• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp.jpg
  • biga.jpg
  • energoterm.jpg
  • enmax.jpg
  • euroreklama.jpg
  • familia.jpg
  • gasior.jpg
  • goodcar.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lyko.jpg
  • opał.jpg
  • progar.jpg
  • rasterek.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • szumiec.jpg
  • szumiec2.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • bistro.jpg
  • edukator.jpg
  • elitasc.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • hydrex.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • lowisko.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • stollar.jpg
  • toka.jpg
  • weterynarz.jpg

Numer 01/2015

W dniach 6-7 grudnia w Prudniku odbyły się I Zimowe Mistrzostwa Polski w łucznictwie, to jeden z etapów przygotowań kadry do Mistrzostw Świata, które będą kwalifikacjami olimpijskimi do RIO-2016.

Startująca w nich Karina Lipiarska-Pałka (Grot Zabierz ów) zdobyła brązowy medal. W walce o finał uległa Wioletcie Myszor (Łucznik Żywiec) 4:6. Zwyciężyła najlepsza aktualnie polska Łuczniczka Justyna Mospinek (Piątka Zierz). Wśród mężczyzn najlepszym okazał się Marek Szafran (Społem Łódź).

 

 

 

Koty są obecne w naszym życiu i aby być świadomymi opiekunami zarówno tych wolno żyjących, jak i domowych pupili, musimy postępować racjonalnie, nowocześnie, a przede wszystkim globalnie postrzegać problem bezdomności zwierząt. Trzeba zrozumieć, że koty są częścią naszego ekosystemu i obecność ich w środowisku jest konieczna, wręcz niezbędna. Musi istnieć populacja zwierząt dzikich, które utrzymują na pożądanym poziomie równowagę ekologiczną, a szczególnie mają wpływ na populację gryzoni. Świat zwierząt i przyrody ma swoje prawa, a my ludzie nie powinniśmy w nie zbytnio ingerować. Dlatego ważną sprawą jest obalanie mitów. Jedną z najczęściej przytaczanych jest opinia, iż koty po kastracji i sterylizacji zmieniają swe upodobania czy też wygląd. Otóż jest to przesąd nie mający w praktyce żadnego pokrycia. Zacznijmy od początku. Najważniejszą, najskuteczniejszą, jedynie słuszną drogą i sposobem na ograniczanie populacji zwierząt jest sterylizacja kotek domowych i dzikich. Kotka jest zdolna do rozrodu od 6 miesiąca życia. Jeśli żyje w stadzie innych zwierząt, aktywna płciowo może być jeszcze szybciej. W miocie przeważnie jest od 3 do 8 kociąt. Rodzić może nawet 3 razy w roku. Koty zamieszkują komórki, garaże, są w stanie przetrwać w ekstremalnych warunkach, nawet niedożywione kotki mają ruję, a co za tym idzie - zachodzą w ciążę. Bezdomne koty żywią się odpadkami, resztkami jedzenia, które w dobie nieposzanowania żywności są wyrzucane dosłownie wszędzie, mają także swoich stałych opiekunów, którzy bez względu na pogodę wystawiają pełne miseczki, dlatego obecne kotki mają zaburzony cykl rozrodczy. Kiedyś kotki nie rozmnażały się zimą, były tylko dwa mioty kociąt, te pomarcowe i jesienne. Postęp cywilizacji ma bezpośredni wpływ na życie kotów. Obecnie wszyscy apelujemy o otwieranie okienek piwnicznych miejskim kotom, wpuszczanie do garaży, udostępnianie komórek, węzłów ciepłowniczych, stawiane budek. Koty nie muszą zatem energii zużywać na ogrzanie swego ciała, są syte, bezpieczne, chronione przed zimnem, są to czynniki mające wpływ na zaistnienie trzeciego miotu w roku. Karmiciele starają się wpływać na regulację urodzeń kociaków, przez zabezpieczanie ich zastrzykami hormonalnymi albo podawanie tabletek antykoncepcyjnych. Są to złe metody. Podawanie środków hormonalnych powoduje u kotek raka sutka, ropomacicze i guzy w jamie brzusznej - wszystkie te choroby mają wpływ na stan zdrowia, a w efekcie na przedwczesną śmierć zwierzaka. Po za tym jest jeszcze jedna niedogodność, w stadzie dzikich kotów cała populacja zjawiająca się na kociej stołówce, przyjmuje środki hormonalne solidarnie: koty i kotki. Dodatkowo trzeba przestrzegać cyklu 7 dniowego, nie podanie w terminie środka może w efekcie doprowadzić do zapłodnienia, a miot bardzo często jest wtedy zdeformowany i dzika kotka nie jest w stanie sama się wykocić, a jej lęk przed człowiekiem eliminuje możliwość udzielenia jej pomocy, w efekcie zdycha w cierpieniach. Sądzę, że opiekunowie kotów nie posiadają tej wiedzy, wątpię, żeby świadomie narażali kotkę na cierpienie. Sterylizacja zabezpiecza kotkę radykalnie na całe jej życie. Nacięty koniuszek ucha jest przejrzystą informacją dla wszystkich opiekunów, że był wykonany taki zabieg. Rehabilitacja pooperacyjna trwa około 7 dni w zależności od pory roku w jakiej wykonywany jest zabieg. W okresie gdy jest ciepło wypuszczana jest w swoje środowisko po 48 godzinach, jeśli nie występują żadne powikłania. Wiadomo, w czasie zimy kotki są dłużej przetrzymywane, nawet do 10 dni. Mogą się zmieniać opiekunowie, może nastąpić migracja kotów w inne rejony miasta, to też nie jest już problemem. Kot jest wyraźnie oznakowany i nawet jak się pojawi w nowym kocim rejonie, nie będzie narażony na stres wywołany ponownym łapaniem na zabieg. Kotów bezdomnych jest nadal nadmiar, nie grozi nam ich zanik.

