Ściganie się na rowerze górskim bardzo mi się spodobało i od 2008 roku startowałem regularnie w kilkunastu imprezach rocznie. Mocniej zainteresowałem się kolarstwem górskim i trafiłem wtedy do teamu „SIKORSKI bikeBoard”, gdzie mogłem realizować się jeszcze mocniej, zostałem współpracownikiem redakcyjnym i testerem „bikeBoard”u , najbardziej renomowanego wydawnictwa dla kolarzy w Polsce. Moja pasja rozwijała się z każdym kolejnym sezonem, pojawiały się starty w coraz trudniejszych i bardziej wymagających zawodach, również za granicą.

G.M.: Od jakich dystansów zaczynałeś? Nie miałeś za sobą przeszłości sportowej, twój organizm nigdy nie był przyzwyczajony do wysiłku podczas zawodów.

Z.M.: To prawda. Ścigać się zacząłem 9 lat temu mając 33 lata, bez żadnych doświadczeń sportowych, bez juniorskiego przygotowania. Na początek były to typowe maratony rowerowe trwające około 3 godziny (dystans Mega), potem zacząłem jeździć dłuższe dystanse Giga, spędzając na rowerze podczas zawodów około 5 godzin. Pokochałem najdłuższe jednodniowe imprezy – im było dłużej i trudniej tym lepiej. Zacząłem jeździć w prawdziwych górach w Polsce i w Europie, mierząc się ze swoimi słabościami w najtrudniejszych warunkach. Startowałem na najdłuższych dystansach, dwa razy ukończyłem austriacki Salzkammergut Trophy na dystansie 211 km z ponad 7000 metrów przewyższenia – najbardziej wymagający jednodniowy wyścig MTB w Europie. W zeszłym roku startowałem w wyścigu dwudziestoczterogodzinnym we włoskiej Ligurii, zdobywając drugie miejsce w swojej kategorii wiekowej na wymagającej technicznej trasie, ścigając się całą dobę non stop.

G.M.: Startujesz też w zawodach wielodniowych.

Z.M.: Tak. Etapówki MTB są dla mnie pasjonujące. Kilka dni ścigania z rzędu to niezwykłe doświadczenie, niesamowita przygoda. Ogromny sprawdzian zarówno dla bikera jak i sprzętu. Zacząłem od najtrudniejszych zawodów tego typu w Polsce w 2007, startując regularnie co roku. W 2011 pojawiała się możliwość startu w Absa Cape Epic w RPA i wystartowałem w tych niezwykle prestiżowych zawodach (nieoficjalne etapowe mistrzostwa świata) w zespole z Kubą Sikorskim, ukończyliśmy wyścig na zaprojektowanych i wykonanych przez Niego karbonowych prototypowych rowerach. Niesamowita przygoda.

G.M.: Dzięki swej pasji mogłeś zwiedzać świat, poznawać nowych ludzi.

Z.M.: Kolarze górscy startujący w etapówkach to niesamowite środowisko. Latają po całym świecie ze swoimi rowerami i ścigają się podczas zawodów w egzotycznych miejscach, czerpiąc ogromną radość nie tyle z wyniku, co z samego faktu uczestnictwa i spotkania znajomych z poprzednich zawodów. Brałem udział w 15 etapówkach na 5 kontynentach. Moje marzenia o podróżach zaczęły się spełniać dzięki MTB. Jakby ktoś 10 lat temu powiedział mi, że dzięki kolarstwu górskiemu będę w tak wielu egzotycznych miejscach to bym nie uwierzył. Poznałem podczas zawodów wielu niesamowitych ludzi, gościłem u siebie znajomych z Australii, Hiszpanii, Węgier, Włoch i Niemiec, mam kontakty na całym świecie.

G.M.: Co było dla Ciebie największym przeżyciem?

Z.M.: Niewątpliwie udział w wyścigu Yak Attack w Nepalu. Ściganie się na rowerze w Himalajach, w śniegu na wysokości ponad 5000 m. n.p.m. to było wyzwanie, największa przygoda. Wysiłek fizyczny, zawody na tej wysokości smakują zupełnie inaczej. Zupełnie odmienny, ale również niezapomniany był udział w Crocodile Trophy w Australii i jazda w ogromnym upale prawie 50 stopni Celsjusza w bezludnym australijskim outbacku. Piętnaście litrów płynów wypitych w ciągu 7 godzin na trasie.

