• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bar.jpg
  • biga.jpg
  • energoterm.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • gasior.jpg
  • goodcar.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • gs.jpg
  • gurgul.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • opal.jpg
  • progar.jpg
  • rserwis.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • supra.jpg
  • swiba.jpg
  • szumiec.jpg
  • szumiec praca.jpg
  • wwm.jpg
  • zamkowa.jpg
  • zielinski.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • baranex.jpg
  • geo.jpg
  • hydrex.jpg
  • kaes.jpg
  • kruk.jpg
  • lowisko.jpg
  • melba.jpg
  • multiagent.jpg
  • nettrading.jpg
  • rrreklama.jpg
  • rzaska.jpg
  • stollar.jpg
  • toka.jpg
  • weterynarz_zielona.jpg

Numer 06/2014

Jedne wygrzewają się na kanapach, inne szukają szczęścia błądząc po ulicach świata. Maks był jednym z tych, które nie znają kanapy ani pełnej miski, nie wiedzą czym jest weterynarz, ani jak delikatna może być dłoń opiekuna, kiedy siedzi się na kolanach i nie marzy o niczym więcej. Maks biegł ulicą. Znikąd, i pewnie donikąd. Jak każdego dnia od kilku lat. Pisk opon, a może nawet i bez niego - potrącony i bezceremonialnie wrzucony do przydrożnego rowu. Kierowca odjechał - miałby tylko zbędny problem i zbędne koszta.

Maksio konał samotnie - bo po zwykłe kundelki śmierć przychodzi w ciszy. Pewnie nie minęłoby kilka godzin, a zamknąłby oczy na zawsze - ale wystające z rowu łapki zauważył przejeżdżający samochód. Pies był przerażony, nie wiemy ile godzin leżał w rowie pozostawiony sam sobie. W wyniku uderzenia przez samochód doszło do urazu kręgosłupa, co wymaga natychmiastowej operacji w specjalistycznej klinice. Obiecaliśmy wesprzeć jego walkę, nawet jeśli szanse na to, że będzie w pełni sprawnym psem nie są wielkie - być może dodatkowo trzeba będzie sfinansować mu wózeczek. Na razie jednak Maksio prosi o pomoc w pokryciu kosztów operacji. Chcemy móc spojrzeć mu w oczy i powiedzieć, że zrobiliśmy wszystko co zrobić można było.

Jeśli chcesz wesprzeć Maksa, możesz dokonać wpłaty z tytułem „dla Maksa” na konto zbiórkowe 54 1020 5226 0000 6602 0382 1873

Fundacja Centaurus, ul. Borelowskiego 53/2, 51-678 Wrocław www.psy.centaurus.org.pl e-mail: Ten adres pocztowy jest chroniony przed spamowaniem. Aby go zobaczyć, konieczne jest włączenie w przeglądarce obsługi JavaScript.

Pierwszy Jurajski Półmaraton odbył się w 2005 roku. Na starcie biegu w Rudawie obok firmy „Mosur” stanęło 336 zawodników. Dziś, po dziesięciu latach na bieg do Rudawy przybywa regularnie nie mniej niż 1500 osób. Półmaraton to dystans 21 kilometrów i 97 metrów. Takiej trasy poszukiwali organizatorzy i znaleźli: zawodnicy ruszają spod „Mosura” i biegną do Rudawy, Brzezinki (cały czas drogą powiatową), do Więckowic i dalej ulicą Zieloną w Bolechowicach, następnie Turystyczną, Skotnicką, Jurajską do Karniowic, dalej przez Kobylany aż do zjazdu do Doliny Będkowskiej by wreszcie dobiec znowu po zrobieniu pętli do Brzezinki i wrócić przez Rudawę do punktu startowego. Od same-go jeżdżenia palcem po mapie można się zmęczyć. Jak postrzegany jest Jurajski Półmaraton wśród biegaczy? Jest TRUDNY, PIĘKNY i SWOJSKI - tak mówią biegacze… Trudny, bo wśród półmaratonów w Polsce można go np. porównać do tego w Żywcu. Beskid widocznie jak Jura - sporo tu podbiegów i zbiegów. Dlatego „życiówkę” ciężko u nas robić, ale za to przejdźmy do drugiego określenia: piękny. Piękny, bo przebiega w sąsiedztwie Cudów Natury - Dolinek Podkrakowskich. Biegnąc można podziwiać panoramę Bramy Bolechowickiej, zahaczyć o Dolinę Kobylańską oraz Będkowską, a w tle przewijają się krajobrazy