 

 

 

1. Światło wiary:

tym wyrażeniem tradycja Kościoła nazwała wielki dar przyniesiony przez Jezusa, który tak oto przedstawia się w Ewangelii św. Jana: « Ja przyszedłem na świat jako światłość, aby nikt, kto we Mnie wierzy, nie pozostawał w ciemności » (12, 46). Również św. Paweł wyraża się tymi słowami: «Albowiem Bóg, Ten, który rozkazał ciemnościom, by zajaśniały światłem, zabłysnął w naszych sercach » (2 Kor 4, 6). W świecie pogańskim, spragnionym światła, rozwinął się kult boga Słońca, Sol invictus, przyzywanego o świcie. Choć słońce wstawało codziennie, wiadomo było, że nie potrafi swym światłem ogarnąć całej egzystencji człowieka. Słońce nie oświeca bowiem całej rzeczywistości; jego promień nie potrafi przeniknąć w mroki śmierci, gdzie ludzkie oko zamyka się na jego światło. « Nie spotkano nigdy nikogo — twierdzi św. Justyn Męczennik — gotowego umrzeć za swą wiarę w słońce ».1 Chrześcijanie, świadomi, jak wielki horyzont otwiera przed nimi wiara, nazywali Chrystusa prawdziwym słońcem, « którego promienie dają życie ».2 Do Marty, opłakującej śmierć brata Łazarza, Jezus mówi: « Czyż nie powiedziałem ci, że jeśli uwierzysz, ujrzysz chwałę Bożą? » (J 11, 40). Kto wierzy, widzi; widzi dzięki światłu oświecającemu cały przebieg drogi, ponieważ przychodzi ono do nas od zmartwychwstałego Chrystusa, niezachodzącej nigdy gwiazdy porannej.
Złudne światło?

Jednakże kiedy mówimy o tym świetle wiary, możemy spotkać się z zastrzeżeniem ze strony współczesnych nam ludzi. W nowożytnej epoce uznano, że takie światło mogło wystarczyć starożytnym społeczeństwom, ale nie jest potrzebne w nowych czasach, kiedy człowiek stał się dojrzały, szczyci się swoim rozumem, pragnie w nowy sposób badać przyszłość. W tym sensie wiara jawiła się jako światło iluzoryczne, przeszkadzające człowiekowi w odważnym zdobywaniu wiedzy. Młody Nietzsche zachęcał swoją siostrę Elżbietę, by podjęła ryzyko, przemierzając « nowe drogi [...] w niepewności autonomicznego posuwania się naprzód ». I dodawał: « W tym punkcie rozchodzą się drogi ludzkości: jeśli chcesz osiągnąć pokój duszy i szczęście, to wierz, ale jeśli chcesz być uczniem prawdy, wówczas badaj ».3 Wierzenie rzekomo przeciwstawia się poszukiwaniu. Wychodząc z tego założenia, Nietzsche będzie krytykował chrześcijaństwo za to, że pomniejszyło zasięg ludzkiej egzystencji, pozbawiając życie nowości i przygody. Wiara stanowiłaby więc iluzję światła, utrudniającą nam, ludziom wolnym, drogę ku przyszłości.

