• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bar.jpg
  • biga.jpg
  • energoterm.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • gasior.jpg
  • goodcar.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • gs.jpg
  • gurgul.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • opal.jpg
  • progar.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • supra.jpg
  • swiba.jpg
  • szumiec.jpg
  • szumiec praca.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zielinski.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • geo.jpg
  • hydrex.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • lowisko.jpg
  • melba.jpg
  • multiagent.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • rzaska.jpg
  • stollar.jpg
  • toka.jpg
  • weterynarz_zielona.jpg

Numer 12/2014

Muszę podzielić się z Państwem szokującymi wiadomościami jakie płyną zza oceanu. Otóż Amerykańscy Naukowcy po wielu miesiącach badań, potwierdzili wcześniej stawiane tezy i ogłosili, iż prawdopodobnie nadchodzi zima, a razem z nią Boże Narodzenie, Sylwester, wymiana opon i co najważniejsze Święty Mikołaj. To o tym miłym, starszym Panu z długą brodą i sporą nadwagą chciałbym napisać, ponieważ wypełniając swoją misję przemierza tysiące kilometrów w niewygodnych, zimnych saniach, ciągnionych przez zgraję leniwych i powolnych reniferów. Korzystając z okazji chciałbym zaproponować dla Niego kilka lepszych rozwiązań na tak długą i męczącą podróż. Tak więc, jaki powinien być pojazd dla Mikołaja? Na pewno powinien być oszczędny, a tu z pomocą przychodzi koncern VW, który wypuścił ostatnio ponoć najoszczędniejszy samochód produkowany seryjnie – model XL1, posiadający napęd hybrydowy, w którego skład wchodzi dwucylindrowy silnik diesla o mocy 48 KM, a także 27 konny silnik elektryczny. Oszczędniejszy kuzyn Golfa ma zużywać 0,9 litra oleju napędowego na 100km. Jeśli jednak Mikołaj niekoniecznie przepada za niemiecką motoryzacją proponujemy Toyotę Prius, która szczególną popularność zyskała w jakże „ekologicznych” Stanach Zjednoczonych, a od momentu wejścia na rynek przoduje w eko-rankingach. Nie zapominajmy jednak o tym, że czas na rozwożenie prezentów jest mocno ograniczony, a odległości niemałe. Porzućmy więc opcję ekonomicznoekologiczną i pomyślmy o czymś naprawdę szybkim. Proponuję najszybszy samochód dopuszczony do ruchu ulicznego – Bugatti Veyron. Nazwa tego supersamochodu pochodzi od nazwiska kierowcy ścigającego się dla Bugatti, który w 1939 roku wygrał 24-godzinny wyścig Le Mans. Prędkość jaką może osiągnąć ten pocisk na kółkach w wersji Super Sport to porażające 431 km/h. Pod maską drzemie ośmiolitrowa, szesnastocylindrowa jednostka z sześćdziesięcioma czterema zaworami, dwiema głowicami (po 8 cylindrów każda) i czterema turbosprężarkami. Przyśpieszenie od 0 do 100 km/h: 2,5 sekundy. Cóż z tego jak miejsca w Veyronie wystarczy na jeden i to skromny prezent. Na myśl przychodzi mi coś większego, a mianowicie Renault Espace (czyt. Espas), model który zapoczątkował tak popularny dziś segment vanów. Ogromna przestrzeń wewnątrz, niezliczona ilość schowków, przeszklone nadwozie oraz kosmiczne technologie sprawią że Mikołaj nie będzie chciał z niego wysiąść, aby razem z workiem prezentów wpakować się do ciasnego i ciemnego komina. Pamiętajmy jednak że nie wszystkie miejsca na Świecie są tak atrakcyjne jak ulice naszych pięknych miast i miasteczek. Bywa że wjechać trzeba w gorszy i mniej przyjazny teren do którego świetnie nadaje się następca produkowanego przed drugą wojną światową Willys’a – Jeep Wrangler w szczególności w wersji Rubicon, posiadający blokady mostów, oraz bardziej terenowe niż normalna wersja przełożenia reduktora. Polecałbym także niezawodną Toyotę Hilux, zwłaszcza taką jak ta którą postanowili dogłębnie przetestować trzej panowie prowadzący program Top Gear (tylko dla widzów o mocnych nerwach). Pomimo spotkania z kulą do wyburzania budynków, ogniem i morską wodą, toyotka po kilku standardowych zabiegach zawsze odpalała. Podsumowując. Samochód Mikołaja powinien być: a)oszczędny, b)szybki, c)pojemny, d)terenowy. Myślę że mam dla Niego propozycję nie do odrzucenia – Syrena. Mimo że nie spełnia żadnego z kryteriów, ma jedną zasadniczą zaletę – jest polska. Czegokolwiek Mikołaj by nie wybrał życzę Państwu jednego, aby dotarł.