G.M.: Jaki jest Twój poziom sportowy? Czy na zawodach etapowych, w których startujesz jesteś w czołówce?

Z.M.: Ścigam się amatorsko, czerpiąc radość przede wszystkim z uczestnictwa w zawodach. Przygodę ze sportem zacząłem zbyt późno, nie mam też mocnego parcia na trening. Sport traktuję jako pasję i jeden ze sposobów na utrzymanie dobrego stanu zdrowia. Niemniej jednak startuję w zawodach i staram się uzyskać jak najlepsze wyniki. Uzyskane miejsce zależy od rangi zawodów i poziomu sportowego czołówki. W stosunku do światowej czołówki MTB jestem daleko, strata około 30 – 40 % czasu na zawodach gdzie ścigają się najlepsi – to jest przepaść. Kilka razy na etapówkach mniejszej rangi stanąłem na podium, jestem zwycięzcą open polskiej etapówki Carpathia MTB Venture 2011 - najwyższy stopień podium na tych zawodach dał mi wiele satysfakcji.

G.M.: Ostatnio zainteresowałeś się też triathlonem.

Z.M.: Tak, trzy lata temu wystartowałem pierwszy raz w zawodach triathlonowych i połknąłem bakcyla. Startuję w ramach zabierzowsko – krakowskiego teamu „WERTYKAL bikeBoard”, biorę udział w zawodach, testuję sprzęt, obsługuję z ramienia redakcji wiele imprez triathlonowych w Polsce. Ukończyłem kilkanaście zawodów triathlonowych, preferuję najdłuższe dystanse IronMan (3,8 km pływania, 180 km na rowerze, 42 km bieg). W tym sezonie w kalendarzu mam również takie zawody.

G.M.: Na koniec jakie są Twoje plany na ten sezon? Z.M.: Jeśli chodzi o plany sportowe -kolarstwo górskie to udział w kilku typowo górskich maratonach, oprócz tego jedna lub dwie etapówki w Europie, chciałbym też spróbować swoich sił na zawodach enduro. Do tego dochodzi triathlon – kilka startów na różnych dystansach, chciałbym poprawić zeszłoroczny wynik na pełnym dystansie Iron-Man. W planach mam też udział w biegowym Cracovia Maraton – też z chęciami poprawy życiówki. Ale głównym i najważniejszym celem, niezależnym od wszelkich wyników jest czerpanie przyjemności z uprawiania sportu i realizacji swoich pasji.

G.M.: Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów.

Od redakcji: Grzegorz Mytnik, mieszkaniec Rudawy, prezes firmy Naxel, członek zarządu i współzałożyciel Jurajskiej Izby Gospodarczej, urodzony w 1972 roku. Karierę sportową jako pływak rozpoczął w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Krakowie przy ulicy Grochowskiej. Sukcesy sportowe odnosił jako zawodnik klubu sportowego JORDAN w Krakowie. Razem z Arturem Czerwcem, byłym pływakiem tarnowskiej Unii, założył w 2005 roku sekcję pływacką w LKS KMITA. Jest pomysłodawcą zorganizowania jednej z większych imprez pływackich w Polsce, czyli Międzynarodowych Zawodów o Puchar Rycerza Kmity. Trenuje pływanie, biegi i jazdę na rowerze jako członek grupy WATER KNIGHTS. Aktualnie jest wiceprezesem Zarządu Małopolskiego Okręgowego Związku Pływackiego ds. organizacyjnych.

 

 

 

 

 

 

22 lutego odbyła się kolejna ogólnopolska impreza sportowa organizowana przez KKS Jura Moto Sport i Jurajską Izbę Gospodarczą. Współorganizatorem biegu była firma Colorex, na której terenie w gospodarstwie agroturystycznym „Rogate Ranczo” w Zabierzowie zlokalizowano start i metę biegu. Na dystansie 8150 metrów, przy pięknej, wiosennej pogodzie i po delikatnie błotnistej trasie pobiegło 309 zawodników z różnych regionów naszego kraju. Byli oni klasyfikowani w kategorii generalnej kobiet i mężczyzn oraz specjalnej klasyfikacji małżeństw. Zwycięzcami biegu zostali Dominika Wiśniewska – Ulfik z Zabrza z czasem 33:30 i Piotr Łobodziński z Bielska Podlaskiego z czasem 28:38. W klasyfikacji małżeństw nagrodzone zostało 12 par małżeńskich.