3. W tym procesie wiara została w końcu skojarzona z ciemnością. Uznano, że można ją zachować, znaleźć dla niej przestrzeń, aby mogła współistnieć ze światłem rozumu. Przestrzeń dla wiary otwierała się tam, gdzie rozum nie mógł oświecić, gdzie człowiek już nie mógł mieć pewności. Pojmowano więc wiarę jako ucieczkę spowodowaną przez brak światła, pod wpływem ślepego uczucia, albo jako subiektywne światło, zdolne być może rozpalić serce, dostarczyć prywatnej pociechy, ale którego nie można zaproponować innym jako obiektywne, wspólne światło oświecające drogę. Stopniowo dostrzegano jednak, że światło autonomicznego rozumu nie potrafi wystarczająco rozjaśnić przyszłości; w końcu kryje się ona w mroku i pozostawia człowieka z lękiem przed nieznanym. I tak człowiek zrezygnował z poszukiwania wielkiego światła, by zadowolić się małymi światełkami, które oświecają krótką chwilę, ale są niezdolne do otwarcia drogi. Gdy brakuje światła, wszystko staje się niejasne, nie można odróżnić dobra od zła, drogi prowadzącej do celu od drogi, na której błądzimy bez kierunku.
Światło, które na nowo trzeba odkryć.

4. Dlatego pilne staje się odzyskanie światła, które jest właściwą cechą wiary, bo kiedy gaśnie jej płomień, wszystkie inne światła tracą w końcu swój blask. Światło wiary ma bowiem szczególny charakter, ponieważ jest zdolne oświetlić całe życie człowieka. Żeby zaś światło było tak potężne, nie może pochodzić od nas samych, musi pochodzić z bardziej pierwotnego źródła, musi ostatecznie pochodzić od Boga. Wiara rodzi się w spotkaniu z Bogiem żywym, który nas wzywa i ukazuje nam swoją miłość, miłość nas uprzedzającą, na której możemy się oprzeć, by trwać niezłomnie i budować życie. Przemienieni przez tę miłość, otrzymujemy nowe oczy, doświadczamy, że jest w niej zawarta wielka obietnica pełni i kierujemy spojrzenie w przyszłość. Wiara, którą przyjmujemy od Boga jako dar nadprzyrodzony, jawi się jako światło na drodze, wskazujące kierunek naszej wędrówki w czasie. Z jednej strony pochodzi ona z przeszłości, jest światłem pamięci o Założycielu, o życiu Jezusa, gdzie objawiła się Jego w pełni wiarygodna miłość, zdolna zwyciężyć śmierć. Lecz jednocześnie, ze względu na to, że Chrystus zmartwychwstał i przeprowadza nas poza próg śmierci, wiara jest światłem bijącym z przyszłości, które otwiera przed nami wielkie horyzonty i kieruje nas poza nasze odosobnione « ja » ku szerokiej komunii. Rozumiemy więc, że wiara nie mieszka w mroku; jest ona światłem dla naszych ciemności. Dante w Boskiej komedii, w Raju, po wyznaniu swojej wiary przed św. Piotrem, opisuje ją jako « iskrę, / co w rozświcie coraz szerszymi ogniami się pali / i jest mą gwiazdą na nieba zenicie ».4 Właśnie o tym świetle wiary chciałbym mówić, aby powiększało się, by oświetlało teraźniejszość i stało się gwiazdą ukazującą horyzonty naszej drogi w czasach, w których człowiek szczególnie potrzebuje światła.

5. Przed swoją męką Pan zapewniał Piotra: « Ja prosiłem za tobą, żeby nie ustała twoja wiara » (Łk 22, 32). Następnie polecił mu, by « utwierdzał bra-ci » w tej właśnie wierze. Świadomy zadania powierzonego Piotrowi, Benedykt XVI zechciał ogłosić obecny Rok Wiary, czas łaski, pomagający nam doświadczyć wielkiej radości, jaką daje wiara, ożywić poznanie szerokich horyzontów, jakie odsłania wiara, by ją wyznawać w jej jedności i w pełni, wierni pamięci Pana, umacniani Jego obecnością i działaniem Ducha Świętego. Przeświadczenie wiary, która czyni życie wielkim i pełnym, skoncentrowane na Chrystusie i mocy Jego łaski, ożywiało posłannictwo pierwszych chrześcijan. W Aktach męczenników czytamy taki dialog rzymskiego prefekta Rusticusa z chrześcijaninem Hieraxem: « Gdzie są twoi rodzice? » — pytał sędzia męczennika, a ten odpowiedział: « Naszym prawdziwym ojcem jest Chrystus, a naszą matką wiara w Niego ».5 Dla tych chrześcijan wiara jako spotkanie z Bogiem żywym objawionym w Chrystusie, była « matką », ponieważ wydawała ich na światło dzienne, rodziła w nich Boże życie, nowe doświadczenie, pełną blasku wizję życia, dlatego byli gotowi złożyć do końca publiczne świadectwo.