Łukasz Zadęck

 

 

 

 

Kontynuujemy przedstawianie Czytelnikom „Gońca” ludzi, którzy w naszym mniemaniu są Sportowymi Ambasadorami Gminy Zabierzów. Jest to cykl prezentacji wybranych przez nas sportowców, zawodników, trenerów i moderatorów sportu działających na terenie Gminy Zabierzów. Rozmowy z Ambasadorami prowadzi znany większości sportowców w naszej gminie, Grzegorz Mytnik, pływak, triatlonista, sportowiec i organizator imprez zaliczanych do największych na naszym terenie. Kolejną jego rozmówczynią jest Aleksandra Zamachowska, Mistrzyni Polski Kadetów i Juniorów w Szpadzie. W minionym roku (2014) została brązową medalistką Mistrzostw Świata Juniorów, złotą medalistką Mistrzostw Europy Juniorów oraz srebrną medalistką Mistrzostw Europy do lat 23. Jest studentką 1 roku prawa na Krakowskiej Akademii im. A. Frycza-Modrzewskiego. Kobieta, która zasługuje w pełni, zdaniem naszych Czytelników, na zaszczytne miano „Sportowy Ambasador Gminy Zabierzów”.

Grzegorz Mytnik: Aleksandro, trenujesz szpadę, przybliż w kilku słowach naszym czytelnikom tę dyscyplinę.

Aleksandra Zamachowska: To indywidualny sport walki. Walczymy w systemie pucharowym do 15 trafień, lub trzech tur po 3 minuty każda. W szpadzie polem trafienia jest całe ciało przeciwnika, dlatego zasady nie są skomplikowane, wygrywa ten kto zada więcej trafień.

G.M.: Czy szermierka to trudny sport?

A.Z.: Tak. Wymaga nie tylko ogromnej kondycji fizycznej, ale też specyficznych cech charakteru. Mówi się, że szermierka jest sztuką umysłu, „idealnym zgraniem przewidującego umysłu i posłusznego mu ciała”. To sport techniczny, wymagający niezwykłej precyzji ruchu, szybkości i refleksu. Jednocześnie wymaga ogromnego opanowania, umiejętności szybkiej analizy sytuacji i podejmowania błyskawicznych decyzji. To czasem bardzo trudne, szczególnie gdy czas się kończy, a walka nie idzie po naszej myśli.

G.M.: Dlaczego wybrałaś akurat szpadę?

A.Z.: Jak to często bywa, zdecydował przypadek. Nie pochodzę z rodziny o sportowych tradycjach. Rodzice są lekarzami. Zdecydowali, że muszę coś uprawiać dla zdrowia. Szermierkę wymyśliłam sama, a wkrótce zabawa przerodziła się w pasję.

G.M.: Kiedy to się stało?