Ogłoszona całkiem niedawno wojna z (tzw.) smogiem, weszła w zupełnie inną fazę. Najpierw były pogłoski, że w Krakowie powietrze jest mocno zanieczyszczone - mówimy tu głównie o okresie zimowym, czyli grzewczym, obejmującym miesiące od października do kwietnia. Teraz mamy już pewność. Specjaliści zrobili pomiary i podali szokujące dane: w całej Europie najwięcej dni podczas których limit stężeń pyłem zawieszonym jest przekroczony, występuje w dwóch bułgarskich miastach i Krakowie. W tym niechlubnym rankingu, nasz sąsiad zza miedzy znajduje się w ścisłej czołówce. Kolejne formy uświadamiania społeczeństwa o tym, jak bardzo powietrze jest zanieczyszczone, mają postać bardziej obrazową: biegając dla zdrowia po krakowskich ulicach przy okazji nieświadomie wypalamy kilkadziesiąt papierosów. Nie dosłownie, ale skutek podobny. Lepiej nie biegać w ogóle, zostać w domu, być zdrowszym. Wcale nie namawiam mieszkańców Krakowa do masowej ucieczki z miejsca zamieszkania na tereny mniej skażone. Nie popieram też ekologów (często „eko-terrorystów”) siejących ogromną panikę. Problem jest, ale rozwiązanie też się na horyzoncie pojawia. W chwili obecnej jest budowana cała strategia ograniczania emisji szkodliwych gazów i pyłów do atmosfery. Strategia globalna, którą jesteśmy zobligowani wdrożyć, gdyż jesteśmy członkiem Unii Europejskiej. Czy wypali? To zależy czym będziemy palić... Skąd się biorą te pyły, smog i wszystko złe, co nas truje, zabija i pochłania wiele miliardów na walkę z tym? Podaje się kilka głównych źródeł: komunikacja, przemysł oraz gospodarstwa domowe. I chciałbym kilka słów o tym ostatnim. To, co wrzucamy do naszych pieców opalanych węglem czy drewnem lub np. do kominka, ma dosyć duże znaczenie na to, co z komina od tego pieca wylatuje. Natomiast to co wylatuje z tego komina, może dwojako być dla nas niekorzystne. Po pierwsze może nas dyskretnie podtruwać gdy to wdychamy. Tworzy też inny problem – estetyczny. Smród, który można wyczuwać w powietrzu, gdy ktoś pomylił piec z koszem do segregacji śmieci nie jest niczym przyjemnym. Można czasami się przejść po naszych miejscowościach w godzinach popołudniowych. Cała tablica Mendelejewa z kominów tryska. Czy ludzie myślą, że lepiej żyć krócej a cieplej? Czy zatem w gminie Zabierzów też należy ogłosić alarm? Tego tak naprawdę nie wiemy, ale nie powinniśmy narzekać. Jesteśmy przed wykonaniem fachowego audytu jakości powietrza w naszej gminie. Jednak Gmina podejmuje działania w celu ograniczenia szkodliwej emisji związanej ze spalaniem paliw kopalnianych oraz odpadów w celu ogrzania domów. Gmina propaguje również instalacje, które pozwolą na wykorzystanie energii odnawialnej - jak np. tzw. solary. Problem Krakowa dotyczy również nas - mieszkańców gminy Zabierzów. Zanieczyszczenia znad Krakowa wędrują, również czasami w kierunku naszej gminy. Z tego przykładu jasno widać, że aby skutecznie walczyć z zanieczyszczeniami powietrza, trzeba to robić globalnie. Bo my, w naszej gminie możemy być super w porządku - palić dobrej jakości węglem, nie spalać w piecach do ogrzewania śmieci, plastików i innych rzeczy które nas trują, a jak w Krakowie tego nie będą przestrzegać, to i tak może w naszej gminie być kiepskie powietrze. Działajmy lokalnie - każdy w swojej kotłowni. Myślmy globalnie. Nie trujmy się nawzajem...