C.d. w następnym numerze

 

 

 

W ostatnim czasie na terenie naszej gminy można zaobserwować dziwne sytuacje. Mieszkańcy posesji wychodzą przed swoje domostwa i prowadzą intensywne rozmowy przez telefony komórkowe. Obowiązuje tutaj równość i pełny egalitaryzm, czynią to mieszkańcy wielkich rezydencji i małych skromnych domostw. Co jest przyczyną tego zbiorowego działania? Czy robią to w obawie przed faktem ujawnienia domownikom treści prowadzonych rozmów? W obawie przed podsłuchami tajnych służb? Nie. Przyczyną tego jest słaba moc sygnału telefonii komórkowych, dodatkowo wewnątrz domów obniżona przez ekranowanie ścian budynków. W lecie takie przechadzki to czysty relaks, ale w zimie, ho, ho to nie przelewki. Aby odebrać czy wykonać połączenie trzeba czasem ryzykować zdrowiem. Gdzie leży przyczyna tego, iż w XXI wieku, miejscowości położone w centrum Europy, zlokalizowane w milionowej aglomeracji traktowane są przez operatorów sieci komórkowych „per noga”. Ludzie którzy zwiedzili trochę świata a mają okazję wyjeżdżać w jego odległe rejony, dzwonią sobie spokojnie podczas safari w centrum Afryki, w Egipcie, Tunezji ( nie uchybiając tym krajom tylko wskazując na istniejącą infrastrukturę) a nawet w Afganistanie. Wszędzie jest O.K., a na terenie naszej gminy nie O.K.? Dlaczego? Przykłady; 30 grudnia 2014r. centrum Radwanowic obok pętli autobusowej siła sygnału w T-Mobile (zero!!!), tego samego dnia pół godziny później, centrum Aleksandrowic obok boiska sportowego także zero, (nie wspominam Burowa, Kleszczowa bo to czarne dziury u tego operatora). Jedziemy w stronę Bolechowic, Brzezinka jeden „ząbek” w porywach po chwili sygnał zanika w Więckowicach, pojawiają się dwa „ząbki” na Zielonej, ale już w centrum Bolechowic obok ośrodka zdrowia mamy jeden „ząbek” z tendencją do zaniku. Pytam znajomego pracującego w firmie telekomunikacyjnej jaka jest tego przyczyna. On odpowiada, że większość nakładów telefonie komórkowe kierują teraz na zapewnienie silnego sygnału wzdłuż głównych dróg. Nie opłaca im się, przy tak niskich cenach za abonament, inwestować w infrastrukturę sprzętową na terenach „starych”, mówiąc krótko lekceważą nas pozyskanych już, stałych klientów. No, ale co to nas – ich klientów obchodzi? Monity kierowane do operatorów rozbijają się o wypróbowaną „ścianę reklamacyjną”. Tak więc zgłaszamy, jak nam się uda dodzwonić, że tu i tu mamy słaby sygnał, operator ma ileś tam czasu na sprawdzenie tego i ileś tam czasu na powiadomienie nas o efektach sprawdzenia. Na samym końcu cytuje się formułkę z umowy iż „operator nie gwarantuje pokrycia całego kraju zasięgiem swojej sieci”. Argumenty, że przecież było kiedyś lepiej, a teraz jest gorzej pomijane są milczeniem. Smutne to, bo traktowani jesteśmy przez „pasące się” naszymi pieniędzmi sieci komórkowe jak dojne krowy. Klienci o których walczono, aby ich pozyskać, teraz niech sobie radzą sami. Choćby wychodząc przed dom podczas dzwonienia. Jeden z operatorów chwali się iż 99% terytorium Polski jest w jego zasięgu. Czasami nie warto być tym wyjątkowym, jednym procentem.

Wojciech Wojtaszek

 

 

 

„- No, jak tak patrzę, to w kolekcji brakuje Panu Simsonów.
-Simsony niech zbierają niemieccy pasjonaci, Jawki - ci z Czech. Ja jestem Polakiem i zbieram Komary.”