A.Z.: Właściwie nie wiem dokładnie. Trenuję od trzeciej klasy szkoły podstawowej, czyli już 11 lat. Codziennie po szkole jeżdżę na dwugodzinne treningi. Wracam do domu o 21. Do tego w liceum dołączyły się liczne wyjazdy na obozy kadry i zawody zagraniczne. Nie mam zbyt dużo wolnego czasu. Z przyjaciółmi z poza klubu nie spotykam się często, ale staram się regularnie wygospodarowywać czas dla nich i na drobne przyjemności jak kino, teatr. Poza tym gram na gitarze i jeżdżę na nartach, choć to ostatnie niestety bardzo rzadko.

G.M.: A jak radzisz sobie z nauką?

A.Z.: Nauka jest dla mnie równie ważna jak sport. Szermierz to nie zawód, nie da się żyć z szermierki. Rodzice zawsze dbali o moje wykształcenie. Chodziłam do francuskiej klasy dwujęzycznej w Gimnazjum nr 18 w Krakowie. Jestem tegoroczną absolwentką I LO im. Bartłomieja Nowodworskiego. Zawsze chciałam być lekarzem, ale zrozumiałam, że nie pogodzę studiów medycznych z wyjazdami i zawodami. Postanowiłam znaleźć coś innego, równie ciekawego. Zdecydowałam się więc na studia prawnicze. Godzenie nauki i sportu jest bardzo trudne. Pomimo pięknych deklaracji większość nauczycieli uważa, że sportowcy to nieuki, a większość trenerów, że sport jest ważniejszy od szkoły. Mam szczęście być zawodniczką trenera, który popiera moje ambicje naukowe, natomiast w liceum bardzo pomogło mi ogromne wsparcie ze strony wychowawczyni. Faktem również jest to, że bez ogromnego zaangażowania ze strony moich rodziców, trenowanie szermierki na takim poziomie byłoby zupełnie niemożliwe.

G.M.: Nie jesteś rodowitą Zabierzowianką?

A.Z.: Nie. Mieszkałam w Krakowie. 13 lat temu przeniosłam się z rodzicami do Brzezia. Od prawie 3 lat mieszkam w Zabierzowie. Trenuję w Krakowskim Klubie Szermierzy, 19 km od miejsca zamieszkania.

G.M.: Na koniec jakie są Twoje plany sportowe?

A.Z.: Moim najbliższym celem są Mistrzostwa Polski Juniorów, a następnie Mistrzostwa Świata i Europy. Chciałabym również wystartować w Mistrzostwach Europy do lat 23. Tak jak każda zawodniczka marzę o medalu na Igrzyskach Olimpijskich. To dalsze plany. W między czasie przede mną pierwsza sesja na nowej uczelni.

G.M.: Dziękuję za rozmowę i życzę dalszych sukcesów sportowych.

Od redakcji: Grzegorz Mytnik, mieszkaniec Rudawy, prezes firmy Naxel, członek zarządu i współzałożyciel Jurajskiej Izby Gospodarczej, urodzony w 1972 roku. Karierę sportową jako pływak rozpoczął w Szkole Mistrzostwa Sportowego w Krakowie przy ulicy Grochowskiej. Sukcesy sportowe odnosił jako zawodnik klubu sportowego JORDAN w Krakowie. Razem z Arturem Czerwcem, byłym pływakiem tarnowskiej Unii, założył w 2005 roku sekcję pływacką w LKS KMITA. Jest pomysłodawcą zorganizowania jednej z większych imprez pływackich w Polsce, czyli Międzynarodowych Zawodów o Puchar Rycerza Kmity. Trenuje pływanie, biegi i jazdę na rowerze jako członek grupy WATER KNIGHTS. Aktualnie jest wiceprezesem Zarządu Małopolskiego Okręgowego Związku Pływackiego ds. organizacyjnych.

