• alles.jpg
  • artgo.jpg
  • bhp oskar.jpg
  • enmax.jpg
  • familia.jpg
  • gs.jpg
  • juszczak.jpg
  • kozbial.jpg
  • kubaty.jpg
  • lisak.jpg
  • lyko.jpg
  • marcisz.jpg
  • romantica andrzejki.jpg
  • salazabaw.jpg
  • serczyk.jpg
  • sklad_blc.jpg
  • swiba.jpg
  • wwm.jpg
  • zulla.jpg

Reklama

  • adrian.jpg
  • bistro.jpg
  • dogoterapia.jpg
  • geo.jpg
  • grafixdruk.jpg
  • kanczura.jpg
  • krakmeb.jpg
  • kruk.jpg
  • mirex.jpg
  • nettrading.jpg
  • srebrne.jpg
  • wegiel.jpg
  • weterynarz.jpg

Za kilka dni Święta Bożego Narodzenia.

Święta ważne, radosne, najbardziej rodzinne ze wszystkich świąt, które przeżywamy.

No właśnie... RODZINNE.

Ostatnio dużo myślę o Świętej Rodzinie i o świętym Józefie – wielkim milczącym i wielkim pomijanym wszystkich czterech Ewangelii i całego Nowego Testamentu.

Z Józefem spotykamy się na kartach Pisma Świętego zaledwie w trzech sytuacjach: kiedy dowiaduje się, że poślubiona mu Maria jest brzemienna i anioł we śnie mówi mu, by jej nie oddalał, bo nosi pod sercem dziecko Boga; kiedy (znów za radą anioła) w nocy ucieka z Marią i maleńkim Jezusem do Egiptu i kiedy wraz z Marią odnajdują zaginionego dwunastoletniego Jezusa w Świątyni Jerozolimskiej, w której Syn Boży naucza.

I to wszystko. Więcej z Józefem się nie spotykamy. Znamy jego rodowód aż do króla Dawida, ale nie znamy jego życia.

A przecież nie był człowiekiem przypadkowym. Józef został wybrany przez samego Boga. To Bóg zdecydował, że ten cieśla z Nazaretu będzie wychowywał Jego syna; to on będzie Go uczył chodzić, mówić, pracować, on będzie uczył Go o tym, którego imienia nie wolno wymawiać, on w końcu nauczy Go, jak być człowiekiem. Bóg nigdy wcześniej człowiekiem nie był.

I to ten prosty cieśla z królewskiego rodu miał go tego nauczyć. Bóg zawierzył jego odwadze i bogobojności, i się nie zawiódł.

W czasach, gdy Józef poślubiał Marię, oblubieniec dowiedziawszy się, że dziewczyna miała już innego mężczyznę, mógł ją oddalić (wręcz powinien był to zrobić), a społeczność wioski mogła tę dziewczynę ukamienować jako cudzołożnicę. Józef tego nie zrobił.

Myślę, że dla każdego mężczyzny ciężka jest świadomość, że wychowuje nie swoje dziecko i że został w taką sytuację wmanewrowany. A Józef dowiedział się (od anioła!), że ojcem dziecka jego ukochanej jest Bóg!

I mimo wewnętrznej walki ze sobą, on w to uwierzył.
I mimo przerażenia, wziął na siebie ciężar wychowania Boga.

Żydzi w tamtych czasach byli o wiele bliżej Boga niż my teraz. Oni z Nim rozmawiali, traktowali go jako kogoś bardzo bliskiego i jednocześnie w pełni oczywistego.

Józef mając takie, a nie inne, wychowanie, takie, a nie inne, rozumienie Boga, podjął się tego – zdawałoby się – niewykonalnego zadania.

No bo jak wychować dziecko (osobliwie zgodnie ze starotestamentowymi zaleceniami) nie karcąc go? Nie dając klapsa? Nie stosując zakazów i nakazów? A on miał wydawać polecenia i zakazy Bogu! To Boga miał karcić; być może klapsa dać – Bogu!

Niewyobrażalna rzecz.

I on się tego podjął, bo głęboko wierzył swemu Stwórcy. I wywiązał się ze swego zadania dobrze, bo Jezusa człowieczeństwa nauczył znakomicie; widać to chociażby we wszystkich przypowieściach – tam chyba najlepiej widoczna jest głęboka znajomość człowieczeństwa i rozumienie go aż do trzewi przez Jezusa – Boga wychowanego przez cieślę z Nazaretu.

Czy ktokolwiek z nas miałby tyle odwagi?

Z okazji nadchodzących Świąt, życzę wszystkim czytelnikom odwagi i pokory, by umieć usłyszeć i posłuchać Głosu Bożego.

Gabriela Kucharska

apostolski.jpg