Polskie pedałowce. Moje zainteresowanie tymi perełkami rodzimej motoryzacji narodziło się już w dzieciństwie. Właśnie to połączenie – rowerowa lekkość i pazur niewielkiego silnika – urzekło mnie na tyle, że te wspomnienia po kilkudziesięciu latach były wciąż żywe. Kolorów nadał im anonimowy motorowerzysta z Balic, którego zobaczyłem w sobotnie popołudnie. Po tylu latach postanowiłem zdobyć własny motorower, ale jak to bywa, na jednym się nie skończyło. W moich poszukiwaniach zaczęli mi towarzyszyć pasjonaci z całej Polski, przysyłający zdjęcia, plakaty reklamowe, opisy techniczne, pomagający kompletować brakujące części. Jednak co najważniejsze, opowiadali kolejne niesamowite historie, które stawały się inspiracją do dalszych poszukiwań.

Dziś chciałbym Państwu przedstawić pierwszy polski motorower – MR 1 RYŚ. Był zaprojektowany i produkowany w Zakładach Metalowych Wrocław Zakrzów, w latach 1958 – 1963. Od koncepcji do skonstruowania prototypu minęło zaledwie pięć miesięcy. W tak krótkim czasie powstał bardzo nowatorski, jak na ówczesne czasy, motorower. Inspiracją dla tego modelu był niemiecki Simson SR-1 oraz austryjacki motorower Haleiner Motorenwerke. Polski RYŚ miał bardzo elegancką linię, ale jednocześnie dość masywną konstrukcję. Posiadał dwusuwowy, jednocylindrowy silnik, o pojemności prawie 50 cm3, co pozwalało osiągać maksymalną prędkość 60 km/h. Dość bogata zabudowa tylnej części motoroweru jest jego znakiem rozpoznawczym. Oryginalne kolory nadwozia to wiśniowy, szary lub zielony. Ryś doczekał się też wersji eksportowej - RYŚ-LUX miał dodatkowe podwójne listwy po bokach oraz chromowane boki zbiornika. Niestety nie ma dokładnych informacji jaka ilość egzemplarzy RYSIA została wyprodukowana. Szacuje się, że mogło ich powstać około 50 tysięcy. Produkcję tego modelu zakończono w 1963 roku. Powodem stała się cena RYSIA – kosztował on 6 500 zł, podczas gdy motocykl WFM można było kupić już za około 7 000 zł. Ten fakt spowodował, że konstruktorzy zmuszeni byli rozpocząć poszukiwania nowych, tańszych rozwiązań. To doprowadziło do powstania kolejnych, zachwycających projektów. Wiele motorowerów znajdywałem u osób prywatnych, w zapomnianych szopach i garażach, czasami na strychach. Nieustająco zadziwia mnie ilość najróżniejszych, niejednokrotnie oryginalnych, części zamiennych, które wciąż można kupić. Gorąco zachęcam do przeglądnięcia własnych zbiorów. Może zupełnie nieświadomie są Państwo właścicielami jakiegoś skarbu?

Jan Piotrowski, Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Źródła:

Andrzej Zieliński, Polskie konstrukcje motoryzacyjne 1947-1960, Warszawa: Wydawnictwa Komunikacji i Łączności, 2006, ss. 225-227 http://www.polskiemotocykle.mik.pl/, data odczytu: 19.12.2014 r.

 

 

 

Witam

Postanowiłem do Państwa napisać i odpowiedzieć czytelnikowi, który jest rozczarowany terminami płatności za śmieci – ponieważ Pani Anetta odpowiedziała urzędowo podpierając się paragrafami i ustawą. Ja postaram się to wyjaśnić czytelnikowi w sposób bardziej przyjazny i logiczny. Drogi czytelniku – obowiązek płatności za śmieci jest narzucony przez ustawę (o czym Pani Anetta napisała w grudniowym numerze Gońca Zabierzowskiego) – ustawa jest jak każda inna umowa, którą zawieramy z usługodawcą. Podpisując umowę w salonie GSM czy Banku też godzimy się na warunki, które narzuca nam usługodawca – nie możemy sobie sami wybrać terminu płatności za ratę kredytu czy rachunku za telefon. Co więcej usługodawcy świadczący “media” narzucają nam opłatę w cyklu miesięcznym – gmina daje nam możliwość zapłacenia raz na 3 miesiące, co daje dużo większy komfort. Jeśli dla Pana jest to kłopot by płacić kwartalnie to może Pan płacić co miesiąc! Przy założeniu, że będzie Pan opłacał rachunek np. do 15 każdego miesiąca (każdy ma swój dedykowany rachunek, na który należy dokonywać wpłat za śmieci) to w rozliczeniu kwartalnym rachunek będzie opłacony terminowo. Jeśli w jednym miesiącu będzie mniejszy budżet domowy to bez żadnych konsekwencji może Pan odłożyć płatność do następnego miesiąca – ponieważ rozliczenie jest kwartalne. Zatem może Pan płacić raz na tydzień, raz na miesiąc czy nawet raz na rok – jeśli opłaci Pan cały rachunek z góry za cały rok to też będzie Pan miał uiszczone opłaty w terminie, zatem żadnych odsetek z tego powodu nie będzie naliczonych. Uważam, że forma kwartalnego rozliczenia jest najwygodniejsza ponieważ daje swobodę w opłacaniu rachunków. Ważne by pilnować terminów kwartalnych – by łączna kwota wpłaconych opłat zgadzała się z kwotą, którą powinniśmy opłacić za 3 miesiące.