Wojciech Wojtaszek

Zapraszamy na Dni Otwarte do placówek oświatowych na terenie gminy Zabierzów. Pracownicy szkół i uczniowie, zaprezentują Państwu szkolną ofertę dydaktyczną, opiekuńczą i wychowawczą oraz bazę szkolną. Uzyskacie Państwo także odpowiedzi na pytania dotyczące edukacji Waszych dzieci. Szczegółowe informacje znajdują się na stronach poszczególnych placówek. W celu umożliwienia Państwu dostępności do wszystkich placówek, zapraszamy Państwa w 2 terminach:

7 marca 2015 r. w godz. od 10.00 do 13.00 do następujących szkół podstawowych i gimnazjum:

Bolechowice, Brzezie, Kobylany, Nielepice, Radwanowice, Zelków i Gimnazjum w Zabierzowie oraz do Poradni Psychologiczno- Pedagogicznej w Zabierzowie w godz. od 9.00 do 13.00 - po wcześniejszym ustaleniu terminu.

14 marca 2015 r. w godz. od 10.00 do 13.00 do następujących szkół podstawowych i gimnazjów:

Balice, Brzoskwinia, Rudawa, Rząska i Zabierzów oraz do Poradni Psychologiczno - Pedagogicznej w Zabierzowie w godz. od 9.00 do 13.00 - po wcześniejszym ustaleniu terminu.

Dane teleadresowe do poszczególnych placówek są na stronie www.gzeas. zabierzow.org.pl

Janina Wilkosz dyrektor GZEAS w Zabierzowie

„Jeśli wierzyć obietnicom, do końca bieżącego roku ZZR przekaże na rynek 5000 mopedów nazwanych „Komar”. (…) Bydgoskie pojazdy będą stanowiły poważną konkurencję dla produkowanego już wrocławskiego mopedu MR1.” „Motor” 4/1959


Znów wracamy do roku 1960. Wrocławskie ZMZ produkują motorower MR1 Ryś i uruchamiają produkcję odchudzonej wersji Rysia, MR2 Żak. Tymczasem prawie 300 km na północ od Wrocławia, bydgoskie Zjednoczone Zakłady Rowerowe zmagają się z testami prototypu pierwszego własnego motoroweru – MR230 KOMAR. Projekt tego jednośladu został opracowany w latach 1957-58 przez zespół inżynierów: Bronisława Kędzierskiego, Andrzeja Kontzera i Józefa Podlaskiego. KOMAR już w pierwotnych założeniach miał być pojazdem „dla każdego”, będącym w zasięgu finansowym przeciętnego Polaka. Stąd jego prostota konstrukcyjna i łatwość w obsłudze. Cena – 4500 zł, czyli równowartość trzech średnich pensji.

Pierwszy model KOMARA, MR230 zjechał z taśmy produkcyjnej w 1960 roku i był produkowany przez dwa lata. Powstało ich wówczas około 24 tysiące sztuk. Miały bardzo uproszczoną, by nie powiedzieć prymitywną konstrukcję. Charakterystycznymi elementami była rurowa, spawana rama, pojedyncze siodełko typu rowerowego, przednie koło zamontowane na krótkim wahaczu i sztywne tylnie zawieszenie. Zamontowano w nim silnik typu SM02, jednocylindrowy, dwusuwowy z przepłukiwaniem zwrotnym, chodzony powietrzem. Zbiornik KOMARA mieścił 6 l paliwa. MR230 osiągał maksymalną prędkość 50 km/h, natomiast prędkość użytkowa została określona na poziomie 35 km/h. Do wyboru były dwie wersje kolorystyczne nadwozia, wiśniowa oraz wiśniowo szara.

W 1962 roku rozpoczęły się zmiany w profilu produkcji ZMZ Wrocław. Chłodziarki zaczęły wypierać produkcję jednośladów, a co ważniejsze, produkcję silników SM02. W obliczu ograniczonych dostaw jednostek napędowych, bydgoskie zakłady podjęły decyzję o rozpoczęciu produkcji Komarów na silnikach S-38, składanych w Nowej Dębie. Konstrukcja z nowym silnikiem otrzymała nazwę KOMAR MR231. Wprowadzono drobne zmiany względem pierwszego modelu. Zmieniono sposób mocowania i kształt kierownicy, co wynikało ze zmian zawieszenia. Później wprowadzono jeszcze jedną wersję Komara - MR231B, w której montowano silniki S-38B z odlewaną, zamiast tłoczonej , pokrywą iskrownika.