gminy Zabierzów. Biegacze to uwielbiają i zawsze podkreślają to, że to zupełnie co innego niż bieg miejski wśród bloków i smogu. A swojski? Bo jakaś ta atmosfera na Jurajskim jest bardzo przyjazna - ludzie są pozytywnie nastawieni, bez zbędnej megalomanii, bo jak to mówi jeden z Organizatorów, że bieg jest organizowany przez „prostych ludzi ze wsi”. A liczby nie kłamią: Jurajski Półmaraton w ostatnim roku znalazł się wśród półmaratonów na 7. miejscu w Polsce – większe imprezy zrobiły tylko takie miasta jak Warszawa, Poznań, Piła, Kraków, Grodzisk, Sobótka… Jak postrzegany jest Jurajski przez mieszkańców naszej gminy? Z roku na rok coraz lepiej. Coraz więcej osób kibicuje na trasie biegu, pomaga biegaczom szykując im dodatkowe punkty z wodą, witając transparentami i co najważniejsze – mieszkańcy wybaczają organizatorom to, że na 3 godziny muszą wyłączyć drogi publiczne z ruchu. Takie są wymogi bezpieczeństwa, a wiemy, że ono jest najważniejsze. Półmaraton nie odbyłby się bez pomocy Jednostek Ochotniczych Straży Pożarnych z gminy Zabierzów. Strażacy zawsze zabezpieczali przez dziesięć lat tę imprezę - dbali o zdrowie zawodników i komfort biegania - bo zraszanie na trasie zawsze biegacze pozytywnie wspominają i dziękują za dodatkową ochłodę. My również dziękujemy wszystkim druhom z OSP Kobylany, Nielepice, Bolechowice, Karniowice, Rudawa, Brzezinka, Niegoszowice, Więckowice i Brzoskwinia za to, że włączyli się w ten wielki projekt, który już 10 lat sławi gminę Zabierzów w całej Polsce i na świecie.

Wojciech Wojtaszek

60 lat życia, 34 lata posługi kapłańskiej, 20 lat pracy duszpasterskiej w Bolechowicach. Skierowany tu przez władze kościelne po pełnieniu funkcji wikariusza w Żywcu Zabłociu, następnie w Zakopanem i Krakowie Bieńczycach. W 1990 roku ks. STANISŁAW KOZIEŁ zostaje prefektem w krakowskim seminarium duchownym. Proboszczem w Bolechowicach zostaje cztery lata później. Od pierwszego dnia zyskuje uznanie wśród mieszkańców parafii, już podczas pierwszego kazania zwraca się do wiernych, mówiąc: „Chciałbym, żeby nasza wspólnota parafialna była jedną wielką rodziną, a ludzie czuli się kochani nie tylko przez Pana Boga, ale także przez duszpasterzy, którzy zostali tu po to posłani”. Podczas uroczystej mszy świętej celebrowanej przez jubilata, głoszący kazanie proboszcz z Giebułtowa nawiązał do roli prałata Stanisława Kozieła, jaką odgrywa on w parafii liczącej ponad dwa i pół tysiąca wiernych z Bolechowic, Karniowic i Zelkowa. „Jest pasterzem, który okazuje dużą sympatię dla młodych ale też nie zapomina o ludziach starszych, którzy czekają na dobre słowo, uśmiech, życzliwe zainteresowanie”.