Pozdrawiam Grzegorz Kluska-Karolczak

 

 

 

Redakcja: Pani Wójt, rozpoczyna się Pani trzecia kadencja na stanowisku Wójta Gminy Zabierzów. To wielki kredyt zaufania, który otrzymała Pani od wyborców. Poparcie w wyborach na Wójta na poziomie 70% po dwóch kadencjach robi wrażenie...

E. Burtan: Na wstępie chciałabym podziękować wszystkim mieszkańcom gminy Zabierzów, którzy oddali na mnie głos w wyborach. To dla mnie wielki zaszczyt, że po raz trzeci mogę kierować jedną z najlepszych gmin w Polsce. Bardzo się cieszę, że dotychczasowe działania na rzecz naszej gminy zostały tak pozytywnie ocenione.

Redakcja: Które z rozpoczętych w poprzedniej kadencji a nie zakończonych jeszcze spraw chciałaby Pani priorytetowo załatwić?

Drużyna Ochrony Pożarowej w Nielepicach została utworzona w 1897 roku, a jej komendantem został Wincenty Sarnek. W skład majątku druhów wchodził wóz konny z sikawką tłokową i wężami, wóz z beczką oraz drobny sprzęt gaśniczy. W 1913 roku, za społeczne pieniądze oraz dzięki pomocy hrabiny Potockiej z Krzeszowic, zakupiono dwucylindrową sikawkę ręczną, którą do Nielepic przywiózł wójt Wawrzyniec Kuflik.

Kontynuujemy przedstawianie Czytelnikom „Gońca” ludzi, którzy w naszym mniemaniu są Sportowymi Ambasadorami Gminy Zabierzów. Jest to cykl prezentacji wybranych przez nas sportowców, zawodników, trenerów i moderatorów sportu działających na terenie Gminy Zabierzów. Rozmowy z Ambasadorami prowadzi znany większości sportowców w naszej gminie, Grzegorz Mytnik, pływak, triatlonista, sportowiec i organizator imprez zaliczanych do największych na naszym terenie. Kolejnym jego rozmówcą jest Artur Czerwiec, pływak, były zawodnik Unii Tarnów, jako junior zajmujący czołowe miejsca w mistrzostwach Polski, absolwent krakowskiej AWF, trener II klasy pływania, mieszkaniec Pisar. Człowiek, który zasługuje w pełni, zdaniem naszych Czytelników, na zaszczytne miano „Sportowy Ambasador Gminy Zabierzów”.


Grzegorz Mytnik: Artur opowiedz o początkach swoich zmagań sportowych.

Artur Czerwiec: Pochodzę z rodziny o tradycjach pływackich. Moja mama pływała, siostra pływała, a więc także ja jako mały chłopak byłem „wyganiany” na basen, chociaż chciałem grać w piłkę. Z perspektywy czasu bardzo za tę stanowczość pływacką jestem rodzicom wdzięczny.

G.M.: To ciekawe bo przecież za pisałeś niezłą kartę jako piłkarz. Patrząc na oficjalne tabele widzę, iż od sezonu 1995/1996 zacząłeś grać jako napastnik i na przestrzeni 10 lat grałeś w Unii Tarnów, Garbarni Kraków, Karpatach Siepraw, Kablu Kraków, Dalinie Myślenice, Cracovii i zakończyłeś karierę piłkarską w Kmicie Zabierzów w roku 2006. I gdzie ten wolny czas na pływanie?

A.Cz.: Tak się potoczyło życie. Jednak pływanie było zawsze na pierwszym miejscu. Pływanie uczy życia, wyrabia charakter i oprócz zdrowotnych aspektów kształtuje naszą osobowość, ma wpływ na to jakimi jesteśmy w późniejszym życiu. Tak było w moim przypadku. Ukończyłem Akademię Wychowania Fizycznego w Krakowie ze specjalizacją trenerską. Jestem trenerem pływania II klasy oraz instruktorem triathlonu.