KOMARY MR231 były produkowane do 1963 roku. Powodem zakończenia produkcji okazały się zmiany w przepisach dotyczących maksymalnej prędkości i mocy silnika motorowerów. Konieczność konstrukcyjnych modyfikacji, spowodowała, że na polskie drogi „wyleciały” kolejne jednośladowe perełki.

Źródła:

    Szczerbicki Tomasz, „Motocykle w PRL. Rzecz o motoryzacji i nie tylko…”, Drukarnia oficyny wydawniczej READ ME, Łódź 2014
    www.jacomoto.prv.pl, „Motorower Komar 230”, „Motorower Komar 231 i 231 B”, odczyt 20.01.2015 r.
    www.polskiemotocykle.mik.pl, “Komar”, odczyt 20.01.2015r.

„Cała sala śpiewa z nami, tańcząc walczyka parami …….” , taką piosenką zagraną i zaśpiewaną z iście karnawałowym temperamentem przez Pana Przemka Pajdzika rozpoczęty został karnawałowy bal przebierańców w Klubie Seniora „Złota Jesień” w Zabierzowie. Do wspólnej zabawy tradycyjnie zostali zaproszeni zaprzyjaźnieni z nami od lat mieszkańcy DPS z Karniowic.

Ogarniając wzrokiem salę, można było poczuć się jak w krainie baśni, gdyż i tym razem pomysłowość wszystkich uczestników balu w wymyślaniu strojów i przebrań karnawałowych była wprost zdumiewająca. Trudno było zidentyfikować, kto pod tymi kostiumami i maskami się kryje. Był to konglomerat różnych epok, stylów i profesji, łączących się w jedno rozbawione towarzystwo.

Podczas balu przeprowadzano konkursy z nagrodami, stąd też jury pod przewodnictwem Wiesława Cadera miało pełne ręce roboty. Najwięcej śmiechu było podczas rysowania, z opaską na oczach, autoportretów pod kierownictwem „mistrzów pędzla”. Oczywiście nie mogło się obyć bez wyboru królowej i króla balu. To zaszczytne miano, korony i szaty królewskie przypadły Celinie Chrzanowskiej i Wiesławowi Olkowi z Klubu Seniora, którzy z całym orszakiem dworzan ruszyli krokiem poloneza. Jury oceniając najbardziej pomysłowe przebrania miało nie lada dylemat, gdyż prawie wszystkie stroje zasługiwały na nagrody, czy też wyróżnienia. Ale ostatecznie werdykt jury brzmiał: I miejsce – „Kleopatra” – Zofia Spitzbarth z DPS Karniowice, II miejsce - „ Napoleon” – Bronisław Kościński z Klubu Seniora, III miejsce – „Cyganka” – Edwarda Kowalik z Klubu Seniora, IV miejsce – „Kot w butach” – Wiesława Danielewska z Klubu Seniora oraz 4 równorzędne wyróżnienia: „Niebieska Dama” – Maria Skiba z DPS Karniowice, „Wiosna” – Czesława Łuczkoś z Klubu Seniora, „ Zorro” – Henryk Micimiński z Klubu Seniora i „ Kucharz” – Bolesław Filo z Klubu Seniora.

Zabawa pewnie trwałaby do białego rana, bo muzyka i ogólna atmosfera były wyśmienite, a i na stołach było co przekąsić, aby uzupełnić zużytą w tańcu energię. Jako, że to już prawie koniec karnawału, to obowiązkowo były pączki i faworki a także śledzie, no i oczywiście inne specjały, ale co dobre to się szybko kończy, więc i nam wypadało zakończyć te seniorskie szaleństwa. Podsumowując wrażenia z balu należy podkreślić, że udział w tego rodzaju imprezie jest swoistego rodzaju rehabilitacją ruchową, po której wszyscy czują się sprawniejsi i młodsi, niż to mają zaznaczone w PESEL-u. I oto chodzi!