Ks. proboszcz, prałat i od kilku lat dziekan, który zawiaduje 11 parafiami, urodził się 08 maja 1954 roku w Białce k. Makowa Podhalańskiego, a „swoje powołanie – jak sam nieraz mówi – zawdzięcza religijnej rodzinie”. Sympatię jaką mieszkańcy darzą ks. Stanisława Kozieła najlepiej wyrażały życzenia od parafian i gości. Najpierw składali je sołtysi wsi, które wchodzą w skład parafii: Andrzej Krawczyk, Henryk Krawczyk i Jacek Kozera. Ciepłe słowa pod swoim adresem usłyszał również od wójta gminy Zabierzów Elżbiety Burtan, starosty powiatu krakowskiego Józefa Krzyworzeki i generała Mieczysława Bieńka, który specjalnie skrócił swój pobyt za granicą, by zdążyć na ten jubileusz. Po mszy wszyscy udali się do miejscowej szkoły, by obejrzeć specjalny program przygotowany przez dzieci szkolne, poświęcony życiowej drodze prałata. Sam jubileusz zakończył się poczęstunkiem i oczywiście już kuluarowymi rozmowami z których większość dotoczyła dostojnego Jubilata.

Witold Ślusarski

„Ten samochód zrewolucjonizuje rajdy na zawsze” te słowa wypowiedział Hannu Mikkola, słynny fiński kierowca rajdowy, wysiadając po jeździe testowej z Audi Quattro. Nie zdawał sobie jeszcze sprawy z jaką łatwością Audi pokona rajdową konkurencję i z tego, że nim się obejrzy wjedzie nim na najwyższe podium Mistrzostw Świata.

Idea połączenia mocnego samochodu osobowego z napędem na cztery koła została zapoczątkowana przez Fardynada Porsche, aczkolwiek nigdy nie doszło do udoskonalenia technologii i wprowadzenia jej w życie. Na pomysł kontynuacji tego projektu wpadła grupa niemieckich inżynierów, która podczas testów terenowego Volkswagena Iltisa oraz Audi 200 zauważyła, iż mimo że dużo słabszy i wolniejszy Iltis porusza się w gorszym terenie z większą swobodą od mocnej i technicznie bardziej zaawansowanej limuzyny. Początkowo prace nad tym przedsięwzięciem prowadzono „po godzinach”, ponieważ szefostwo Volkswagena nie zgodziłoby się na rozpoczęcie tak ryzykownego i niepewnego projektu. Dopiero w 1977 roku, po opracowaniu dokumentacji technicznej, oraz stworzeniu koncepcji połączenia podzespołów wspomnianego wcześniej Iltisa oraz Audi 80 zespół inżynierów dostał pełne poparcie od władz koncernu i mógł ruszyć pełną parą. Kilka miesięcy później możliwa już była jazda testowa pierwszym prototypem o nazwie Audi Quattro, którą odbyto w malowniczej, zasypanej śniegiem, górskiej miejscowości Turracher Höhe. Tam też zapadła decyzja o rozpoczęciu produkcji seryjnej.

3 marca 1980 roku zaprezentowano nowe audi na salonie samochodowym w Genewie, a jego debiut rajdowy nastąpił w niecały rok później. W cywilnym quattro zastosowano silnik o mocy 200KM i pojemności 2,1 litra. Była to pięciocylindrowa, dziesięciozaworowa jednostka z turbodoładowaniem, oraz mechanicznym wtryskiem paliwa, która rozpędzała Audi do pierwszej setki w 7,1 sek. Układ napędowy zawierał trzy mechanizmy różnicowe, z czego dwa (tylni i centralny) wyposażone zostały w blokady. W 1982 oprócz modernizacji sposobu załączania blokad dyferencjałów zaczęto także powoli modyfikować nadwozie. Od 1984 roku montowano nowe jednostki napędowe o nieco większej pojemności 2.2 l , ale o niezmienionej mocy. Trzy lata później układ napędowy wyposażono w mechanizm różnicowy o ograniczonym poślizgu typu Torsen, który pozwalał bez użycia elektroniki na automatyczne przeniesienie napędu na koło o większej przyczepności. Istotna modernizacja jednostki napędowej miała miejsce w 1989 roku, a dotyczyła w szczególności zastosowania dwudziestozaworowej głowicy. Moc silnika wzrosła do 220KM, a przyspieszenie do 100 km/h wynosiło 6,3 sek.