G.M.: I dochodzimy do Zabierzowa…

A.Cz.: Tak, tutaj się wszystko dopiero zaczęło. Założyłem razem z Tobą sekcję pływacką UKP Kmita Zabierzów a potem klub triathlonowy Water Knights Zabierzów. Sam też rozpocząłem uprawianie triathlonu.

G.M.: Skąd ten triathlon?

A.Cz.: Triathlon to dodatek do tego co proponujemy w klubie pływackim. Czasy się zmieniają a pływanie to ciągle trudny sport, bardzo trudny. Coraz mniej osób decyduje się na sport wyczynowy, rodzice boją się takich wyzwań. Dlatego triathlon czy dla dzieci i młodzieży aquatlon jest alternatywą pozwalającą na uprawianie sportu w nieco mniejszym wymiarze czasu i czerpanie z niego wiele więcej przyjemności. Pływanie to ciężka harówka dwa razy dziennie, aquatlon to trening bardziej wszechstronny, bo dochodzi bieganie. Chciałbym przekonać ludzi, dzieci i młodzież z Zabierzowa do tego nowego pomysłu. Pływanie jest dla mnie najważniejsze, ale można też spróbować czegoś nowego, ciekawszego, bardziej na zasadzie przygody. Dzieci i młodzież to lubią.

G.M.: A więc co dalej z triathlonem?

A.Cz.: Mamy już za sobą pierwsze zawody w których wszyscy się świetnie bawili. Treningi w grupie aquatlonowej rozpoczynamy od stycznia, pierwsze starty już w wakacje, zobaczymy. Będziemy startować i w zawodach pływackich i aquatlonowych. Każdy będzie mógł zdecydować co go bardziej bawi i kręci.

G.M.: Wróćmy do klubu pływackiego, ilu zawodników w nim ćwiczy?

A.Cz.: Obecnie w klubie jest 45 czynnych zawodników w wieku 10-15 lat. Najlepsi z powodzeniem konkurują podczas Mistrzostw Polski. Są nimi Justyna Jankowska i Kacper Stec. Młodsi bardzo utalentowani to między innymi Anna Grela i Adam Majda. Zawody, które organizujemy zawsze z myślą o naszych zawodnikach, są bardzo pozytywnie odbierane w całym środowisku pływackim tym lokalnym i tym zewnętrznym. Puchar Kmity w tym roku będzie jubileuszowy bo 10 - ty. Zawody z okazji Dnia Dziecka i Mikołaja zawsze są mocno lokalnie obsadzone. Udało się nam stworzyć ambitną kadrę trenerską, która wie co robić i poważnie traktuje swoje obowiązki. Nasze starania wspiera gmina, lokalni sponsorzy i przede wszystkim rodzice.

G.M.: A jak układa się współpraca na linii szkoła – sport, mówię o współpracy z nauczycielami?

A.Cz.: W swoich działaniach chcemy obalić mit, że wyczynowy sportowiec to słaby uczeń. Jest dokładnie odwrotnie. Nasi zawodnicy to wspaniali uczniowie, dzieci i młodzież o mniejszych kompleksach i większym szacunku do obowiązków, dzieci i młodzież, która z większą odwagą stawia czoło przeciwnościom losu i problemom dnia codziennego.

G.M.: Na koniec jakie są Twoje plany sportowe? A.Cz.: Ciągłe podnoszenie swoich umiejętności i umiejętności swoich podopiecznych. Stworzenie klasy sportowej przy Szkole Podstawowej w Zabierzowie. Rozwój klubu przez uczestnictwo w innej gałęzi sportu jaką jest aquatlon i triathlon. Chcemy przez to zatrzymać młodzież, która po zakończeniu gimnazjum ucieka do klubów krakowskich lub kończy uprawianie sportu.

G.M.: Dziękuję za rozmowę i życzę sukcesów sportowych dla Ciebie i Twoich podopiecznych.

Od redakcji: Grzegorz Mytnik, mieszkaniec Rudawy, prezes firmy Naxel, członek zarządu i współzałożyciel Jurajskiej Izby Gospodarczej, urodzony w 1972 roku. Karierę sportową jako pływak rozpoczął w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Krakowie przy ulicy Grochowskiej. Sukcesy sportowe odnosił jako zawodnik klubu sportowego JORDAN w Krakowie. Razem z Arturem Czerwcem, byłym pływakiem tarnowskiej Unii, założył w 2005 roku sekcję pływacką w LKS KMITA. Jest pomysłodawcą zorganizowania jednej z większych imprez pływackich w Polsce, czyli Międzynarodowych Zawodów o Puchar Rycerza Kmity. Trenuje pływanie, biegi i jazdę na rowerze jako członek grupy WATER KNIGHTS. Aktualnie jest wiceprezesem Zarządu Małopolskiego Okręgowego Związku Pływackiego ds. organizacyjnych.