Tekst: Barbara Golińska, foto: Wiesława Danielewska

 

 

 

W społeczeństwie pokutuje opinia, że kot po kastracji traci swoje instynkty i staje się bezwolnym pluszakiem. Nie ma bardziej błędnej tezy. Koty wolno żyjące są jak bomby zegarowe, są zdolne do rozmnażania non stop, cały rok są w pełnej gotowości płciowej i o ile kotka może zajść ciążę maksymalnie trzykrotnie, to kocur nie ma żadnych ograniczeń. Trzeba wziąć jeszcze pod uwagę, że zwierzęta nie wiedzą co to bliskie pokrewieństwo czy koligacje rodzinne. Dlatego bardzo często zdarza się, że koci syn, kiedy dorośnie, jest amantem własnej matki. Z uwagi na zbyt bliskie krycie stada kotów, które rozmnażają się w wąskim gronie, noszą znamiona defektów bądź wynaturzeń wynikających właśnie z tej przyczyny. Dotyczy to także skłonności do chorób, jakimi obciążone są dane skupiska osobników kocich. Są to przypadki karłowatości, zmian w wyglądzie zaburzających prawidłową sylwetkę kota czyli rosną im nieproporcjonalnie duże głowy, zbyt małe klatki piersiowe, przez co mają problem z oddychaniem czy też właściwą budową serca, panuje wśród nich podwyższone ryzyko zachorowania na białaczkę. Żeby uniknąć takich sytuacji trzeba koniecznie kastrować koty. Zabieg można przeprowadzać już od 7 miesiąca, jest to bardzo łatwa operacja, w zasadzie kosmetyczna, kocur może wrócić do swego środowiska już 24 godziny po przeprowadzeniu zabiegu. Wynikają z tego same korzyści: przede wszystkim kocur nie znaczy terenu, na którym mieszka czyli nie ma brzydkiego zapachu jego moczu. Nie walczy z innymi kocurami o teren, o względy kotki czyli nie wraca do nas pogryziony, poszarpany czy ciężko poraniony. Kocur nie ma popędu płciowego czyli nie wędruje w poszukiwaniu kotek. Taki kot w amoku potrafi nie wrócić do domu i przez pół roku, wtedy może być narażony na niebezpieczeństwo ze strony wrogów, kotów, psów, może mu się przydarzyć wypadek lokomocyjny. Czyli żeby wykluczyć wszelkie stresogenne i niebezpieczne sytuacje dla nas i kocurów jest jedna metoda: kastracja. Jak widać z podjęcia takiej decyzji są tylko korzyści, a najważniejszy jest fakt, że kocur pełni swe kocie misje z takim samym przejęciem jak przed kastracją czyli nadal łapie myszy i szczury. Wygląd kota czy też kotki po zabiegu to kompletnie inna kwestia. To czy kot jest gruby czy smukły zależy od jego genetyki, skłonności do tycia, tu jest podobnie jak u ludzi, nie zapominajmy, że jak koty ludzie należą do ssaków, więc dieta, ruch i predyspozycje osobnicze odgrywają ogromną rolę. Wokół tzw. „karm dla kastratów” narosło szereg nieporozumień. Wielu sprzedawców określa tym mianem karmy dla kotów z problemami urologicznymi. Syndrom urologiczny kotów (SUK) to stan zapalny układu moczowego, który występuje u zwierząt obu płci, kastrowanych i nie poddanych temu zabiegowi! Jego przyczyny są złożone, a leczenie i ewentualne podawanie specjalistycznych karm musi bezwzględnie odbywać się pod okiem lekarza weterynarii. Karmy bytowe niektórych renomowanych firm, dzięki odpowiedniemu zbilansowaniu, pomagają w zachowaniu zdrowia dróg moczowych kotów i płodnych i kastrowanych. Nieprawdą jest iż kastrowane zwierzęta tyją nadmiernie. Tyją zwierzęta niewłaściwie odżywiane! Kastrowane zwierzęta nie tracą energii na cykl rozrodczy, poszukiwanie partnera, obronę terytorium, są stateczniejsze i łagodniejsze, wymagają więc mniej kalorycznych posiłków. Zmniejsz porcje jakimi karmisz pupila, możesz również stosować niskokaloryczne karmy typu „light”. Odpowiedzialna opieka nad zwierzęciem związana jest z ponoszeniem kosztów. Planując zabieg porównaj ceny oraz standard usług oferowanych przez kilka lecznic, upewnij się czy obejmują one również całą opiekę pooperacyjną i wizyty związane np. z podaniem antybiotyków, kontrolą stanu rany, ewentualnym zdjęciem szwów. Porównaj tę sumę z wydatkami jakie musiałbyś ponieść stosując antykoncepcję hormonalną (przeciętny roczny koszt zastrzyków dla kotek to 120 zł., tabletek: 50 zł.). Pomyśl o trudach prowadzenia ciąży, porodu, opieki nad kociętami, kłopotami ze znalezieniem im domów. Pomyśl o kosztach leczenia chorób takich jak ropomacicze, nowotwory sutek, o wypadkach jakim mogą ulec szukające partnerów zwierzęta. Możesz ich uniknąć opłacając ten jeden zabieg: kastrację...