Przejdźmy do ciekawszej części czyli do skróconej i ospojlerowanej odmiany - Audi Sport Quattro. Pominę tutaj kwestię ceny samochodu ponieważ była ona równie szokująca co jego nadzwyczajne osiągi, które zawdzięczał przede wszystkim napędowi na cztery koła, świetnemu turbodoładowanemu silnikowi 2,1 20V 306KM, oraz dopracowanej w najdrobniejszych szczegółach aerodynamice (siła nacisku na tylnie skrzydło dochodziła nawet do 500kg). W miarę upływu czasu do quattro wszczepiano coraz to mocniejsze jednostki, a przyspieszenia brutalnie zmierzały ku zeru. Chyba najbardziej hardcorową odmianą była wersja stworzona na potrzeby wyścigu górskiego Pikes Peak International Hill Climb, odbywającego się w USA. Zastosowano w niej silnik o mocy 598 KM, a przyspieszenie samochodu spadło nieco poniżej 2,5 sek do setki. Jednym z ciekawszych rozwiązań technicznych zastosowanych w Audi Sport Quattro było przeniesienie alternatora na tylną część samochodu, z dala od silnika. Napęd realizowany był za pośrednictwem hydraulicznego układu dwóch pomp, z których jedna zasilała układ, a druga działała na zasadzie generatora wprawiającego w ruch alternator.

Łukasz Zadęcki

W „sołtysówce” w Bolechowicach prowadzony jest kurs komputerowy dla osób w wieku +50. Szkolenie współfinansowane jest ze środków Unii Europejskiej w ramach Europejskiego Funduszu Społecznego Program Operacyjny Kapitał Ludzki Poddziałanie 9.6.2. Szkolenie ukierunkowane na zdobycie certyfikatu ECDL trwa 60 godzin i jest całkowicie bezpłatne.

Bierze w nim udział dziesięcioosobowa grupa mieszkańców wsi, zajęcia obywają się dwa razy w tygodniu a każdy z uczestników pracuje na oddzielnym stanowisku komputerowym. Gratulujemy sołtysowi Henrykowi Krawczykowi działania na rzecz podwyższania kompetencji osób dorosłych.

11 maja 2014 r. przy Kościele w Zabierzowie odbyła się kwesta, na rzecz dziewięcioletniego Kajetana. Kajtek potrzebuje nowych protez nóg, które kosztują 50 tys. zł. Z kwesty przeprowadzonej w niedzielę, dzięki parafianom zabierzowskim udało się uzbierać 5333 zł i 5 koron czeskich. Na prośbę mieszkańców podaję konto Kajtka, na które można wysyłać finansowe wsparcie: 58 85890006 0000 0011 1197 0001, Caritas Archidiecezji Krakowskiej, Bank BSR, ul. Dunajewskiego 7, w tytule wpłaty proszę wpisać – „Leczenie Kajetana Korpak”. Na rzecz chłopca kwestowali Sołtys Zabierzowa i Rada Sołecka. Pragnę serdecznie podziękować Ks. Krzysztofowi Burdakowi za ogromne zaangażowanie i pomoc w organizacji tej akcji charytatywnej.

Agnieszka Rokita

„Przyjdźcie do mnie wszyscy, którzy utrudzeni i obciążeni jesteście, a Ja was pokrzepię.../Mt 11,28/

Patrząc na obrazy prezentowane przez środki społecznego przekazu, z których emanuje agresja ludzi młodych wracam myślą do czasu mojej obecności w Szkole Zawodowej. Nie sugeruję iż ci młodzi reprezentują głownie to środowisko ale...

Dzielę się garścią myśli, jakie zrodziły się gdzieś w moim umyśle. Warto w kontekście duszpasterskiej praktyki w sposób konkretny uwzględnić obecność we wspólnocie Kościoła młodzieży ze szkół zawodowych. Myśl sprzed kilku dziesięciu lat ówczesnego Ks. Kardynała Karola Wojtyły obligująca ks. prałata A. Sołtysika do tworzenia równoległego obok Ruchu Światło-Życie, duszpasterstwa w ramach Grup Apostolskich nic nie traci dzisiaj na aktualności. Duszpasterstwo w ramach Grup Apostolskich w założeniu miało obejmować młodzież ze szkół zawodowych wprowadzając ją w sposób naturalny w duszpasterstwo młodzieży pracującej.