 

 

 

Kiedyś, dawno temu, czytywałam sobie to, co napisała Joanna Chmielewska. Nie wstydzę się faktu, bo i wcale wstydliwy nie jest. Czytałam ją namiętnie w charakterze polepszacza humoru i w tej roli sprawdzała się jej twórczość wspaniale. Jako wielbicielka - nie bójmy się tego słowa - jej twórczości, siłą rzeczy sięgnęłam też po jej autobiografię. Szczerą dosyć, dodam. No i co też Pani Joanna tam wypisuje? Ano, różne rzeczy, ale chcę tutaj przywołać opowieść o czterech pinezkach. Kiedy Joanna Chmielewska była świeżo po rozwodzie, jakoś tak dziwnie opuściła ją chęć życia. I to może nie byłby problem, gdyby nie dwójka małych dzieci na stanie. Autorka pisze, że w pewnym momencie siedziała na tapczanie pogrążona w depresji, a przed nią leżała na stole deska kreślarska z rozpoczętym projektem. Pani Joanna doskonale wiedziała, co powinna zrobić, a jednocześnie zrobić tego zupełnie nie była w stanie. W końcu - po dwóch tygodniach walki z samą sobą - wstała i odpięła cztery pinezki, którymi przypięty był do deski rysunek. Potem przypięła w to miejsce czystą kalkę i wróciła do rysowania. Nawet po latach twierdziła z wielką powagą, że odpięcie tych czterech pinezek było najcięższą praca, jaką wykonała w życiu. I ja jej wierzę. Oczywiście „odpięcie czterech pinezek” jako słowo-klucz weszło do mojego języka. Czemu to piszę? Bo to wstęp dygresyjny jest. Otóż dzisiaj z niewiadomych powodów obudziłam się o drugiej w nocy i nie mogłam z powrotem zasnąć. Walczyłam ze sobą do trzeciej z minutami, po czym wstałam z łóżka i udałam się do kuchni, (w której aktualnie nikt nie spał), a tam najpierw dopadł mnie komputer, potem prasowanie, potem nastawiłam pralkę w łazience... Tylko włosów wciąż nie zafarbowałam, bo nie miałam ani weny, ani dobrego światła. Nietrudno się chyba domyślić, że po przedpołudniu spędzonym w Krakowie (tzw. sprawy załatwiałam), nie jestem przesadnie wypoczęta. A dziś w planach mam pisanie reportażu! Psiamać! Wiem, że jak już zacznę, to go napiszę, i to porządnie. Ale czy zacznę? Nie wiem... W tym momencie wyjęcie notatek jawi mi się porównywalne rozmiarami do rzeczonego odpięcia czterech pinezek. Pokusa by z podręcznikiem stylistyki zakopać się pod kocem jest potężna. Ciekawe, która opcja zwycięży?

Gabriela Kucharska

 

 

 

Od 11 do 15 listopada 2014 r. uczniowie z klasy I A „językowej” oraz kilku uczniów z pozostałych klas pierwszych uczestniczyło w obozie szkoleniowym zorganizowanym przez Europejskie Forum Młodzieży – stowarzyszenie współtworzone i współfinansowane przez Unię Europejską, którego najważniejszym celem jest dotarcie do najzdolniejszej i najaktywniejszej młodzieży oraz kształtowanie wśród niej bardzo cenionych obecnie umiejętności społecznych: przewodzenia, autoprezentacji i pracy w zespole. Obóz „EuroWeek – Szkoła Liderów” odbywał się w Sudetach, w malowniczo położonej miejscowości Międzygórze koło Bystrzycy Kłodzkiej. Coroczne uczestnictwo klas z poszerzonym programem języków obcych, które od kilku już lat istnieją w Gimnazjum w Zabierzowie, stało się niemal tradycją i stałym elementem programu tych klas.

Pomimo wspaniałej jak na listopad pogody oraz niewątpliwych walorów klimatycznych i krajobrazowych, uczniowie nie mieli okazji wypoczywać. W czasie kilkudniowego pobytu praktycznie nie było chwili wytchnienia. Od rana do późnego wieczora młodzież uczestniczyła w niezwykle interesujących zajęciach, które odbywały się w języku angielskim i prowadzone były przez młodych wolontariuszy z wielu zakątków świata. Miały one formę interaktywnych warsztatów, gier symulacyjnych, zabaw i praktycznych ćwiczeń. Wolontariusze prezentowali także podstawowe informacje na temat własnych ojczyzn. Dzięki temu uczniowie poznali „wirtualnie” takie kraje, jak: Turcja, Indie, Wietnam, Kenia, Włochy, Indonezja, Bułgaria, Łotwa i Litwa.