www.kociamama.pl

Od redakcji: Prowadzimy od trzech miesięcy akcję na rzecz sterylizacji kotów, w którą włączyli się aktywnie miłośnicy tych zwierząt z terenu naszej gminy. Stojąca na ich czele Pani Krystyna Szczepańska zebrała już kilkaset podpisów po petycją aby ten zabieg finansować ze środków Gminy Zabierzów. Kierownik referatu ochrony środowiska UG Zabierzów Pani Anetta Kucharska poinformowała naszą redakcję iż w budżecie gminy zostały na ten cel przeznaczone stosowne środki i została podpisana umowa na realizację tego zadania.

W dniach 13–15 lutego 2015 r. w Milówce odbyły się Halowe Mistrzostwa Polski w łucznictwie w kategoriach seniorów, młodzieżowców i juniorów. Grot Zabierzów wraca z tych najważniejszych halowych zawodów z tarczą, zdobywając medale: złoty i brązowy. Zmagania jako pierwsi rozpoczęli juniorzy. Trzyosobowa ekipa GROTA w składzie Krystian Molenda, Jakub Dudek i Piotr Ziębiński, debiutując na tej rangi imprezie osiągnęła wyniki na miarę swojego poziomu. Najlepszym był Krystian Molenda, który jako jedyny przeszedł fazę kwalifikacji (na 26 miejscu) by ostatecznie, po rozgrywkach w fazie pojedynków zająć miejsce 17 w klasyfikacji generalnej. W rywalizacji zespołowej nasi zawodnicy zajęli odległe miejsce 11. W naszym klubie zawsze najmocniejszymi były panie. Niespodziewanie ale zasłużenie w kategorii młodzieżowej zespół w składzie – Adrianna Kawa, Diana Stalmach i Agata Malec zdobył złoty medal i tytuł Halowych Mistrzyń Polski pokonując w finale po barażu zespół Jar Kielnarowa. W drodze do finału nasze zawodniczki zdecydowanie prowadziły po kwalifikacjach oraz w fazie pojedynków zespołowych pokonały zespół Łucznika Żywiec w setach 6:2. Również indywidualnie nasze panie zajęły wysokie pozycje – Adrianna Kawa bardzo wysokie miejsce 5, Agata Malec - miejsce 8 i Diana Stalmach miejsce 9. W kategorii seniorek nasze panie w składzie – Karina Lipiarska-Pałka, Agata Stanieczek, Anna Staniec zek, Karolina Szajnowska – też mogą chwalić się medalem – brązowym – i tytułem II-ich v-mistrzyń Halowych Mistrzostw Polski. W walce o wejście do strefy medalowej pokonały Sokół Radom 7:3, a w walce o finał uległy zespołowi Łucznika Żywiec 1:7. Indywidualnie Karina Lipiarska-Pałka zajęła miejsce 7, Anna Stanieczek – miejsce 9, Agata Stanieczek i Karolina Szajnowska – ex aequo miejsce 17. Ogólnie występ naszych zawodników należy uznać za udany, a na szczególne wyróżnienie zasługuje oczywiście zespół młodzieżowy kobiet, który zdobył złoty medal.

Zdjęcia z zawodów pod linkiem https://plus.google.com/photos/107679815861445579041/albums/6116439782449856353?banner=pwa

apostolski.jpg