Wiele jest apeli o objęcie duszpasterską troską młodych ludzi, którzy sprawiają określone problemy wychowawcze. Powodem tych dramatycznych słów były wydarzenia z ostatnich tygodni tych z Poznania czy Krakowa czy Łodzi oraz notorycznie powtarzające się awantury na stadionach. Nie ulega wątpliwości że znaczny procent powodujących te zajścia to uczniowie szkół podstawowych i zawodowych. Ten problem jest przez wielu dostrzegany tylko brakuje nam w wielu wypadkach sposobu i metody dotarcia do tej grupy młodych ludzi, a oni prawdziwie są utrudzenie i obciążeni życiowym doświadczeniem. Co im zaproponować, jak to zrobić? Warto na różnych duszpasterskich spotkaniach ten problem postawić, podzielić się doświadczeniami, wskazać na konkretne metody i formy, które w sposób konkretny sprawdzają się w kontakcie z młodymi tej grupy. Świadomie to podkreślam, gdyż młodzieży w różnych ruchach mamy wiele, jednak jest to młodzież ze środowisk licealnych i to uspakaja nas wszystkich, bo coś się dzieje.

Na pierwszych zajęciach w każdej klasie (jest ich 19) zapytałem o to kto jest z Krakowa. Nieliczne osoby podniosły dłonie w sumie ok.1/3 ogółu. Reszta to osoby z podkrakowskich miejscowości. W liceum proporcje są zdecydowanie inne. Młodzież z Krakowa bez względu na oceny jest mobilizowana przez rodziców, aby za wszelką cenę uczyła się w liceach lub technikach w ostateczności tych prywatnych, ale liceum. Natomiast ci młodzi ludzie z tak zwanej prowincji bez względu na oceny przez swoich rodziców mobilizowani są do tego by w pierwszej kolejności zdobyli zawód a potem niech robią co będą uważali za stosowne. Myślę że potwierdzeniem tego jest w moim odczuciu fakt iż uczennica mająca na koncie 102 punkty w badaniach kompetencyjnych wybiera szkołę zawodową. Potrzeba wielkiej siły przebicia i siły woli by uwierzyć w siebie i w wielu wypadkach samemu ruszyć dosłownie w świat by zdobywać wiedzę.

Nie ulega wątpliwości że środowisko szkół zawodowych posiada swoją specyfikę i klimat. Łatwiej jest w ten klimat się wkomponować niż imponować pozytywnymi wartościami tak intelektualnymi jak również moralnymi. I w tym wypadku widzę tę wielką potrzebę pomocy tym ambitnym, mądrym młodym ludziom by utwierdzać w nich przekonanie o tym że warto być dobrym i mądrym, że warto oprócz tego że się uczę, że jestem na praktyce coś jeszcze robić by przeżyć radość czasu młodości. To nie jest tak że im się nic nie chce, lecz oni są w wielu wypadkach zmęczeni codziennością oraz tym dorosłym przeżywaniem młodości wynikającym z kontaktu z dorosłymi szczególnie na zawodowych praktykach. A wzorce postępowania oraz podejście do nich jako uczniów, jako osób, jest różne. Siłą rzeczy jedyną formą zaakcentowania swej młodości jest bycie na dyskotece czy spotkanie w miejscowym barze. W wielu wypadkach to jest szczyt doświadczenia i przeżycia młodości. Czyż nie jest tak iż w zdecydowanej większości młodzież angażująca się w życie młodzieżowych grup duszpasterskich na różnych szczeblach i w różnych formach rekrutuje się ze szkół średnich. Młodzieży ze szkół zawodowych raczej tam nie ma - czemu?

Potrzeba tak metody jak i formy kontaktu z tymi młodymi. I to jest podstawowy problem. Metoda pracy i forma kontaktu z ludźmi mówiącymi określonym językiem, mającym bardzo mierne mniemanie o sobie i swoich nie tylko fizycznych potrzebach oraz czujących w konfrontacji z rówieśnikami - licealistami pewien kompleks. Trudno od nich wymagać by reagowali na zaproszenia, ogłoszenia rzucane z wysokości am-bony. Pierwszy krok w ich kierunku winien być bardzo osobisty i bardzo konkretny. Odwołujący się do ich umiejętności wynikających ze zdobywanej wiedzy praktycznej. Trudno bowiem wymagać by oni od razu interpretowali oryginalnie i z polotem strofy Pisma św., ale można wymagać by coś przybili, pomalowali, ugotowali. Znany mnie jest przykład chłopca oryginalnego w sposobie bycia i podejścia do nauki i religii, który potrafił odnaleźć się jako pomocnik na budowie, budowie kościoła i przez to nawiązać kontakt bardzo pozytywny z równie oryginalnym księdzem proboszczem.