W bogatej ofercie zajęć znalazło się także miejsce na wycieczkę po okolicy. Uczniowie zwiedzili starą część Bystrzycy Kłodzkiej z bardzo ciekawym Muzeum Zapałek, w którym można było prześledzić sposoby krzesania ognia od czasów człowieka pierwotnego, po współczesne z produkcją zapałek i zapalniczek. Młodzież przeszła także korytarzami podziemnymi Twierdzy w Kłodzku.

Mimo ogromnego zmęczenia uczniowie wrócili do domów zachwyceni oraz bogatsi o nowe doświadczenia, wiedzę i przyjaźnie. Natomiast towarzyszące im opiekunki (p. Renata Pędrys, p. Cecylia Piekarska oraz p. Ewa War-dęga) z wielką dumą i uznaniem wypowiadały się na temat zachowania, wysokiej kultury osobistej i bardzo dobrej znajomości języka angielskiego swoich podopiecznych.

Ewa Wardęga

 

 

 

Informujemy, że w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Krakowie odbył się II etap konkursu „Dzielnicowy Roku 2014”, w którym uczestniczyli dzielnicowi ze wszystkich Komend Miejskich i Powiatowych podległych Komendzie Wojewódzkiej Policji w Krakowie. Miło nam Państwa poinformować, że policjanci z Komisariatu Policji w Zabierzowie zajęli odpowiednio: sierż. sztab. Paweł Rusinek IV miejsce, sierż. sztab. Marta Wojtaszek XII miejsce.

 

 

 

Stowarzyszenie Homini et Terrae z Zabierzowa i Gminny Ośrodek Kultury i Sportu Gminy Wielka Wieś zorganizowali w dniu 22 listopada na terenie GOKiS w Białym Kościele imprezę pod nazwą ”I Międzygminna Bitwa Kulturalna Kół Gospodyń Wiejskich”. Bitwa miała charakter fiesty rodzinnosmakowej do udziału w której zaproszono Koła Gospodyń Wiejskich i Kluby Seniora z terenu Małopolski. Uczestnicy prezentowali na swoich stoiskach w formie konkursowej potrawy i dania z polskich darów jesieni (kapusty, ziemniaków, cebuli i dyni), a zaproszeni goście wzięli udział w „fieście smaków tradycyjnych”, o charakterze rodzinnym, tematycznie związanej ze zdrową żywnością i tradycyjnymi małopolskimi smakami. Podczas imprezy odbyły się warsztaty dla dzieci ze szkół podstawowych, połączone z wykonywaniem przez nie kanapek śniadaniowych z rodzimych i pełnowartościowych produktów w ramach akcji „By nasze dzieci nie jadły śmieci”.

Jury w składzie Wójt Gminy Wielka Wieś - Tadeusz Wójtowicz, z-ca dyr. GOKiS - Jarosław Janecki, przedstawicielka hotelu i restauracji „Kochanów” Violetta Apostolska, współwłaścicielka restauracji „Frykas” Urszula Szumiec, mistrz cukierniczy Zbigniew Stochalski i koordynator imprezy Józef Kruk, przyznało trzy nagrody główne i 4 wyróżnienia. Oceniano potrawę tradycyjną, wypiek cukierniczy, wystrój stoiska i występ artystyczny. Pierwsze miejsce zajęły Modlniczanki, drugie Białokościelanki a trzecie KGW Nielepice. Wyróżnienia przyznano KGW Balice, KGW Bębło, Klubowi Seniora w Zabierzowie i Klubowi Seniora w Kobylanach. W imprezie wzięły udział oprócz wymienionych, KGW Zelków, KGW Szczyglice, Klub Seniora z Rudawy, Klub Seniora z Bolechowic, KGW Brzezinka i „Bęblanie”. Wszystkie zespoły otrzymały pamiątkowe puchary i nagrody rzeczowe. Imprezie towarzyszyła wystawa pokonkursowa z konkursów plastycznych i fotograficznych. Jury uzasadniając swój werdykt podkreśliło szczególną dbałość biorących udział w imprezie wystawców o wystrój stoisk prezentacyjnych. W niektórych przypadkach były to prawdziwe dzieła sztuki artystycznej i kulinarnej.