 

 

 

Łamanie się opłatkiem i składanie sobie wzajemnych życzeń świątecznych i noworocznych odbywało się przy stołach wigilijnych w naszych domach, jak również podczas opłatka gminnego na Rynku Zabierzowskim, a także w innych okolicznościach, zatem Klub Seniora „Złota Jesień” w Zabierzowie zamiast na tradycyjny opłatek zaprosił na szampański toast noworoczny, tym bardziej, że spotkanie miało miejsce 30.XII.2014 r., czyli u schyłku Starego Roku i na progu Nowego 2015 roku.

Zaproszenia do udziału w tej uroczystości przyjęli znakomici goście, a mianowicie: v-ce wójt Gminy Zabierzów Wojciech Burmistrz, v-ce przewodniczący Rady Gminy Zabierzów Józef Szumiec, Starosta Krakowski Józef Krzyworzeka, członek Rady Powiatu Alicja Wójcik, ks. prałat Stanisław Maślanka, dyrektor Centrum Kultury Jolanta Żebrowska – Sibila, redaktor Naczelny „Znad Rudawy” – Witold Ślusarski i sołtys Zabierzowa Wiesław Cader. Nie mogło zabraknąć naszych wspaniałych przyjaciół i fundatorów, takich jak: Józefa Kruka v-ce prezesa Jurajskiej Izby Gospodarczej, naszego dobroczyńcy, człowieka o gołębim sercu i wielkiej dobroci ze swoją małżonką Krystyną, obdarzoną również niezwykłymi cechami charakteru; Janusza Apostolskiego właściciela F.P.U. Meble Stylizowane i Nowoczesne z żoną Violettą, którzy hojnie wspierają działalność naszego Klubu, a także Jerzego Kowalika przewodniczącego Komisji Promocji, Kultury i Sportu Rady Gminy Zabierzów, prezesa Akademii Piłkarskiej w Zabierzowie, który w ważnych dla Klubu momentach służy wszelką pomocą. Na progu Nowego Roku były życzenia skierowane do wszystkich zebranych, abyśmy w rok 2015 weszli z optymizmem, wiarą i nadzieją na pogodne jutro i aby dobre zdrowie, szczęście i szczypta humoru towarzyszyły nam przez cały nadchodzący rok, a nowonarodzone Dzieciątko błogosławiło nam we wszystkich codziennych sprawach. Tworząc łańcuch rąk i serc została zaśpiewana zgodnych chórem piękna stara kolęda „Bóg się rodzi”, po czym kieliszkiem szampana wzniesiono toast za pomyślność w Nowym 2015 Roku.

Jak zwykle nie obyło się bez niespodzianek przygotowanych przez Klub Seniora, a mianowicie w pewnym momencie na salę wkroczyła 4-osobowa młodzieżowa kapela kolędnicza (akordeon, trąbka i bęben), w baranicach na głowach, która tak radośnie i żwawo grała i śpiewała kolędy, że słuchając ich radowały się nasze serca. Z kapelą tą nasza seniorka Wiesława Włodarczyk zaśpiewała góralską pastorałkę, której wtórowali panowie – seniorzy. Następnie grupa pastuszków – seniorów, podążając za światłem gwiazdy do Betlejem, została zaproszona pod nasz dach, aby się ogrzali, bo jak powiedział jeden z nich „mróz trzyma, bo zima jest sroga, a do Betlejem daleka droga”. Zatem zostali serdecznie przyjęci i w zamian pięknie kolędowali, składali życzenia noworoczne, ale w trakcie przedstawienia pasterskiego wtargnął Żyd-Mosiek, z którym odegrana była komiczna scenka. W role pastuszków wcielili się: Bronisław Kościński – krakowiak z gwiazdą, Wiesław Olek – pastuszek z gitarą, Bolesław Filo – pastuszek z harmonijką ustną, pozostali pastuszkowie – Henryk Micimiński i Stefan Sabuda, Władysław Sendor – Żyd Mosiek. Wspomnieć także należy, że stoły biesiadne były pięknie i smacznie przygotowane przez seniorki z naszego Klubu. Klub Seniora „Złota Jesień” w Zabierzowie składa tą drogą wszystkim czytelnikom „Gońca Zabierzowskiego” serdeczne życzenia zdrowia i wszelkiej pomyślności na każdy dzień Nowego 2015 Roku.

Barbara Golińska

 

 

 

erena.jpg