To co mnie cieszy i w czym cały czas upatruję nadzieję to ich uczestnictwo, myślę że się nie mylę w niedzielnej Mszy św. To uczestnictwo jest bardziej liczne, niż ich rówieśników ze szkół średnich. Oni nie śpiewają, nie biorą czynnego udziału w liturgii ale są, jestem o tym przekonany.

Widzę podobnie jak inni, problem duszpasterskiej aktywizacji tej grupy młodych ludzi. Co robić by upowszechnić istniejące formy? Co robić by stworzyć nowe możliwości? Odpowiedź należy do tych, którzy duszpasterstwem młodzieży się zajmują. Wierzę że wszyscy których o współpracę proszą, rodziców, wychowawców, duszpasterzy tej współpracy im nie odmówią. Bo problem niewątpliwie jest!

ksiądz Krzysztof Burdak, proboszcz parafii p.w. św. Franciszka z Asyżu

W maju bieżącego roku szkolnego uczniowie z klas językowych Gimnazjum w Zabierzowie po raz kolejny wzięli udział w kilkudniowym obozie językowym. Ponad trzydziestoosobowa grupa dziewcząt i chłopców z klasy I A oraz II A wyjechała do Bazy Szkoleniowo-Wypoczynkowej Lubogoszcz w Kasince Małej.

Organizatorkami obozu były nauczycielki języków angielskiego i niemieckiego p. Anna Brudkiewicz, p. Renata Pędrys oraz p. Katarzyna Popieluch – współautorki i realizatorki programu autorskiego pt. „Świat bez barier”, poszerzającego naukę języków obcych w wybranych klasach Gimnazjum w Zabierzowie.

Spędzenie kilku dni poza szkołą w otoczeniu malowniczych górskich pejzaży było dla wielu uczniów nową szansą na przełamanie barier komunikacyjnych w posługiwaniu się językami obcymi – angielskim i niemieckim, a także świetną okazją do ćwiczenia i doskonalenia zdobytych umiejętności językowych. Zajęcia odbiegały swoim charakterem od standardowych lekcji szkolnych. Uczniowie uczyli się języków obcych poprzez zaangażowanie w rozmaite aktywności tzw. inteligencji wielorakich, a przede wszystkim językowej, muzycznej, plastycznej, ruchowo-kinestetycznej oraz interpersonalnej. Młodzież uczestnicząca w zajęciach mogła odkryć swe predyspozycje, pasje i zainteresowania.

Uczniowie świetnie się bawili śpiewając piosenki w języku angielskim i niemieckim, uczestnicząc w grach językowo-komunikacyjnych, twórczo przygotowując inscenizacje znanych bajek angielskich i niemieckich np. „Goldilocks” czy „Bremer Musikanten”, tworząc projekty plastyczno-językowe, czy też oglądając film „Frozen” w oryginalnej wersji językowej. Znalazł się też czas na wspólne spacery po pobliskich górskich szlakach, gry sportowe, pieczenie kiełbasek przy ognisku, a także tańce i długie rozmowy.

Podsumowując należy podkreślić, że tegoroczny obóz językowy, podobnie jak i poprzednie, okazał się tak dla uczniów jak i dla organizatorek niezapomnianym oraz niezwykle pozytywnym doświadczeniem. Był doskonałym sposobem na pokazywanie świata poza murami szkoły, był czasem niezwykłych spotkań i dyskusji, relaksu i wzajemnego poznawanie siebie.

Jak wcześniej wspomniano, w obozie uczestniczyli uczniowie z klas z poszerzonym programem nauczania języków obcych. Klasy te funkcjonują w Gimnazjum im. J. Matejki już od sześciu lat. Przyjmowane są do nich dzieci, które uzyskują najwyższe wyniki z egzaminu wstępnego, badającego zakres znajomości języka angielskiego oraz zdolności do nauki języków obcych (określane na podstawie testu predyspozycji językowych).