Projekt zrealizowano przy wsparciu finansowym Gminy Wielka Wieś iWojewództwa Małopolskiego.

 

 

 

 

Goodman podpisał z operatorem logistycznym KMC Services umowę najmu 13 000 m2 powierzchni w Kraków Airport Logistics Centre (KALC). Transakcja pozwoli KMC Services zwiększyć skalę działalności i jednocześnie skonsolidować powierzchnię logistyczną w jednej lokalizacji. Umowa jest największą tego typu transakcją od lat na coraz dynamiczniej rozwijającym się krakowskim rynku powierzchni magazynowych.

KMC Services z siedzibą w Krakowie jest operatorem logistycznym dostarczającym rozwiązania z zakresu zarządzania logistyką i łańcuchem dostaw dla klientów w Polsce i na świecie. Od 2002 r. KMC Services prowadzi swoją działalność, wykorzystując kilka obiektów magazynowych zlokalizowanych w okolicach Krakowa, w tym obiekt

o powierzchni 3 500 m2 w Kraków Airport Logistics Centre. Z uwagi na dynamiczny rozwój firmy od czasu podpisania pierwszej umowy najmu, KMC Services poszukiwało większej powierzchni magazynowej w jednej lokalizacji.

– Aby usprawnić operacje i zwiększyć skalę naszej działalności potrzebowaliśmy wysokiej klasy magazynu, na tyle dużego abyśmy mogli skonsolidować dotychczas eksploatowane magazyny. Taką powierzchnię zapewniło nam dynamicznie rozwijające się Kraków Airport Logistics Centre. Doceniamy elastyczność fi rmy Goodman, pozwalającą na realizację naszych celów oraz umożliwiającą zrównoważony i systematyczny rozwój – mówi Rafał Łagosz, Dyrektor Logistyki KMC Services.

Nowa umowa zawarta z KMC Services obejmuje 12 787 m2 powierzchni magazynowej oraz 212 m2 powierzchni biurowej. Firma zostanie najemcą w nowym obiekcie o powierzchni 22 000 m2 budowanym spekulacyjnie przez Goodmana. Magazyn ten będzie piątym obiektem w ramach Kraków Airport Logistics Centre, a jego budowa jest podzielona na dwa etapy. Pierwszy etap, który KMC obejmie w całości, będzie gotowy jeszcze w tym roku. KMC obejmie także część drugiego etapu, którego zakończenie budowy planowane jest na przełom I i II kwartału 2015 r.

– Decyzja o zwiększeniu powierzchni najmu i konsolidacji powierzchni przez KMC Services w Kraków Airport Logistics Centre jest potwierdzeniem jego strategicznej lokalizacji i dobrego zarządzania. Podpisanie umowy oznacza, że budowany obecnie spekulacyjnie magazyn będzie wynajęty w 60% – mówi Błażej Ciesielczak, Dyrektor Regionalny Goodman na Europę Środkowo-Wschodnią.
Więcej o Kraków Airport Logisitcs Centre:

Kraków Airport Logistics Centre jest jednym z największych centrów logistycznych Goodmana w Polsce. Budowa pierwszego magazynu rozpoczęła się w 2010 r. i od tamtego czasu powstały cztery obiekty o łącznej powierzchni 55 230 m2, czyli 1/3 docelowej powierzchni centrum, a piąty jest obecnie w budowie.

Wszystkie magazyny, z których większość została wybudowana spekulacyjnie, zostały wynajęte jeszcze przed zakończeniem budowy. Właścicielem Kraków Airport Logistics Center jest Goodman European Logistics Fund (GELF), a zarządcą Grupa Goodman.

Centrum logistyczne o docelowej powierzchni użytkowej ponad 150 000 m2 będzie obejmować dziewięć magazynów wraz z dodatkowymi pomieszczeniami biurowymi, socjalnymi i technicznymi.

Zgodnie ze strategią Grupy, przy budowie parku Goodman przywiązuje szczególną wagę do ochrony środowiska. 25% powierzchni krakowskiego centrum będą stanowiły tereny zielone, a dookoła zagospodarowanego obszaru posadzonych zostało ponad 1000 drzew.

Szacuje się, że po wynajęciu wszystkich dostępnych powierzchni zatrudnienie u najemców centrum znajdzie łącznie około 1000 osób. Będzie to tym samym największe centrum logistyczne w województwie małopolskim. Najemcami w Kraków Airport Logistics Centre są obecnie: Bonito.pl, DS Smith, Farutex, Logfarma, Royal Canin, Schenker oraz Valeo Autosystemy.

 

 

 

Wakacyjny okres należał do niej. Niewielka, trochę przerażona sunia biegała od stolika do stolika, od grilla do grilla wdzięczna za każdy smakołyk, który pozwoli przetrwać. Pomieszkiwała w letnim ośrodku wczasowym nad jeziorem. Nikt nie wie skąd się wzięła. Po prostu pewnego czerwcowego dnia Lusia leżała przy bramie, jakby była tu od zawsze. Lato minęło bezpowrotnie. Mijają ostatnie dni jesieni. Domki campingowe znów mają zasunięte drewniane okiennice, zniknęły grille z tarasów i ławy. Ostatni turyści opuścili parking.

Wkoło wszystko opustoszało. Jezioro zrobiło się szare i ponure. Lusia wróciła pod swoją bramę. Właściciele ośrodka zamknęli wszystko na cztery spusty. Wrócą tu wiosną, przed sezonem. Lusi nie zabrali. Kundelków wszak wszędzie pełno. Zwykła Lusia ma niewielką szansę, aby ktoś ją zauważył. Zadzwoniła do nas gospodyni z sąsiedniej wsi, bo żal jej się zrobiło psiny. Podjechaliśmy. Lusia leżała w krzakach przy bramie. Cicho piszczała, ale nie uciekała. Z żebrami na wierzchu, cała pogryziona i z zaawansowaną grzybicą podeszła nieufnie do auta. Kulała na przednią łapkę, rany na grzbiecie były znaczne, cała się trzęsła. Ufnie wsiadła, wtuliła się w skrawek koca - jakby to był pierwszy koc w jej życiu, jakby właśnie na ten koc czekała leżąc pod bramą ośrodka wczasowego. Zaawansowane zmiany skórne, wszawica, zarobaczenie, skrajne niedożywienie i kulawizna łapki do diagnostyki - na to wszystko Lusia musi zebrać środki i błaga o pomoc. Można też wysłać suni specjalistyczną karmę, posłanko, ubranko na zimę.

Jeśli chcesz, możesz wesprzeć Lusię poprzez wpłatę z dopiskiem „Dla Lusi” na konto fundacji dokonując darowizny z tytułem „Lusia” na konto PKO BP 15 1020 5226 0000 6002 0220 0350. Fundacja Centaurus, ul. Borelowskiego 53/2, 51-678 Wrocław www.psy.centaurus.org.pl e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

P.S. Jak już pisaliśmy w poprzednim numerze „Gońca” chcielibyśmy wspólnie z naszymi Czytelnikami pochylić się nad problemem bezdomnych kotów w naszej gminie. Rozpoczynamy na naszych łamach dyskusję dotyczącą sterylizacji kotów z funduszy gminy, jako sposobu na zmniejszenie skali problemu. Prosimy Państwa o głosy w dyskusji na adres mailowy: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript. lub telefonicznie, nr tel. 12/285-23-75

 

 

 

erena.jpg