Tekst Anna Brudkiewicz, zdjęcia Renata Pędrys

Na stronie: http://photopeach.com/album/dmhdw4 prezentujemy zdjęcia z obozu.

W tym numerze przybliżymy historię OSP z Brzoskwini. Przede wszystkim dlatego, iż 3. maja 2014 r. odbyły się tam obchody 100-lecia działalności. Uroczystości zaczęły się od zbiórki jednostki o godzinie 14:30. Następnie odbył się uroczysty przemarsz do kaplicy im. Marii w Brzoskwini, gdzie odprawiona została msza święta. Po 16:00 przemarsz na plac remizy rozpoczął programy artystyczne oraz występ orkiestry strażackiej. O 19:00 rozpoczęła się część nieoficjalna z zabawą taneczną.
Ochotnicza Straż Pożarna w Brzoskwini istnieje od 1914 r. Wtedy też Jan Kasprzyk, a potem Julian Dukała rozpoczął budowę remizy na mocy prawa monarchy austriackiego, który to nałożył obowiązek na wójtów o zapewnieniu bezpieczeństwa przeciwpożarowego.

W archiwalnych dokumentach przewijają się nazwiska wielu strażaków, w tym Błażeja Burowskiego, Kazimierza Sieprawskiego, czy Stanisława Kołodziejczyka. W notatkach znaleźć możemy również informacje, iż w okresie międzywojennym komendantem był Szczepan Gędłek. Jednostka w okresie tym nie narzekała na brak zajęć, gdyż większość zabudowy stanowiły drewniane domy pokryte strzechą, a strażacy mieli jedynie podstawowe sprzęty takie jak bosaki, wiadra czy drabiny, ale i sikawkę ręczną umieszczoną na wozie konnym.

Wybuch drugiej wojny światowej zniweczył plany o zakupie pompy spalinowej dla jednostki oraz doprowadził do jej czasowego zamknięcia. Dopiero dwa lata po zakończeniu wojny, tj. w 1947 r., jednostka została ponownie reaktywowana. Piotr Ryś, który został wówczas komendantem wraz z innymi młodymi mieszkańcami Brzoskwini, podejmują się tej próby z dobrym skutkiem dla mieszkańców wsi. W okresie tym rozpoczęto pracę przy budowie zbiornika przeciwpożarowego.

Do kolejnej przerwy w działalności OSP doprowadziły niesprzyjająca polityka, która to w latach 1957 – 1963 uniemożliwiła pracę jednostki. Nowym komendantem po przerwie został Stanisław Grabowski. Na czele stanął Władysław Marek. W szeregi straży wstąpiło wówczas wielu młodych druhów.

W latach 70 - tych zrodził się pomysł o budowie nowej strażnicy, która miała zastąpić starą, bardzo małą. Wówczas druhowie Stanisław Grabowski, Józef Burowski oraz radny gminy, Jan Baster, zaczęli organizować środki. W 1977 r. rozpoczęto budowę, w której uczestniczyła cała miejscowość, doprowadzając do oddania budynku w 1983 r. Zaraz po tym zakupiona została Nysa – 522, a następnie przerobiona na potrzeby straży, by służyć aż do roku 1998.

30 czerwca 2001 roku OSP Brzoskwinia z Romanem Wiśniowskim na czele, była gospodarzem II Zjazdu Ochotniczych Straży Pożarnych RP. Po kolejnych dwóch miesiącach, jednostka otrzymała sztandar oraz płaskorzeźbę Św. Floriana. Z okazji Dnia Strażaka, 3 maja 2003 r. została odsłonięta rzeźba, umieszczona na froncie budynku OSP.

W marcu 2008 r. został zakupiony samochód ratowniczo-gaśniczy, Mercedes 608R ze zbiornikiem wody na 1000 litrów. Do zakupu przyczynili się samorząd gminy, ks. proboszcz Władysław Palmowski oraz liczni prywatni sponsorzy.

OSP Brzoskwinia może poszczycić się dwiema drużynami młodzieżowymi, damską i męską oraz drużyną seniorów, z którą regularnie bierze udział w zawodach sportowo – pożarniczych. Drużyny te mogą pochwalić się licznymi osiągnięciami w tej dziedzinie.

Marek Mitoński

Mistrzostwa Świata w Piłce Nożnej w Brazylii już od 12 czerwca. To co dla panów jest największym sportowym świętem, dla większości pań oznacza zazwyczaj kilka tygodni nudy, braku dostępu do telewizora… i męża. Na szczęście wcale nie musi wyglądać to w ten sposób!

Zabierzowskie centrum Soayehr Med. & SPA proponuje, aby w trakcie mundialu i wilk był syty, i owca cała.

– W trakcie tego typu imprez panowie z reguły mają w zwyczaju zapominanie o swoich partnerkach. No chyba, że dana kobieta również jest fanką footballu, choć jak wiadomo, taka sytuacja akurat nie zdarza się zbyt często. W związku z tym w naszym centrum postanowiliśmy zadbać zarówno o panów, jak i o panie. Mamy nadzieję, że nasza propozycja przypadnie zabierzowianom do gustu!
Coś dla niego…

Choć Soayehr Med. & SPA jest miejscem, którego oferta kierowana jest głównie do kobiet, w tym przypadku pomyślano tu najpierw o mężczyznach. W końcu to przecież ich święto! Przez cały miesiąc trwania imprezy, w strefie klubowej znajdującej się na górnym poziomie obiektu, będą odbywały się transmisje wszystkich najważniejszych meczy. Dodatkowo, żeby kibicowanie było jeszcze przyjemniejsze, do meczu można będzie zamówić zestaw kibica (duże piwo, orzeszki i chipsy) i w specjalnej cenie 6 zł. Oferta ważna tylko w trakcie Mistrzostw! Natomiast po emocjonującym kibicowaniu każdy z panów będzie mógł oddać się wypoczynkowi w strefie SPA. Relaksujący masaż, do tego wizyta w saunie i jacuzzi – już za 80 zł!
…i coś dla niej!

Centrum zadbało również o to, żeby panie nie tylko nie nudziły się, kiedy ich partnerzy będą oddawali się pasji kibicowania, lecz być może aby same wyciągały ich z domów na mecz w Soayehr.

– Na czas Mistrzostw wymyśliliśmy kilka promocji specjalnie dla tych pań, które przyjdą do nas razem ze swoimi partnerami. W pierwszej kolejności będzie to 15-procentowa zniżka na wszystkie zabiegi wykonywane w trakcie, kiedy wybranek będzie spędzał czas na kibicowaniu w strefie klubowej. Kolejną propozycją jest zakup trzech zabiegów, z czego jeden (najtańszy) z 50-procentowym rabatem.

Opłaca się również przychodzić całymi grupami. Panie (co najmniej trzy), które w trakcie Mistrzostw przyprowadzą na mecz w Soayehr swoich partnerów, będą mogły korzystać z całej oferty centrum (z wyjątkiem medycyny estetycznej) z 25-procentowązniżką. Daria Saferna, kosmetolożka z Soayehr Med. & SPA, wymienia zabiegi, które mogą być wskazane w okresie letnim – zwłaszcza, jeśli po mundialu zamierzamy wybrać się na wczasy. – Dla tych pań, które za kilka tygodni planują odsłonić trochę ciała na plaży, szczególnie polecałabym zabiegi ujędrniające, poprawiające napięcie skóry i redukujące cellulit, takie jak Skin Shock, Repagen Body czy Maximus. Warto również zadbać w tym czasie o cerę, np. przy pomocy pielęgnacyjnych zabiegów Cuvee PresƟge oraz Repagen Noir marki KLAPP, które nawilżą, zregenerują oraz rozjaśnią naszą twarz.

Na koniec coś dla najmłodszych, którzy w Soayehr również są zawsze mile widziani! W momencie, kiedy tata będzie przeżywał sportowe emocje, a mama oddawała się zabiegom upiększającym, na dzieci będzie czekała opiekunka w przestronnej sali zabaw. A tam gry, konkursy, malowanki i wiele innych atrakcji. Bo mundial w Soayehr to coś więcej, niż tylko sportowe święto!

apostolski.jpg